Pożar Starlinka na Mazowszu. Ekspert dla WP: najpewniej sabotaż
Kolejny zagadkowy pożar obiektu ważnego dla walczącej Ukrainy. W środę wieczorem spłonęła stacja bazowa satelitarnej łączności Starlink, dostarczająca internet Ukrainie. Najprawdopodobniej było to podpalenie.
Stacja spłonęła w Woli Krobowskiej pod Grójcem. Według strażaków, z którymi rozmawiało RMF FM, doszło do umyślnego podpalenia. Operatorem stacji była państwowa spółka telekomunikacyjna Exatel.
Pod koniec sierpnia ogień pojawił się w zakładzie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej, który produkuje drony m.in. dla ukraińskiej armii. Prokuratura Krajowa prowadzi w tej sprawie śledztwo pod kątem działania na rzecz obcego wywiadu i przestępstwa o charakterze terrorystycznym. Jak nieoficjalnie ustaliła wówczas Wirtualna Polska, śledczy zakładają, że za podpaleniem stało co najmniej dwóch sprawców.
"Badane są różne wersje". ABW na miejscu
Sprawą zajmuje się m.in. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Trudno się temu dziwić, bo w grę wchodzi nie tylko zakłócenie działania sieci telekomunikacyjnej, ale też możliwy sabotaż dostaw internetu do Ukrainy. Jak przekazał Wirtualnej Polsce rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński, funkcjonariusze ABW przybyli na miejsce zdarzenia i analizują zebrane informacje.
– Badane są różne wersje. Za wcześnie jest mówić o szczegółach. Do każdego takiego zdarzenia podchodzimy w sposób bardzo poważny. Nie bagatelizujemy tego. Rekomenduję spokój i uczulam na pojawiające się w takich sytuacjach fake newsy – powiedział WP Dobrzyński.
Przed takimi działaniami ostrzegał niedawno Institute for the Study of War. W opublikowanym w połowie września raporcie think tank ocenił, że obecna fala sabotażu, dywersji, podpaleń i cyberataków w Europie jest wstępem do czegoś poważniejszego, a Rosja może przejść od działań hybrydowych do ograniczonej agresji zbrojnej przeciwko państwom NATO. ISW wymienia Polskę wśród krajów, które mogłyby się znaleźć w obszarze takich działań.
Sabotaż, fanatycy czy wandale?
O tym, że najprawdopodobniej był to sabotaż, mówi Wirtualnej Polsce dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Decydują o tym, jak mówi, przede wszystkim lokalizacja i charakter obiektu. Położenie stacji nie jest powszechnie i publicznie znane. Atakujący musieli wiedzieć, co atakują, kiedy i jaka jest ochrona obiektu.
Piekarski formułuje trzy hipotezy. Pierwsza, i jego zdaniem najbardziej prawdopodobna, to sabotaż.
– Najbardziej prawdopodobny na ten moment scenariusz, w którym strona rosyjska utrudnia życie Ukraińcom, wysyłając jednocześnie sygnał, że bezpieczna nie jest polska infrastruktura. A co, jeśli to dodatkowy sygnał do Amerykanów: patrzcie, jeśli nie odpuścicie, to wasza infrastruktura będzie atakowana? – mówi WP.
Druga hipoteza: stację mogli "podpalić fanatycy, którzy uważają, że fale 5G szkodzą i zmieniają ludzi w kozy" – mówi Piekarski z gorzkim śmiechem. Trzecia, najmniej prawdopodobna, to przypadkowy akt wandalizmu.
Kto miał pilnować stacji?
Dr Piekarski uważa jednak, że zdarzenie ma charakter terrorystyczny. Dlatego, jak podkreśla, sprawców trzeba znaleźć i ukarać. Państwo powinno być tu bezwzględne i pokazać sprawczość. To podwójny sygnał, zarówno dla mocodawców, jak i dla potencjalnych wykonawców, że takie działania będą traktowane jako wrogi akt sabotażu.
Zakłada przy tym, że ABW musiała wiedzieć o istnieniu i lokalizacji obiektu. Zaznacza jednak, że nie da się upilnować wszystkiego, bo służby, mówiąc obrazowo, nie są z gumy. Nie da się postawić przy każdym obiekcie całodobowego patrolu policji czy funkcjonariusza ABW.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Jest też inny problem: obowiązek ochrony infrastruktury spoczywa w pierwszej kolejności na jej właścicielu. W przypadku stacji w Woli Krobowskiej operatorem jest państwowy Exatel.
Do tego, jak podkreśla Piekarski, dochodzi galimatias prawny. Do zniszczonego obiektu zastosowanie ma kilka ustaw: o ochronie osób i mienia, o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i o działaniach antyterrorystycznych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.