Chciała zabić nowonarodzoną córkę. Jest wyrok
Wyrok wydał Sąd Okręgowy w Łodzi. Odczytał go sędzia Marek Raszewski
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: tvn24.pl
Sąd uznał, że oskarżona jest winna. Kobieta po urodzeniu dziewczynki włożyła ją do foliowej reklamówki. Torbę zawiązała i zostawiła w pustostanie przy ul. Zgierskiej w Łodzi.
- Zgon dziecka nie nastąpił z uwagi na udzielenie mu pomocy medycznej. Sąd uznał oskarżoną za winną zarzucanego jej czynu i wymierzył jej karę 13 lat pozbawienia wolności. Na poczet kary zaliczono okres tymczasowego aresztowania od 17 kwietnia 2025 roku - powiedział sędzia Marek Raszewski z Sądu Okręgowego w Łodzi.
W uzasadnieniu wyroku sąd wskazał, że oskarżona działała z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia córki. Zwrócił uwagę między innymi na to, że przez całą ciążę ukrywała swój stan przed otoczeniem i nie przygotowywała się do narodzin dziecka.
Dramat rozegrał się 15 kwietnia 2025 roku
Według ustaleń śledczych kobieta urodziła dziecko w pustostanie na Bałutach. Następnie umieściła noworodka w foliowej torbie zawiązanej na supeł i pozostawiła go bez pomocy. Życie dziewczynki uratował przypadkowy przechodzień. Mężczyzna usłyszał płacz dziecka dochodzący z opuszczonego budynku i zaalarmował służby. Noworodek trafił do szpitala w ciężkim stanie. Lekarze stwierdzili między innymi głębokie wychłodzenie organizmu, jednak ostatecznie udało się uratować życie dziecka. Po opuszczeniu szpitala dziewczynka została objęta opieką ośrodka preadopcyjnego Tuli Luli, gdzie zapewniono jej bezpieczeństwo i anonimowość.
Prokuratura domagała się dla oskarżonej kary 25 lat więzienia. Po ogłoszeniu wyroku przedstawiciel śledczych nie krył rozczarowania.
- Wyrok jest stosunkowo niski - ocenił Radosław Jaskulski z Prokuratury Rejonowej Łódź-Bałuty. Obrona podkreślała natomiast, że kobieta przyznała się do winy, przeprosiła za swoje zachowanie i wyraziła skruchę.
Wyrok nie jest prawomocny. Zarówno prokuratura, jak i obrona mogą złożyć apelację.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.