Nie wiedzieli, gdzie uciekać. Wiceszef MON: "Nie dziwię się ludziom"
Dla wielu mieszkańców Lubelszczyzny noc z soboty na niedzielę była pierwszą w życiu sytuacją alarmową. Tak blisko granicy Rosja jeszcze nie zaatakowała. Ludzie nie wiedzieli, gdzie mają się ukryć. – Ja się też ludziom nie dziwię, że o wielu z tych spraw nie wiedzą, bo przecież takiej sytuacji przez całe lata w Polsce nie było. My się tego musimy jako państwo nauczyć po prostu na nowo – powiedział w TVN24 wiceszef MON Cezary Tomczyk.
Cezary Tomczyk zabrał głos po wybuchu
Źródło zdjęć: © PAP
Rosyjskie ataki na Ukrainę w pobliżu polskiej granicy to element poważnej eskalacji – ocenił w TVN24 wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Potwierdził, że działania Rosji wpisują się w ostrzeżenia, przed którymi CIA przestrzegała Polskę, i wskazał nadchodzącą zimę jako kluczowy moment dla przebiegu wojny.
Dwa uderzenia w ciągu jednej nocy, oba widoczne z terytorium Polski – to bezprecedensowa sytuacja dla mieszkańców wschodniej Lubelszczyzny. Po godzinie czwartej w nocy polskie wojsko poderwało myśliwce, syreny zawyły w Chełmie i pięciu okolicznych powiatach, a na telefony spłynęły alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z poleceniem ukrycia się w bezpiecznym miejscu.
WIDEO
Utknęli na granicy. "Ruski nie chce pokoju"
WIDEO
Alerty przychodzą, a schronu nie ma. Mieszkańcy nie wiedzą, gdzie biec
– Ja rozumiem (...) dla ludzi dzisiaj na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu to jest po prostu nowa rzeczywistość, w której trzeba się odnaleźć – mówił w poniedziałek w TVN24 Tomczyk.
Wójt gminy Dorohusk Wojciech Sawa odebrał w niedzielę nad ranem kilka telefonów od przestraszonych mieszkańców. – Jak rano łupnęło, to słychać było mocno. Szyby zadrżały w oknach. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co się stało. To było dla nas coś nowego. Te syreny, sygnał modulowany, pojawiły się po raz pierwszy – mówił dla WP wójt. Przyznał wprost, że gmina nie dysponuje schronami, a dostępne są jedynie budynki przystosowane do doraźnego schronienia: dwie szkoły, pałac Suchodolskich, urząd gminy i ośrodek zdrowia.
Podobne dylematy mieli mieszkańcy Włodawy. – Pierwszy raz dostałem SMS, żeby się ukryć w bezpiecznym miejscu. Tyle tylko, że nie mam pojęcia, gdzie i czy w ogóle we Włodawie takie miejsca są – relacjonował dla WP pan Bogusław.
Wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej wyjaśnił, czego tak po prawdzie państwo oczekuje od obywateli, którzy w środku nocy dostają alert z nakazem ukrycia się w bezpiecznym miejscu.
– Należy mieć telefon blisko i czekać na alerty RCB. Natomiast jeżeli wyją syreny, jeżeli to jest alarm bombowy i zagrożenie z powietrza (...), to w takiej sytuacji każdy powinien udać się w bezpieczne miejsce. I też to nie jest tak, że na Ukrainie ludzie w nocy o czwartej rano schodzą do schronów, jeżeli mieszkają w bloku, bo nie zawsze jest taka możliwość. Bezpieczne miejsce to jest garaż, piwnica, ale to jest też miejsce we własnym mieszkaniu, które nie ma okien, tak żebyśmy nie narazili się na ewentualne odłamki – mówił Tomczyk na antenie TVN24.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.