Polacy wykupują sól na zapas. Wszystko przez pomysł kopalni
Półki w spiżarniach i kuchniach wielu polskich domów uginają się dziś od ciężkich worków z solą. Tam, gdzie jej nie ma, być może jeszcze dziś dojedzie kurier z dostawą. Polki i Polacy masowo zaopatrują się w sól. Konkretnie Sól Kłodawską – krystalicznie czystą, niejodowaną, kamienną sól, która doskonale sprawdza się nie tylko do gotowania codziennych potraw, ale też do wszelkiego rodzaju przetworów.
Do kupowania tej konkretnej soli internauci wzajemnie namawiają się w mediach społecznościowych. W sklepach stacjonarnych "kłodawskiej" zaczyna brakować. W internecie jej cena poszła w górę. Dziś za opakowanie (3 kg) trzeba zapłacić ponad 1,5 zł więcej niż jeszcze tydzień wcześniej. W praktyce to niewiele. Statystycznie cena wzrosła jednak o około 7 proc.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Nakręcającą się "solną panikę", nieco podobną do tej, jaka przed sezonem dotyczy węgla czy pelletu, zauważyły też władze Kopalni Soli "Kłodawa". W zeszły czwartek (17 września) na stronie internetowej kopalni pojawił się komunikat zarządu. Czytamy w nim, że w ostatnim czasie sklep internetowy przedsiębiorstwa zanotował kilkukrotny wzrost liczby zamówień i logistycznie ma problemy, by takiemu zainteresowaniu sprostać. Wysyłka soli do klientów może się więc opóźnić. W tym samym komunikacie zarząd wielkopolskiej kopalni uspokaja konsumentów, że ci wcale nie muszą robić zapasów soli na wiele miesięcy do przodu. "Produkcja soli odbywa się normalnie" – czytamy w oświadczeniu.
Chcą zwozić do Kłodawy Azbest czy popiół ze spalarni śmieci
Tym samym zarząd gasi pożar, który sam rozpalił. Kilka tygodni temu dyrekcja kopalni ogłosiła, że ma nowatorski pomysł na zbudowanie "drugiej nogi" dochodów przedsiębiorstwa, dzięki któremu kopalnia przestanie balansować na granicy rentowności. Nową formą działalności, jaką chcą podjąć w Kłodawie, jest stworzenie w tym mieście składowiska odpadów niebezpiecznych. Dokładnie... pod miastem. W kopalni uznano, że po 70 latach działalności górnicy wydrążyli już wystarczająco dużo podziemnych komór (mowa nawet o 20 mln metrów sześciennych) i szkoda, by te przestrzenie stały niezagospodarowane.
W 2022 r. ówczesny rząd PiS znowelizował ustawę Prawo górnicze i mocno zliberalizował sposób, w jaki właściciele kopalni mogą zamieniać puste wyrobiska na podziemne składowiska odpadów. Pod koniec tegorocznych wakacji władze Kopalni Soli "Kłodawa" ogłosiły, że też będą chciały zwozić pod ziemię odpady niebezpieczne. Rozpoczęły już nawet stosowną procedurę zdobycia na to zezwolenia.
We wniosku, jaki kopalnia wysłała do Urzędu Miasta w Kłodawie, jest informacja, że w planowanym podziemnym składowisku odpadów niebezpiecznych mogłoby być przechowywanych nawet 270 różnych substancji. Mowa m.in. o azbeście czy popiele, jaki zostaje po spalaniu śmieci w spalarniach. Władze miasta od początku były do pomysłu sceptyczne. Burmistrz Piotr Michalak w wypowiedziach medialnych przyznawał jednak, że prawo jest skonstruowane w taki sposób, że jeśli kopalnia spełni wszelkie wymogi formalne (jakim musi odpowiadać podziemne składowisko) to on decyzję pozwalającą na zwożenie odpadów do Kłodawy będzie musiał wydać.
Naukowcy sprawdzą czy toksyczne odpady mogą skazić sól
Kopalnia, która początkowo twardo mówiła, że na pewno stworzy składowisko odpadów niebezpiecznych, w kolejnych wypowiadała się już tylko "na miękko". Po fali protestów i oburzeniu internautów z całej Polski zarząd KS "Kłodawa" zaczął tłumaczyć, że zwożenie pod ziemię odpadów to tylko jedna z opcji, jakie brane są pod uwagę, by ratować finanse przedsiębiorstwa. Ostatecznie 12 września zarząd państwowej spółki złożył wniosek o zawieszenie trwającego w UM Kłodawa postępowania o wydanie pozwolenia na utworzenie w pustych wyrobiskach po soli składowiska odpadów.
Kopania deklaruje, że wcześniej uzyska opinie od specjalistów z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Naukowcy z obu placówek mają sprawdzić, jak odpady wpłyną na środowisko, wody podziemne i cały ekosystem Kłodawy. Najważniejsze pytanie brzmi następująco: jeśli w pustej komorze pod ziemią będzie np. azbest, czy znajdująca się kilkaset metrów dalej, jeszcze niewydobyta sól, nie zostanie w ten sposób skażona?
Właśnie tego ostatniego najbardziej boją się konsumenci z całej Polski. – Sól kłodawska to dobro wyprodukowane przez naturę. Nie trzeba jej ważyć, nie trzeba jodować. Można jej używać taką, jaka jest – mówi Kinga, mieszkanka Podhala. – I teraz taką sól skażą jakimiś toksycznymi chemikaliami? To się w głowie nie mieści. Ja tej soli nie kupię nawet jak te odpady będą trzymane kilka kilometrów dalej – dodaje nasza rozmówczyni, a podobnych głosów jest więcej.
Tym samym "solna panika" może trwać, aż zarząd kopalni całkowicie odejdzie od pomysłu stworzenia podziemnego wysypiska.
Sól z zagranicy jest tańsza niż produkt krajowy
Problem w tym, że jak przekonuje w oświadczeniach Andrzej Sadowski, prezes zarządu KS "Kłodawa" zarządzana przez niego firma musi pilnie znaleźć dodatkowe źródła dochodu. Zeszły rok kopalnia zamknęła ze stratą 25 mln zł. Wcześniej balansowała na granicy rentowności, raz wychodząc na mały plus, innym przynosząc straty.
Obecny szturm sklepów w poszukiwaniu soli kłodawskiej finanse kopalni na pewno wspomoże, ale nie uratuje. Produkcja soli spożywczej odpowiada za niecałe 3 proc. całej sprzedaży kopalni. Reszta wydobywanej soli idzie do przemysłu chemicznego (np. na tabletki do zmywarek czy do produkcji nawozów) oraz jest używana do zimowego posypywania dróg. Ostatnie, relatywnie łagodne zimy spowodowały, że zakład nie miał zbyt dużo zamówień od drogowców.
Nawet gdyby w nadchodzącym sezonie zima była sroga, zdaniem dyrekcji KD "Kłodawa" przedsiębiorstwo z Wielkopolski przegra w dużej mierze konkurencyjną walkę o dostawy dla drogowców z solą z zagranicy. Ta sprowadzana z Białorusi czy północnej Afryki będzie bowiem tańsza. Koszty pracy w tych krajach są o tyle niższe, że nawet doliczając koszt transportu do Polski, sól importowana jest tańsza niż produkt z Kłodawy.
– Z jednej strony producenci oferują produkt najwyższej, weryfikowalnej jakości, zgodny z obowiązującymi normami, utrzymując setki miejsc pracy, odprowadzając należne podatki, stosując się do wszelkich wymagań, jakie niesie ze sobą uczestnictwo w tym segmencie rynku. Z drugiej strony mają do czynienia z importowanym produktem, którego cena jest dwukrotnie niższa od tej, jaką w wyniku między innymi wzrostu cen energii, kosztów pracowniczych, materiałów wybuchowych, maszyn i urządzeń mogą zaoferować rodzimi producenci – tłumaczy prezes Kopalni Soli "Kłodawa".
– Nic nie stanie się bez wiedzy i zgody mieszkańców oraz załogi. Szukamy różnych rozwiązań. Nie zamkniemy kopalni. W ciągu ostatnich kilku lat zainwestowaliśmy w nią 130 mln zł, a po ośmiu miesiącach tego roku kopalnia wypracowała kilkanaście milionów złotych zysku – informuje w ostatnim oświadczeniu, jakie opublikowano na stronie spółki, prezes Sadowski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.