Specjalista rozprawia się z kłamstwami Trumpa. Wskazuje, "kto podłożył ogień"

Donald Trump stwierdził, że wzrost globalnych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej. Narrację tę negują eksperci, w tym Rafał Zywert.
Ekspert rynku paliw wskazał, że skok cen na światowych rynkach paliw wywołała wojna na Bliskim Wschodzie oraz związane z nią ograniczenia w produkcji i eksporcie surowców.
Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie miały wpływ na rynek, jednak główną przyczyną wzrostu cen były wydarzenia na Bliskim Wschodzie.
W niedzielę Donald Trump dwukrotnie oskarżał Ukrainę, że "szkodzi światu", uderzając w rosyjskie rafinerie. W poniedziałek prezydent USA ogłosił, że obie strony konfliktu - Rosja i Ukraina - zgodziły się, by nie uderzać w obiekty energetyczne.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski sprecyzował później, że Ukraina jest gotowa powstrzymać swoje ataki, jeśli partnerzy zagwarantują, że Rosja zaprzestanie ataków na ukraińską energetykę, infrastrukturę krytyczną i transport żywności. "Oczekujemy od partnerów konkretów" - wskazał we wpisie na Telegramie.
Wojna Rosja-Ukraina. Obie strony uderzyły
Niedługo później w poniedziałek rano media obiegły informacje, że obie strony nie dotrzymały ogłoszonego przez Trumpa porozumienia. Rosja uderzyła w stację benzynową i magazyny w Kijowie. Ukraina - w magazyn firmy Ozon i, jak podały lokalne władze, "przedsiębiorstwo przemysłowe".
Narrację prezydenta USA błyskawicznie podchwycił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Stwierdził on we wtorek w rozmowie z mediami, że propozycja prezydenta USA jest "bardzo dobrym pomysłem", ale potrzeba czegoś więcej, aby obniżyć ceny paliw na świecie.
Czego? Poza "zapewnieniem bezpieczeństwa żeglugi handlowej", problem - według Pieskowa - rozwiąże zniesienie sankcji wobec Rosji.
- Konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi handlowej i żeglugi w tym miejscu, w tym dla tankowców. Władze w Kijowie jak dotąd nie wykazały chęci zagwarantowania takiego bezpieczeństwa" - powiedział Pieskow. - Tylko wtedy świat będzie odpowiednio zaopatrzony w te produkty naftowe, rynki globalne się ustabilizują, a ceny spadną" - przekonuje rosyjski polityk.
Nie spadną - mówią tymczasem eksperci. Bo główna przyczyna problemów leży gdzie indziej.
Wzrosty cen paliw. Analityk wskazuje główną przyczynę
- Dzisiaj, mimo że sytuacja w rosyjskim sektorze rafineryjnym pozostaje nie bez znaczenia, to skok cen na rynkach paliw wywołała wojna na Bliskim Wschodzie - wskazuje w rozmowie z Interią ekspert rynku paliw, dyrektor działu prognoz i analiz Reflex Rafał Zywert.
Jak zaznacza, to bliskowschodni konflikt i związane z nim ograniczenia w produkcji i eksporcie ropy naftowej i produktów naftowych z tego regionu są dzisiaj główną przyczyną wzrostu cen paliw.
- Choć spadek eksportu nie jest już tak drastyczny jak na początku wojny (która wybuchła pod koniec lutego 2026 - red.), szacuje się, że łączna wysyłka ropy i przetworów z Bliskiego Wschodu spadła o około 40 proc., a w przypadku samych paliw ograniczenia sięgają nawet 60 proc. Sytuacja ta wpływa bezpośrednio na światowy bilans oleju napędowego - mówi.
Jak wyjaśnia, Bliski Wschód stanowił kluczowy kierunek dostaw diesla do Europy, zwłaszcza po zmianie struktury rynku w 2023 roku w związku z embargiem na paliwa z Rosji.
- Rosyjski produkt został wówczas zastąpiony dostawami ze Stanów Zjednoczonych, Indii, Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu. Wybuch nowego konfliktu (po ataku USA i Izraela na Iran - red.) wywołał gwałtowny wzrost cen ropy naftowej oraz gotowych produktów naftowych - przypomina.
Ale co z Rosją, skoro ataki na jej infrastrukturę pozostają "nie bez znaczenia"?
- Czy nam się to podoba czy nie, Rosja jest dużym graczem na rynku paliw - mówi Rafał Zywert. Jak tłumaczy, choć od 2023 roku rosyjski diesel nie trafia bezpośrednio do Europy, Moskwa pozostawała drugim co do wielkości eksporterem tego paliwa na świecie.
- W wyniku nasilających się ataków ukraińskich dronów moce przerobowe tamtejszych rafinerii w zakresie diesla spadły o 60 proc., co oznacza ubytek około trzech milionów baryłek dziennie. Państwa, które dotychczas kupowały paliwo z Rosji, takie jak Turcja, Brazylia czy Maroko, musiały przenieść popyt na te same źródła, z których korzysta Europa - wskazuje.
To zaś, jak mówi, zwiększyło zainteresowanie paliwem ze Stanów Zjednoczonych, będących największym eksporterem netto diesla na świecie, oraz z Bliskiego Wschodu - bo Arabia Saudyjska mimo wojny dostawy, choć mniejsze, wysyłała.
- Trzeba przyznać, że gdyby nie konflikt na Bliskim Wschodzie, sama wojna między Rosją a Ukrainą i doprowadzenie do czasowego braku rosyjskiego diesla na rynku, również spowodowałyby wzrost cen. Wzrost wyniósłby jednak około 20 proc., a nie był niemal dwukrotny - zauważa analityk.
"To Trump podłożył ogień"
W jego ocenie ukraińskie ataki w rosyjski sektor paliwowy "dolały oliwy do ognia na globalnym rynku, ale niestety ten ogień podłożył wcześniej sam prezydent Donald Trump".
- W 90 proc. obecny wzrost cen jest efektem wydarzeń na Bliskim Wschodzie, w tym walk z udziałem Iranu oraz działań ruchu Huti w Jemenie - zaznacza.
Jednocześnie, jak zauważa, polscy konsumenci tego nie odczuli, bo od końca marca obowiązywał u nas pakiet osłonowy CPN, czyli "ceny paliw niżej".
- Gdyby nie te regulacje, ceny paliw na stacjach przekroczyłyby wówczas 9 zł za litr. W ciągu pięciu tygodni od wybuchu wojny (na Bliskim Wschodzie) ceny rynkowe wzrosły z 880 do 1608 dolarów za tonę. To może doprowadzić do złudnego wrażenia, że wtedy nie było tak źle i dopiero wraz z nasileniem uderzeń Ukrainy w cele w Rosji, jest gorzej. To nieprawda - konkluduje.
"Polityczny WF": Mercedes, Tajlandia, lista wpływów. Wiemy, co zarzucają posłowi KO-INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.