Fundacja Kukiza zablokowana. Ruch Kancelarii Premiera
Sprawa dotyczy dotacji, którą Fundacja "Potrafisz Polsko!" dostała na początku 2023 r. z rezerwy ogólnej budżetu państwa. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, jeszcze za rządów Mateusza Morawieckiego, przekazała blisko 4,3 mln zł na projekt "Instytut Demokracji Bezpośredniej". Fundacja podaje, że na realizację wydała ok. 2,97 mln zł (ok. 69 proc. kwoty), a w styczniu 2024 r. oddała do budżetu państwa niewykorzystane blisko 1,32 mln zł.
Kancelaria Premiera miała później wystąpić do fundacji o dodatkowy zwrot środków. Po wydaniu decyzji w tej sprawie skierowano do urzędu skarbowego wniosek o jej wykonanie, co doprowadziło do zablokowania rachunku organizacji.
Pełnomocnik Pawła Kukiza, mec. Michał Kardasz, przekazał, że w takich sprawach decyzja może zostać wykonana jeszcze przed oceną sądu administracyjnego, a ponieważ decyzję wydała w pierwszej instancji instytucja traktowana tu jak minister, fundacja nie mogła odwołać się do organu wyższego stopnia.
Mecenas wyjaśnia, że organizacja złożyła wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy, ale minister dwukrotnie rozpatrzył go niekorzystnie. Dlatego fundacja skierowała skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W praktyce, jak podkreśla prawnik, przepisy nie przewidują formalnego zawieszenia działalności samej fundacji, ale utrata majątku może sparaliżować jej funkcjonowanie, łącznie z ryzykiem problemów z utrzymaniem siedziby i odbiorem korespondencji.
Paweł Kukiz: zajęto środki i samochody
Paweł Kukiz twierdzi, że działania uderzyły nie tylko w pieniądze związane z dotacją.
– Zablokowano konto fundacji i znajdujące się na nim nasze fundacyjne środki niepochodzące z dotacji celowej KPRM, a także zajęto samochody służące do transportu darów. Nie było żadnego dialogu ani próby wyjaśnienia sytuacji. Państwo Tuska uderzyło we mnie i Fundację z całą mocą. I to bez decyzji sądu. Podobno też tak mogą – mówił w rozmowie z "Faktem".
Kukiz utrzymuje też, że projekt realizowano zgodnie z założeniami, w tym poprzez przygotowanie materiałów edukacyjnych oraz budowę internetowej platformy do głosowania opartej na technologii blockchain. – Nie dopatrzyli się żadnych uchybień, ale zażądali od nas zwrotu miliona złotych, czyli środków wydanych właśnie na platformę blockchain. Argumentowali to – uwaga – "małą ilością wejść na serwis i małym zainteresowaniem społecznym" – twierdzi Kukiz.
Kukiz przekonuje, że opracowany system jest kompatybilny z mObywatelem i zaoferował go ministerstwu bezpłatnie. Żaden resort jednak nie odpowiedział. Także samorządy nie były zainteresowane.
Zembaczyński oskarża
Poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński w rozmowie z "Faktem" ocenia, że przedsięwzięcie nie miało praktycznej wartości. – Ta platforma do e-votingu Kukiza została stworzona właściwie po nic. Takie narzędzia były już dostępne na rynku za darmo i mogły być wykorzystywane przez każdego zainteresowanego – stwierdził Zembaczyński.
– Oczywiście Kukiz powołuje się na szczytny cel, ale konieczność zwrotu kolejnego miliona złotych pokazuje, że mogło tu chodzić o zwykłą transakcję, którą niektórzy nazywają korupcją polityczną – powiedział poseł.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.