Rosja odpowiada na komunikat Tuska. W propagandzie Kremla to GROM trenuje wejście do Królewca
Rosyjski ekspert wojskowy już straszy działaniami GROM-u na granicy polsko-rosyjskiej. Aleksiej Ramm, publikujący na Telegramie, sugeruje, że Polska może przygotowywać prowokację przy granicy z obwodem królewieckim. W swoim wpisie przekonuje, że polscy komandosi z GROM-u mogą ćwiczyć przekraczanie granicy z Rosją, a nawet potajemnie przygotowywać infrastrukturę niezbędną do prowadzenia operacji na tym obszarze.
Ramm podkreśla przy tym, że żołnierze GROM-u są wyjątkowo groźni i budzą szacunek wśród amerykańskich jednostek specjalnych. "Żołnierze GROM-u będą ćwiczyć potencjalne działania wzdłuż granicy rosyjsko-polskiej, w tym sposoby jej przekroczenia. (…) Czy możliwe, że Warszawa przygotowuje prowokację wzdłuż granicy z obwodem królewieckim? Takiego scenariusza nie można wykluczyć" – czytamy we wpisie Rosjanina.
Z kolei kanał na Telegramie "Rosja 2.0" 9 (235 tys. subskrybentów) wykorzystuje komunikaty premiera do ośmieszania polskich władz. Ironizuje, że "Donald Tusk sam przyznaje się do obsesji na punkcie Rosji i przygotowuje Polskę do wojny z nią".
– Chodzi o przedstawienie polskich decydentów, elit i całego państwa jako siły dążącej do wojny i konfrontacji – komentuje dr Michał Marek, ekspert ds. dezinformacji i cyberbezpieczeństwa, założyciel i szef Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa. – Na ten moment nie widać tu jednak niczego nadzwyczajnego. Kreowanie Polski na agresora jest po prostu pewnego rodzaju standardem – dodaje rozmówca WP.
Mobilizacja polskich służb przy granicy. Dla Rosji to "operacja specjalna"
Portale z obwodu królewieckiego Klops i Nowy Kaliningrad informują m.in. o formowaniu przez Polskę specjalnej brygady do ochrony granicy z obwodem królewieckim. Według tych doniesień nowe formacje wojskowe mają monitorować tereny przygraniczne.
Działania polskich służb, które w Polsce przedstawiane są jako odpowiedź na zagrożenia i próby destabilizacji, w rosyjskim przekazie urastają do rangi operacji wymierzonej w Rosję. Pojawia się nawet określenie, że policja, wojsko, Straż Graniczna i jednostki specjalne prowadzą już "operację specjalną".
W komunikacie dotyczącym zagrożeń na granicy premier Donald Tusk zwrócił uwagę m.in. na ryzyko wtargnięcia uzbrojonej grupy. Według dr. Michała Marka takiego scenariusza nie można bagatelizować.
– Ryzyko prowokacji z udziałem grupy zbrojnej, która mogłaby przedstawiać się jako niezwiązana z Rosją, istnieje od kilku lat – mówi dalej dr Michał Marek, który analizuje rosyjskie oraz białoruskie operacje wpływu wymierzone w Polskę.
Ekspert zwraca uwagę, że ostatnie wydarzenia wpisują się w szerszy katalog działań destabilizacyjnych. Wymienia m.in. naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, doniesienia o zagrożeniach związanych z przesyłkami lotniczymi i bombami, próby werbowania tzw. agentów jednorazowych w Polsce oraz rozpowszechnianie ulotek instruujących Polaków, jak zachowywać się w przypadku okupacji.
– Strona rosyjska i białoruska prowadzą szerokie działania informacyjno-psychologiczne. Ich elementem może być również rzeczywista próba przekroczenia granicy przez oddział zbrojny lub grupę dywersyjną, która następnie byłaby przedstawiana jako niezależna od Rosji – ocenia dr Marek.
Zdaniem eksperta obecnie ryzyko takiego scenariusza może być większe, choć nie oznacza to, że jest to zupełnie nowe zagrożenie. – Możemy analizować sytuację z naszej perspektywy, ale premier dysponuje raportami wywiadowczymi, których nie może ignorować. Rosyjskie działania mogą z jednej strony przygotowywać grunt pod realną prowokację, a z drugiej służyć prowadzeniu gry informacyjnej i wywoływaniu destabilizacji wewnętrznej w Polsce – podkreśla.
Granica z Rosją 210 km. Jak jest zabezpieczona?
W środę rzeczniczka Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej ppłk Mirosława Aleksandrowicz poinformowała WP, że na granicy z Rosją nie odnotowano żadnych nowych incydentów poza tym wskazanym przez premiera. – Przy granicy stwierdzono obecność osób z latarkami, co wywołało naszą reakcję. Nie mogę podać szczegółów – powiedziała.
Lądowa granica Polski z Rosją ma 210 km długości. Jak przypomniała ppłk Aleksandrowicz, na całym jej odcinku działa tzw. bariera elektroniczna, wyposażona w kamery i sensory alarmujące o osobach pojawiających się w pobliżu linii granicy. – W razie próby jej przekroczenia nasze patrole podejmują interwencję w czasie liczonym w minutach – zapewniła.
Jeden z pasażerów autobusu relacji Królewiec–Warszawa, który w środę przyjechał do Polski, powiedział WP, że na przejściu granicznym panował spokój. – Cisza, spokój, marazm. W Rosji jest święto państwowe. Nie zauważyłem też żadnej podejrzanej aktywności – relacjonował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.