Rutkowski zapowiadał "trzęsienie ziemi". Wyszła szopka
- Krzysztof Rutkowski zapowiadał, że informacje Michała Kołodziejczaka skończą się "politycznym trzęsieniem ziemi". Na konferencji w Sejmie nie padło ani jedno nazwisko, a samego posła nie było.
- Detektyw poinformował o zawiadomieniu do Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie trzech osób, czynnych posłów, w tym wiceministra. Nazwisk nie podał.
- Większość konferencji zajęły spory z dziennikarzami, wspomnienia o własnym wyroku i wyprawie do Naddniestrza.
- Na pytania o test na narkotyki Rutkowski odpowiadał pytaniem, czy Kołodziejczak ma "odlać się" na oczach mediów.
- Kołodziejczak jest zawieszony w klubie KO po materiale Kanału Zero, w którym byłe współpracownice zarzuciły mu przemoc i nakłanianie do zażywania narkotyków. Poseł zaprzecza tym doniesieniom.
Konferencja była zapowiadana od kilku dni jako przełom w sprawie byłego wiceministra rolnictwa Michała Kołodziejczaka. Rutkowski, który w ostatnim czasie występuje u boku Kołodziejczaka, zapowiadał ją w telewizji wPolsce24. Przekonywał, że ujawnione na niej zostaną kompromitujące materiały uderzające bezpośrednio w polityków obozu władzy.
We wtorek przed kamerami stanął sam. - Pana Michała Kołodziejczaka nie ma. Ale jeżeli państwo będziecie z nim chcieli rozmawiać, myślę, że niebawem przed państwem się otworzy - mówił. Pytany, dlaczego poseł nie przyszedł, choć trwa posiedzenie Sejmu, odesłał dziennikarzy do samego zainteresowanego. - Macie państwo telefon do posła Michała Kołodziejczaka. Zapytajcie go, dlaczego go tutaj nie ma - mówił.
DLA CIEBIE
Hyundai na Paris Motor Show 2026
DLA CIEBIE
Gdy jeden z dziennikarzy przypomniał mu zapowiedź przekazania informacji, które wstrząsną polską sceną polityczną, Rutkowski odparł: "Tak, oczywiście, i zatrzęsie".
Zawiadomienie bez nazwisk
Jedyną konkretną informacją było zawiadomienie złożone w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Według Rutkowskiego dotyczy ono czynnych posłów, w tym osoby, która jest wiceministrem w obecnym rządzie. - Sądzę, że osoby, które pełnią jedne z najwyższych funkcji w państwie polskim, mogą mieć z tego tytułu poważne problemy - mówił.
Kogo dotyczy zawiadomienie i o co w nim chodzi, nie powiedział. - O nazwiskach dzisiaj nie będziemy mówić, ponieważ to prokuratura musi państwu je ewentualnie podać - stwierdził. Tłumaczył, że osoby objęte immunitetem mogłyby wpływać na świadków, z których część ma przebywać w zakładzie karnym. Ujawnienie nazwisk miałoby też, jak to ujął, "przygotować tych ludzi do obrony".
Padło też pytanie o ewentualne wątki korupcyjne i powiązania ze światem przestępczym. Rutkowski odmówił odpowiedzi i jako dodatkowy argument podał sytuację w kraju. - Jesteśmy w sytuacji obecnie politycznej, że brakuje nam jednego kroku do wojny domowej. Nie będę dolewał oliwy do ognia - mówił. Dodał, że skłócone środowiska polityczne, "gdyby dać im topory i siekiery", rzuciłyby się na siebie.
Niewiele więcej powiedziała adwokatka, która była przy składaniu zawiadomienia. Potwierdziła, że dotyczy ono trzech osób. - Na ten moment jest to tajemnica i dopiero co zostało złożone to zawiadomienie - mówiła. Dodała, że prokuratura przyjęła obszerny protokół. Zaznaczyła też, że zawiadomienie nie dotyczy sprawy samego Kołodziejczaka.
"Ma się odlać na państwa oczach?"
Dziennikarze dopytywali też o zarzuty kobiet wobec wiceministra. Jeden z nich zauważył, że Rutkowski odwraca "kota ogonem": zawiadomienie złożono post factum, a do słów kobiet z nagrań nikt się nie odniósł. Detektyw odpowiedział, że ani on, ani dziennikarze nie widzieli, czy komukolwiek podawano narkotyki.
Przekonywał, że najlepszym ruchem Kołodziejczaka byłoby badanie włosa na obecność narkotyków. Przyznał, że poseł zrobił już test, ale "na własny użytek". Na pytania, gdzie jest ta próbka odparł, że "nie mam jej w kieszeni". - Czy Michał Kołodziejczak, za przeproszeniem, ma się odlać na państwa oczach i zrobić próbkę, chcecie tego? - zapytał.
Zapowiedział, że doprowadzi do badania pobranego w laboratorium przez specjalistów, i to przed 20 listopada. Tego dnia, jak mówił, wylatuje na dłużej do Tajlandii, gdzie obecnie mieszka. Dodał też, że jeśli Kołodziejczak nie wykona "konkretnych ruchów", on sam "być może podejmie decyzję w tym kierunku".
"Został tylko Rutkowski"
W miarę pytań konferencja coraz bardziej skręcała w stronę samego detektywa. - Zauważcie, Kołodziejczaka nie ma, został tylko Rutkowski, i wy atakujecie mnie - mówił. Narzekał, że "na bok zupełnie odchodzi problem kobiet i taśm". Chwilę później, dopytywany o te kobiety, stwierdził: "Ja tego problemu w tym momencie nie widzę. Skupiliśmy się na mnie".
Rutkowski przypomniał dziennikarzom, że w przeszłości skazano go na sześć lat więzienia za wywiezienie kobiety z dzieckiem z Grecji. Zaznaczył, że w styczniu 2023 r. został uniewinniony. - Wiecie, jak żyć ze świadomością skazania na sześć lat więzienia? Nie wiecie - mówił. Opowiadał też o groźbach wobec siebie i syna, którymi według niego od miesięcy nie zajmuje się łódzka policja.
Poinformował, że złożył akt oskarżenia przeciwko jednemu z warszawskich portali i jego dziennikarzowi. Ma on według niego "wymyślać historie" na jego temat. Sprawa ma trafić do sądu na warszawskim Mokotowie.
Zaprzeczył, by działał na zlecenie Donalda Tuska, by odwrócić uwagę od innych afer. Dodał, że dotarła do niego też "niebywała" informacja, że ma doprowadzić do obalenia rządu. Na koniec wrócił do swojej wyprawy do Naddniestrza w sprawie Marcina Romanowskiego i wypominał dziennikarzom, że żaden z nich nie poleciał do Tyraspola.
Zapowiedział, że Kołodziejczak "niebawem" sam stanie przed mediami i "wyjaśni wiele kwestii". Według Rutkowskiego ma on też ważne informacje o tym, co działo się w ministerstwie rolnictwa w grudniu 2024 r.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.