"Nietypowe" pożyczki dla PKOl. Jednej z nich miała udzielić żona prezesa Agnieszka Piesiewicz
Wpłynęło zażalenie na areszt tymczasowy dla Radosława Piesiewicza
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Grzegorz Momot/PAP
"Rzeczpospolita" ustaliła, że w czasach Radosława Piesiewicza Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu udzielono nietypowych, nieoprocentowanych pożyczek, w ramach umowy o cesję wierzytelności. Jednej z nich, o wartości ponad dwóch milionów złotych, - jak podała "Rz" - udzieliła Agnieszka Piesiewicz, żona prezesa tej organizacji, drugiej Ewa Bachańska, żona Grzegorza Bachańskiego, prezesa Polskiego Związku Koszykówki. Trzecia umowa została zawarta ze spółką Massimo Found.
Radosław Piesiewicz z żoną Agnieszką Piesiewicz
Źródło zdjęcia: Grzegorz Momot/PAP
Jest śledztwo w sprawie Radosława Piesiewicza
"Śledztwo w sprawie podejrzenia malwersacji finansowo-gospodarczych przez Radosława Piesiewicza w Polskim Komitecie Olimpijskim, Polskim Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki S.A. (wszędzie Piesiewicz był tam prezesem) wszczęła w marcu ubiegłego roku Prokuratura Regionalna w Gdańsku" - napisano w "Rzeczpospolitej".
Dziennik poinformował, że prokuratura podejrzewa, że wystawiał on - w ramach prowadzonej własnej jednoosobowej działalności gospodarczej - nierzetelne faktury VAT w sumie na około 9,3 milionów złotych. Miały one poświadczać nieprawdę o rzekomym świadczeniu przez Piesiewicza usług pośrednictwa handlowego. Według prokuratury - usługi były fikcyjne, jednak zarzutów do dziś mu nie postawiono. On sam temu zaprzecza.
Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że wątkiem tego śledztwa są właśnie trzy nietypowe umowy podpisane przez PKOl na cesję wierzytelności. Dłużnikiem PKOl miał być Międzynarodowy Komitet Olimpijski. "To tu stroną jest żona prezesa PKOl - Agnieszka Piesiewicz" - czytamy w "Rz".
Na jakich zasadach pożyczono pieniądze? Jak ustaliła gazeta, pierwsza umowa nosi datę 16 kwietnia 2024 r. Pod dokumentem nie podpisał się sam prezes Piesiewicz, tylko Grzegorz Kotowicz, skarbnik i Marek Pałus, sekretarz generalny pełniący obowiązki prokurenta. Umowa zawiera zapisy o "współpracy i przystąpienia do wierzytelności z warunkową umową cesji wierzytelności z Agnieszką Piesiewicz." "Rzeczpospolita" tłumaczy, że na jej podstawie weszła ona w prawa i obowiązki Polskiego Komitetu Olimpijskiego wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wymagalnej wierzytelności w kwocie 535 tys. dol. To daje kwotę po ówczesnym kursie dolara prawie 2,2 mln zł.
Pod kolejnymi umowami już widnieje podpis prezesa Piesiewicza. Dwie pożyczki podpisano 24 i 26 kwietnia: z Ewą Bachańską oraz spółką Massimo Found. Jak ustalił dziennik, umowy mają podobną treść (o współpracy i przystąpieniu do wierzytelności z warunkową umową cesji wierzytelności PKOl wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego). Żona prezesa Polskiego Związku Koszykówki Ewa Bachańska przejęła wierzytelność PKOl na kwotę 700 tys. zł, a spółka Massimo Found – 3 mln zł.
Jak pisze "Rz", prezesem spółki Massimo Found jest Daniel Dębecki, radca prawny z Warszawy, ale właścicielem jej jest Waldemar Bronowski, również radca prawny. W spółce Massimo Found jest obecnie kurator sądowy ustanowiony przez Sąd Okręgowy w Warszawie.
"Rz" zapytała PKOl czemu miały służyć te umowy. "PKOl zdecydował się na ich zawarcie w celu poprawy bieżącej sytuacji finansowej. Warunki tych umów były dla PKOl korzystniejsze niż standardowe warunki umów o podobnym charakterze (kredyt, pożyczka, faktoring itp.)" - oświadczył Komitet w odpowiedzi.
"PKOl przyznaje, że Agnieszka Piesiewicz 'umowę podpisała jako osoba prywatna'. I zapewnia, że 'PKOl otrzymał 100 proc. kwoty objętej umową, a p. Agnieszka Piesiewicz nie otrzymała z tytułu zawarcia umowy żadnego wynagrodzenia'. Podobnie zresztą jak Ewa Bachańska i Massimo Found" - czytamy w "Rz".
Prawnik o pożyczkach dla PKOl
Robert Nogacki, radca prawny specjalizujący się w finansach, wspólnik Kancelarii Prawnej Skarbiec, w rozmowie z "Rz" tłumaczył, o co chodzi w pożyczkach, które miał otrzymać PKOl. - Skoro komitet dostał 100 procent, a druga strona nie wzięła wynagrodzenia, to ekonomicznie była to nieoprocentowana pożyczka pomostowa. Pieniądze wpłynęły do komitetu, a kontrahenci odebrali dokładnie tyle, ile dali. Zostaje pytanie ciekawsze: jak te umowy zaksięgowano? - zwrócił uwagę Nogacki.
Wyjaśnił, że "bank sprzedaje czas i bierze za to procent". - Tu ktoś oddał czas za darmo, a w organizacji żyjącej z publicznego zaufania pytanie "dlaczego za darmo" jest ważniejsze niż pytanie "ile" - powiedział w rozmowie z "Rz".
Na pytanie, ile PKOl zaoszczędził na tym, że nie wziął pożyczki w banku, Nogacki odpowiedział: - Osiem miesięcy nieoprocentowanego finansowania i pół miliona dolarów to przy ówczesnych stopach 20-30 tysięcy dolarów odsetek, których nikt nie wziął.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.