Jedni uciekali, inni nagrywali. Psycholog o reakcjach świadków strzelaniny w Krakowie

Opracowanie: Cezary Faber Publikacja: Dzisiaj, 8 listopada (15:57)
Publikowanie w mediach społecznościowych drastycznych nagrań ze strzelaniny w centrum Krakowa nie tylko narusza prywatność ofiar, ale przede wszystkim dostarcza „paliwa” potencjalnym naśladowcom - ostrzega prof. Tomasz Grzyb. Psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS apeluje o refleksję nad tym, jak jako społeczeństwo reagujemy na tragedie i do czego wykorzystujemy emocje w sieci.
Policja zamknęła dojazd do Rynku Głównego w Krakowie, gdzie w sobotę doszło do tragicznej w skutkach strzelaniny (fot. Art Service) /PAP
W sobotę po godz. 15 w centrum Krakowa, m.in. na Rynku Głównym, doszło do tragicznej w skutkach strzelaniny. Zamaskowany 24-letni Michał O., jadąc czarnym Subaru, strzelał do przypadkowych ludzi. Zabił co najmniej 6 osób, a 15 ranił. Sam finalnie został postrzelony przez policjantów i trafił do szpitala.
Prof. Tomasz Grzyb, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, zwraca uwagę na skrajnie różne zachowania ludzi, którzy w sobotę znaleźli się na krakowskim Rynku Głównym. Część uciekała, szukała schronienia i osłaniała dzieci własnym ciałem, inni pozostawali na miejscu, filmując dramatyczne wydarzenia.
Polska jest stosunkowo bezpiecznym krajem. Tego rodzaju sytuacje zdarzają się u nas na tyle rzadko, że nie mamy zautomatyzowanych wzorców reagowania. Dlatego ludzie zachowują się różnie. Część daje się ponieść emocjom, co w tak trudnych okolicznościach jest naturalne - wyjaśnia.
„Powinniśmy to bardzo mocno przemyśleć jako społeczeństwo”
Ekspert zaznacza, że ludzie instynktownie ratują przede wszystkim dzieci i osoby, za które czują się odpowiedzialni. Osłanianie ich własnym ciałem czy szukanie bezpiecznego schronienia jest reakcją zrozumiałą, a zarazem racjonalną.
Niepokój psychologa budzi natomiast zachowanie świadków, którzy zamiast uciekać, wyciągali telefony i rejestrowali przebieg zamachu, by następnie publikować nagrania w sieci. Żyjemy w świecie portali społecznościowych i niestety część osób zachowała się odruchowo: natychmiast zaczęła filmować z myślą o umieszczeniu tych materiałów na swoich profilach. Powinniśmy to bardzo mocno przemyśleć jako społeczeństwo - mówi.
Prof. Tomasz Grzyb zauważa, że rozpowszechnianie takich nagrań może mieć konsekwencje wykraczające poza naruszanie prywatności ofiar. Jedną z nich jest inspirowanie kolejnych sprawców przemocy. Potencjalni naśladowcy żywią się właśnie takim materiałem, chcą, żeby było o nich głośno, żeby ich haniebne czyny były komentowane i wywoływały poruszenie w sieci. Nie powinniśmy dostarczać im takiego paliwa - podkreśla. Dlatego tak ważne jest również to, w jaki sposób o tych wydarzeniach mówimy - dodaje.
„Chcą wykorzystać sytuację do realizacji swoich celów”
Zdaniem specjalisty tragedia w Krakowie niemal natychmiast stała się przedmiotem politycznych sporów i spekulacji. Zanim ustalono wszystkie okoliczności zamachu, pojawiły się sprzeczne informacje dotyczące poglądów sprawcy.
Takie wydarzenie budzi ogromne emocje i przyciąga uwagę. Przyciąga również tych, którzy próbują ugrać na tragedii coś dla siebie. Chcą zaistnieć, zdobyć zainteresowanie opinii publicznej i wykorzystać sytuację do realizacji swoich celów - ocenia.
W jego opinii odbiorcy informacji również mają wpływ na to, czy polityczna przepychanka będzie się nasilać. Od nas zależy, czy damy się wciągnąć w zaklęty krąg wzajemnych oskarżeń i komentarzy, czy raczej zastanowimy się, co możemy zrobić, żeby pomóc ludziom, którzy nie potrafią poradzić sobie z tym, co zobaczyli i przeżyli - mówi.
Ekspert zaznacza, że należy zastanowić się również nad mechanizmami radykalizacji oraz wpływem narastającej wrogości w debacie publicznej. Być może powinniśmy zapytać głębiej: co się z nami dzieje, że pozwalamy sobie na język nienawiści wobec drugiego człowieka tylko dlatego, że ma inne poglądy? Że zaczynamy postrzegać go jako obcego, a nawet wroga? - wskazuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.