Kąpiel w morzu, fałszywy grób i czaszka z Embu. Jak udowodniono śmierć Josefa Mengelego
Szwajcarska Federalna Służba Wywiadu udostępniła w internecie akta dotyczące Josefa Mengelego, niemieckiego zbrodniarza, lekarza SS, który w nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau przeprowadzał eksperymenty na więźniach, w tym na dzieciach. Opublikowane dokumenty liczą 217 stron.
Udar w Bertiodze i grób Wolfganga Gerharda
Kres trwającej dziesięciolecia ucieczki nie nastąpił w wyniku spektakularnej obławy, lecz był dziełem przypadku. Z dokumentów, a w szczególności z zeznań małżeństwa Bossertów (ostatnich opiekunów ukrywającego się zbrodniarza), wyłania się prozaiczny obraz jego ostatnich chwil.
Według relacji zapisanej w aktach, do zdarzenia doszło 7 lutego 1979 roku w nadmorskiej miejscowości Bertioga. To właśnie tam, podczas kąpieli w morzu, siedemdziesięcioletni Mengele doznał udaru mózgu. Zmarł, nie doczekawszy się procesu. Jego opiekunowie pochowali go na małym cmentarzu w Embu, niedaleko São Paulo. Na grobie nie pojawiło się nazwisko poszukiwanego. Mengele spoczął tam pod przybraną tożsamością, jako Wolfgang Gerhard.
Dzięki zmowie milczenia rodziny i brazylijskich opiekunów, świat przez kolejne sześć lat żył w przekonaniu, że kat z Oświęcimia nadal ukrywa się w Ameryce Południowej. Prawda zaczęła wychodzić na jaw dopiero w połowie 1985 roku.
Ekshumacja i globalny sceptycyzm
Grób w Embu został otwarty przez brazylijskie władze 6 czerwca 1985 roku. Wiadomość o odnalezieniu szczątków zbrodniarza obiegła świat, wywołując jednak potężną falę sceptycyzmu. Zbyt wiele razy w przeszłości doniesienia o Mengelem okazywały się fałszywe, by śledczy od razu uwierzyli w jego nagłą, cichą śmierć.
Akta pokazują ówczesną nieufność. Słynni łowcy nazistów, Beate i Serge Klarsfeldowie, głośno określali wiadomość o śmierci zbrodniarza jako możliwy wybieg mający na celu zmylenie pościgów. Podobne nastroje panowały w kręgach wywiadowczych. Jeden z rozmówców powiązanych z izraelskim wywiadem kategorycznie odrzucał doniesienia z Brazylii, twierdząc z przekonaniem: "Mówię wam, świat musi to wiedzieć: doktor Mengele żyje".
Wątpliwości te przeciął wkrótce syn poszukiwanego. Rolf Mengele przerwał trwające latami milczenie rodziny, wydając oficjalne oświadczenie: "Nie mam żadnych wątpliwości, że szczątki ekshumowane w ubiegłą środę w Embu w Brazylii są szczątkami mojego ojca. Jestem pewien, że badanie sądowo-lekarskie wkrótce to potwierdzi".
Osiem dowodów, które przekonały świat
Aby ostatecznie zamknąć sprawę i wykluczyć mistyfikację, powołano międzynarodowy zespół ekspertów, który poddał wydobyty z grobu szkielet drobiazgowym badaniom. Zgromadzone akta wyszczególniają osiem kluczowych punktów, które pozwoliły na bezsporną identyfikację zmarłego:
- Wzrost: Długość szkieletu odpowiadała osobie o wzroście około 1,75 m, co idealnie zgadzało się z rysopisem Mengelego (1,74 m).
- Wiek: Na podstawie analizy kości wiek zmarłego w chwili śmierci oceniono na 65-70 lat (Mengele w 1979 roku miał niespełna 68 lat).
- Uzębienie: Srebrne wypełnienia odnalezione w zębach czaszki pokrywały się z wojskową kartą dentystyczną Mengelego z 1938 roku.
- Układ kostny: Eksperci odnaleźli specyficzną nieprawidłowość miednicy, która odpowiadała dawnemu złamaniu, jakiego zbrodniarz nabawił się w przeszłości.
- Analiza zdjęć: Nałożenie fotografii czaszki na zdjęcia Mengelego z różnych paszportów wykazało co najmniej 24 punkty zbieżności.
- Grafologia: Porównanie zabezpieczonych na miejscu dokumentów potwierdziło absolutną zgodność charakteru pisma.
- Świadkowie: Osoby z brazylijskiego otoczenia, znające mężczyznę występującego jako Wolfgang Gerhard, potwierdziły jego tożsamość.
- Zeznania: Spójne relacje złożył syn zmarłego, Rolf Mengele, oraz małżeństwo Bossertów, organizujące pogrzeb.
"Tak, tak, tak, z całą pewnością"
Wyniki pracy medyków sądowych i grafologów nie pozostawiły miejsca na domysły. Szef brazylijskiego zespołu medycznego wypowiedział się niezwykle kategorycznie, rozwiewając nadzieje tych, którzy uważali to za spisek: "Jeżeli ktoś mnie pyta, czy ta czaszka odpowiada czaszce na fotografiach z różnych paszportów zbrodniarza wojennego, muszę odpowiedzieć: tak, tak, tak, z całą pewnością".
Równie stanowczy był amerykański ekspert do spraw pisma ręcznego, David Crown, który po przebadaniu zapisków zmarłego oświadczył: "Nie ma najmniejszego śladu wątpliwości co do autentyczności pisma".
Konkluzja gremium międzynarodowych ekspertów zgromadzonych w Brazylii znalazła swoje formalne odzwierciedlenie w raporcie: "Szczątki ekshumowane 6 czerwca na małym cmentarzu w Embu niedaleko São Paulo są rzeczywiście szczątkami byłego lekarza obozów śmierci".
Wyniki te oficjalnie zaakceptowała również administracja rządu Stanów Zjednoczonych. Ówczesny amerykański minister sprawiedliwości Edwin Meese potwierdził ten fakt, oświadczając : "Departament Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że ciało Wolfganga Gerharda ekshumowane przez władze brazylijskie jest w rzeczywistości ciałem Josefa Mengelego".
Odtajnione akta pokazują zatem finał tej sprawy. Ostatecznym świadectwem istnienia "Anioła Śmierci" nie był proces sądowy w Norymberdze czy Frankfurcie, lecz protokół z medycznej analizy szkieletu i czaszki wydobytej z anonimowego grobu pod São Paulo.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.