Paliwowa wojna na dwóch frontach. Rząd ma ustawę, Pałac swoje warunki
Pogarszająca się sytuacja na Bliskim Wschodzie i kłopoty z dostawami sprawiły, że jedynym dylematem przestaje być cena paliw, ale staje się nim także ich dostępność. Już blokada cieśniny Ormuz była kłopotliwa, a sukcesy Hutich nad Morzem Czerwonym i uszkodzenie ropociągu w Arabii Saudyjskiej skokowo zmniejszają dostępność ropy. Wczoraj Arabia Saudyjska ogłosiła, że nie zrealizuje wrześniowych kontraktów z krajami w Europie i wiele wskazuje, że to dopiero początek, ponieważ naprawa rurociągu może potrwać, a jeśli cieśniny nad Morzem Czerwonym i Zatoką Perską nie zostaną odblokowane, to ceny ropy wystrzelą do rekordowych poziomów.
Teraz OK, a co potem?
Rząd obserwuje sytuację: – Orlen jest w miarę zabezpieczony i zdywersyfikowany, co nie znaczy, że możemy spocząć na laurach, bo sytuacja jest superpoważna, od wielu lat czy dekad nie mieliśmy tak skrajnie trudnej i nieprzewidywalnej sytuacji – mówił Wojciech Balczun w środę na antenie radiowej Jedynki.
Przynajmniej na razie rząd nie planuje żadnych nadzwyczajnych działań, jak uruchamianie rezerw RARS. Jak podkreślał minister, paliwowe rezerwy są nienaruszone. Przerwane dostawy z Arabii Saudyjskiej mają być zastępowane zakupami spotowymi.
– Jesteśmy w lepszej sytuacji niż inni, mamy pełne magazyny i zdywersyfikowane dostawy. A nawet Amerykanie mają kłopoty, mimo że mają własne złoża – mówi rozmówca z KPRM.
Orlen wysyła uspokajające komunikaty. Zapewnia, że dostawy ropy do Polski i pozostałych rafinerii Grupy ORLEN są realizowane na bieżąco i w pełni pokrywają ich zapotrzebowanie. A jednocześnie firma w piątek zakontraktowała 16 dodatkowych dostaw na kierunkach polskim, czeskim i litewskim, m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk. Pozostała część zapotrzebowania pokrywana jest m.in. na podstawie zawartego w sierpniu kontraktu z norweskim Equinorem.
Także resort energii uspokaja.
"Polska posiada zdywersyfikowany system zaopatrzenia w ropę naftową, co pozwala reagować na zmiany warunków rynkowych i ograniczać wpływ zakłóceń w poszczególnych kierunkach dostaw. W związku z ryzykiem ograniczenia dostaw ropy Arabian Light zabezpieczane są alternatywne dostawy, m.in. z Norwegii, Stanów Zjednoczonych i Gujany. Polska posiada wysoki stan zapasów interwencyjnych ropy naftowej i paliw, których do tej pory, od czasu konfliktu na Bliskim Wschodzie, nie obniżała" – odpisuje na nasze pytanie ministerstwo energii.
Resort zapewnia, że poziom dostaw jest na tyle wysoki, że aktualnie nie ma potrzeby naruszenia rezerw.
A choć obecną sytuacją udało się zarządzić, to z rządu płyną pytania o to, co się wydarzy w kolejnych tygodniach i czy sytuacja na Bliskim Wschodzie się uspokoi w związku z wyborami połówkowymi w USA, czy przeciwnie – zaogni. A jeśli tak, to jaki będzie efekt, jeśli chodzi o pozostałe rynki surowcowe.
Co na stacjach?
– Sytuacja na Bliskim Wschodzie niepokoi, ale ze strony Orlenu komunikaty są uspokajające. Wysokie ceny ropy się utrzymują, dlatego przygotowaliśmy najdalej idący w Europie pakiet. W trybie ekspresowym pracujemy nad ustawą, dzięki której pojawią się środki na pakiet obniżający ceny na stacjach – mówi minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.
Na razie mowa raczej o pierwszej części pakietu, czyli ustawie o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, która w ekspresowym trybie ma zostać przepuszczona przez Sejm i Senat, tak, by wylądowała jeszcze w tym tygodniu na biurku Karola Nawrockiego. Poprzednio najpierw rząd wdrożył pakiet CPN, a dopiero potem uchwalił ustawę, która miała zasypać wyrwę po nim. – Poprzednio Nawrocki mógł mówić, że te pieniądze mają służyć łataniu dziury w budżecie, tymczasem teraz premier wyraźnie zapowiedział, że posłużą do obniżki cen na stacjach – argumentuje polityk KO. Jego zdaniem Pałacowi trudno będzie powiedzieć "nie" tej ustawie w obecnych okolicznościach.
Tymczasem pytany o to Pałac nie mówi nie, ale trzyma karty przy orderach. Na pytanie, czy to może oznaczać prezydencki projekt ustawy, nie słyszymy nie, ale jeden z naszych rozmówców dodaje, że możliwe są także poprawki do ustawy.
– Cena na stacjach powinna być niższa przed pobieraniem podatków, a nie po. W ustawie nie ma żadnego mechanizmu przekładającego się na ceny paliw, coś takiego zaproponujemy – słyszymy od rozmówcy.
Pytanie czy Pałac wyjdzie z tym pomysłem jeszcze w trakcie prac w Sejmie nad ustawą jako swoim warunkiem, czy poczeka na przyjście ustawy do Pałacu i wówczas położy własną wersję. – Możemy się dogadać – słyszymy od rozmówcy. Ale nie wiadomo, jak na to zareaguje rząd, który na razie zamierza trzymać się pierwotnego planu.
Już w trakcie prac w Sejmie koalicja wprowadziła jednak poprawkę do ustawy. Przewiduje ona upoważnienie ministra finansów do zmiany stawki akcyzy. Daje to możliwość, w przypadku powrotu pakietu CPN, jednoczesnego obniżenia VAT i akcyzy. Wcześniej do obniżenia akcyzy potrzebna była osobna ustawa.
Ustawa, z jaką ponownie wyszedł, przewiduje, że z nowego podatku dostałby 4 mld zł. A sam program CPN kosztował do tej pory 5,2 mld. Bardzo wysokie ceny paliwa mogą oznaczać, że wpływy będą wyższe.
Pytanie, na ile Karol Nawrocki będzie skłonny do zmiany zdania, skoro poprzednio odesłał praktycznie identyczną ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Główny zarzut to działanie prawa wstecz. Chodzi o to, że podatek ma być naliczany od zysków osiągniętych od 1 marca tego roku. Ale, jak argumentuje rząd, podobne rozwiązanie działało już w czasach rządu PiS, choć wtedy dotyczyło zysków firm węglowych, głównie JSW, osiągniętych w 2022 r. Ówczesny prezydent Andrzej Duda nie wnosił zastrzeżeń do tego pomysłu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.