"Kocham Rosję, jestem bankrutem". Oto, co ukraińskie ataki zrobiły z Rosjanami
Ukraiński atak dronów doprowadził do pożaru jednego z największych centrów logistycznych firmy Wildberries, magazynu w Koledino pod Moskwą. Rosyjski gigant handlu internetowego jest lokalnym odpowiednikiem Amazona. W następstwie pożaru w sieci pojawiła się seria nagrań przedsiębiorców, którzy handlowali za pośrednictwem platformy.
- Kocham Rosję i nigdy nie chciałam wyjeżdżać, ale teraz mam 40 lat i zastanawiam się, czy nie muszę szukać czegoś nowego w innym miejscu. Po prostu nie rozumiem, jak dalej żyć - mówi jedna z kobiet, blondynka widoczna na nagraniu. Kobieta przedstawia się jako 40-letnia przedsiębiorczyni, która handlowała na Wildberries. Twierdzi, że w wyniku pożaru wywołanego ukraińskim atakiem dronów straciła towar o wartości 15 mln rubli (w przeliczeniu ok. 650 tys. zł).
Tłumaczy: - To koniec. Marka Gomva oficjalnie przestała istnieć, bo nie mam już nic. Osiem lat pracy poszło na marne, wszystko spłonęło. (...) No i co, do cholery? Przepraszam. Oficjalnie jestem żebrakiem z górą długów. Tak żyjemy - rozpacza do kamery.
To nie jest jedyny głos. "Jesteśmy bankrutami"
Kolejny mężczyzna nagrywa film w samochodzie. Opowiada, że w pożarze stracił 5,5 tys. sztuk towaru. - Jesteśmy bankrutami. Spłonęły dżinsy, którymi handlowaliśmy przez cztery lata. Dzięki nim zdobywaliśmy nominacje, byliśmy w czołówce sprzedaży. Teraz musimy zaczynać wszystko od zera, bo spłonęło absolutnie wszystko - mówi.
Mężczyzna przeklina i przyznaje, że w jednej chwili został pozbawiony dorobku. Mówi też o konieczności znalezienia dla siebie nowego zajęcia. Opowiada, że takich jak on są teraz tysiące.
Kolejna przedsiębiorczyni próbuje zachować spokój, ale również łamie jej się głos. - Spłonęła cała moja epoka życia. Sama nie wiem, jak się jeszcze trzymam. Teraz na marketplace'ach zostaną tylko najsilniejsi, bo próg wejścia stał się bardzo wysoki. Musimy pokazać, że potrafimy. Wierzę, że z naszym zespołem damy radę, ale sytuacja jest niezwykle ciężka - mówi.
W ciągu kilku tygodni w podobnie wyglądających atakach Ukraińcom udało się sparaliżować siedem z dziesięciu największych centrów logistycznych Wildberries. Władze Ukrainy twierdzą, że firma ta wspiera zaopatrzenie rosyjskich jednostek wojskowych. Według części ekspertów Ukraińcom udało się podważyć poczucie bezpieczeństwa rosyjskiego społeczeństwa i pokazać, że wojna może bezpośrednio uderzyć w majątki klasy średniej. Nagrania wyławia z rosyjskich social mediów ukraiński serwis Exilenova Plus. Prezentuje te nagrania jako dowód na skuteczność ataków.
Uderzenie w morale Rosjan
Zdaniem dr. Wojciecha Siegienia, eksperta w dziedzinie analiz rosyjskiej propagandy i autora podcastu "Blok Wschodni", znaczenie takich nagrań wykracza poza straty poniesione przez poszczególnych przedsiębiorców.
- To jest uderzenie ekonomiczne, ale najważniejszy jest jego wpływ na morale Rosjan. Widzimy, że sytuacja nie jest tak bezpieczna, jak próbuje się to przedstawiać w propagandowych przekazach Kremla - mówi ekspert w rozmowie z WP.
Jak zauważa, szczególnie istotne jest to, że część rosyjskich przedsiębiorców zaczyna kwestionować sposób funkcjonowania własnego państwa i jego gospodarczych struktur. W sieci pojawiają się również teorie, że towary, które miały spłonąć lub zostać utracone, zostały wcześniej wywiezione i trafiły gdzie indziej. Zdaniem eksperta tworzy to narrację o spisku bogaczy, którzy chcą "wyssać ostatnie soki" z przedsiębiorców.
- Pojawia się efekt: "Zobaczcie, znowu jesteśmy oszukani". Przedsiębiorcy mówią, że znajdują swój towar na chińskich portalach. To wywołuje brak zaufania do rosyjskiej struktury ekonomicznej, także do wielkich firm i gigantów - tłumaczy Siegień.
- Co ważne, ta krytyka nie jest skierowana bezpośrednio przeciwko władzy na Kremlu. Pojawia się raczej przekonanie, że oligarchowie kradną, a zwykli przedsiębiorcy zostali pozostawieni sami sobie - mówi.
Dr Siegień podkreśla jednak, że trudno na podstawie samych publikowanych w internecie nagrań ocenić skalę społecznego niezadowolenia. - Nie mamy wiarygodnych badań nastrojów. Nie wiemy, o czym naprawdę mówi się przy lunchu w moskiewskich restauracjach. Fala publikowanych filmów nie przekłada się automatycznie na skoordynowane działanie grupy społecznej, która ma pieniądze i może się zorganizować, zebrać, zjednoczyć i zacząć domagać się lepszych rekompensat - zaznacza.
W tym sensie, jak mówi ekspert, Ukraina osiąga jednak pewien efekt: podważa poczucie bezpieczeństwa rosyjskiego społeczeństwa i pokazuje, że wojna może bezpośrednio uderzyć w jego majątek. - Ukraińcy uzyskują efekt demoralizacji rosyjskiego społeczeństwa. Natomiast poza nagraniami, które teraz widzimy, nie sądzę, żeby wydarzyło się tutaj dużo więcej - ocenia Siegień. Jego zdaniem rosyjski biznes będzie próbował dostosować się do nowych warunków.
Wymiana ciosów. Setki dronów nad Rosją
Atak na magazyny Wildberries był częścią szerokiej ukraińskiej operacji dronowej. W nocy z 15 na 16 sierpnia ukraińskie drony zaatakowały 16 rosyjskich regionów oraz Krym. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało, że jego siły obrony powietrznej przechwyciły łącznie 822 bezzałogowców.
Według gubernatora obwodu rostowskiego Jurija Słusara w wyniku ataku zginęło pięć osób. Rosyjskie władze przekazały również, że w regionie zniszczono ponad 150 dronów i pocisków. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował natomiast o uszkodzeniu rosyjskich zakładów produkujących m.in. paliwo wykorzystywane w rosyjskich systemach rakietowych.
Skala ataku była szczególnie widoczna w rejonie Moskwy. Mer stolicy Siergiej Sobianin twierdził, że od wieczora 15 sierpnia do rana w kierunku obwodu moskiewskiego poleciało co najmniej 600 dronów, z których 201 miało zostać zestrzelonych.
Tej samej nocy Rosja przeprowadziła ataki na Ukrainę. Rosyjskie drony i pociski uderzyły m.in. w Kijów oraz obwody dniepropetrowski i połtawski. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że celem były m.in. zakłady Fire Point w Kijowie, produkujące komponenty i uzbrojenie, oraz przedsiębiorstwo Kijów-111, wytwarzające elementy do dronów szturmowych.
Z kolei ukraińskie media relacjonowały, że celem stało się znane od lat targowisko książek. Atak zniszczył kilka rzędów pawilonów handlowych. Uszkodzone zostały również inne sklepy, w tym z tekstyliami, biżuterią, odzieżą i obuwiem.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.