The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, September 22, 2026

Kierowniczka budowy w reprezentacji. Kibicują ciocia i wujek

Translate

Elżbieta Glinka zadebiutowała w ME na stadionie

Ela Glinka zmieniła ścieżkę kariery i została biegaczką (materiał z sierpnia 2026 roku)

Źródło zdj. gł.: www.newspix.pl

Sport lubiła, nawet kochała, na pierwszym miejscu długo była jednak nauka. Później trenowała o świcie, przed pracą. Elżbieta Glinka osiągnęła na tyle wysoki poziom, by myśleć o igrzyskach, celując w konkurencję, w której do olimpijskiej rywalizacji nie przystąpiła jeszcze żadna Polka - biegu na 10 000 metrów.

Historia jest prawdziwa, choć niecodzienna.

Magister inżynier budownictwa, ukończony Wydział Budownictwa, Mechaniki i Petrochemii w Płocku - zamiejscowy wydział Politechniki Warszawskiej. Temat pracy inżynierskiej - praca badawcza wpływu zastosowania polimerów na właściwości zapraw budowlanych na kruszywie recyklingowym. Magisterium - projekt i opisanie koncepcji remontu budynku zabytkowego.

Teraz Ela Glinka, urodzona 30 października 1993 roku, jest na bezpłatnym urlopie. Jest biegaczką długodystansową - reprezentantką Polski, rekordzistką kraju w biegu na 10 kilometrów, myślącą o starcie w igrzyskach olimpijskich. Jak to możliwe?

"Fundament w moim życiu"

- Od liceum chciałam iść w stronę budownictwa, właśnie to było w kręgu moich zainteresowań. Myślałam, żeby coś po sobie zostawić, kształtować otaczającą nas przestrzeń - opowiada Ela. Pracuje w firmie budowlanej zajmującej się generalnym wykonawstwem, jako kierownik ds. przygotowania produkcji. Po urlopie zamierza tam wrócić. - Oczywiście nie było tak, że od razu zostałam kierowniczką, przeszłam całą ścieżkę kariery, krok po kroku, od praktykantki do wyższych stanowisk, odpowiedzialność i doświadczenie wzrastały z każdym kolejnym etapem - wyjaśnia.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na sport, na dodatek ten w wydaniu wyczynowym, ze startem w igrzyskach olimpijskich w planach?

- Jestem bardzo aktywna, zawsze byłam. Ruch to fundament mojego życia, choć droga do tego wyczynowego sportu nie była ani oczywista, ani zaplanowana. Jednym z ważnych momentów był sam początek przygody z regularnym bieganiem. Mój ówczesny kierownik budowy, który sam biegał, zasugerował bieganie jako sposób na odreagowanie, odstresowanie i oczyszczenie głowy po całym dniu pracy. I oczywiście miał rację. Kolejnym przełomem było zaproszenie od mojej przyjaciółki na trening grupy biegowej. Właśnie tam poznałam mojego dzisiejszego trenera. A bieganie stało się moją codziennością, przeszłam drogę od robienia tego dla przyjemności po świadome wejście w wyczyn, a w konsekwencji do marzenia o starcie w igrzyskach - opowiada.

Elżbieta Glinka w drodze po kolejne sukcesy

Elżbieta Glinka w drodze po kolejne sukcesy

Źródło zdjęcia: newspix.pl

Jak wyglądała codzienność, łączenie pracy z treningami?

- Podczas realizacji inwestycji budowlanych pracuje się dziewięć-dziesięć godzin dziennie, no, w piątki trochę krócej. Z domu wychodziłam przed siódmą, wracałam około 17-18. I ruszałam na trening. Kiedy dostałam się w w bieganiu na wyższy poziom, potrzebna była już perfekcyjna organizacja. Trudniejsze jednostki treningowe wykonywałam najczęściej przed pracą, co oznaczało jeszcze wcześniejsze pobudki. A z czasem, na szczęście, udało nam się z pracodawcą wprowadzić rozwiązania, które ułatwiały organizację tych najbardziej wymagających treningów, na przykład zjawiałam się później i dłużej zostawałam. Bywało i tak, że potrzebne rzeczy i strój zabierałam ze sobą i biegałam bezpośrednio po pracy, nie tracąc minut czy nawet godzin na stanie w korkach. Naprawdę trudny i intensywny okres, każdy dzień trzeba było dokładnie zaplanować, ta organizacja przypominała trochę grę w Tetris - opisuje.

"Latami życie toczyło się w innym kierunku"

Jak, trenując w warunkach tak trudnych, dostała się w bieganiu na tak wysoki poziom? - Każdy dzień w sporcie traktuję bardzo poważnie, bardzo profesjonalnie. Każdy trening. Bardzo istotna była i jest pomoc trenera, jego umiejętność dostosowania planów treningowych do życia wypełnionego obowiązkami zawodowym. Niczego nie robiliśmy za wszelką cenę, szukaliśmy rozwiązań, planowaliśmy każdy szczegół, reagując jednocześnie na to, co przynosiła codzienność - wyjaśnia.

Właśnie - trener, klub, kolejne kroki w drodze do celu. Trener to Mikołaj Raczyński, założyciel klubu Passion First Warszawa. Dobra dusza. Ela do Passion First dołączyła pod koniec 2023 roku. Ustalili, że w 2024 roku przebiegnie pierwszy maraton, w Walencji. Przebiegła, czas - 2.34,05 godz., według norm Polskiego Związku Lekkiej Atletyki wynik pomiędzy klasami mistrzowską krajową a najwyższą, mistrzowską międzynarodową. W debiucie. W sezonie 2024 szybciej pokonały ten dystans tylko cztery polskie maratonki.

Podjęli decyzję, że dystans będą skracać, zasugerowała to Ela.

Efekty? Zdumiewające.

2025 - wicemistrzostwo kraju w półmaratonie i biegu ulicznym na 10 km, brąz mistrzostw kraju na 10 000 m (uwaga porządkowa: dystanse uliczne podaje się w lekkoatletyce w kilometrach, te stadionowe - w metrach), 33. miejsce na 10 km w mistrzostwach Europy i kontuzja stawu skokowego, która wyłączyła ją z biegania na kilka tygodni, pobicie rekordu Polski na 10 km w Biegu Niepodległości w Warszawie (32,00) oraz zwycięstwo w półmaratonie w Mediolanie.

2026 - poprawienie w Walencji własnego rekordu Polski na 10 km - 31,47, triumf w półmaratonie warszawskim - pierwszy od 13 lat polskiej zawodniczki w tej imprezie, tytuły mistrzyni Polski na 10 000 m, 5 000 m i 5 km, wygrana - znowu jako pierwsza Polka - w Pucharze Europy, na 10 000 m.

Lista robi się długa, coraz dłuższa.

Kadra Polski, orzełek na piersi - duże emocje, duże wzruszenie? - Byłam wzruszona, pewnie, że tak - przyznaje. - I świadoma, że ciężko na to pracowałam. To spełnienie marzenia z dzieciństwa, bo jako dziewczynka czułam, że mogłabym zostać sportowcem, a nawet - jak wtedy myślałam - supersportowcem. Przez lata życie toczyło się jednak w zupełnie innym kierunku, takie były okoliczności. A dziś widzę, że myśl o sporcie nigdy we mnie nie zgasła.

Cztery Glinki - żywe srebra

Mieszka w Warszawie, jej rodzinne strony to okolice Ostrołęki. Tam klubu nie było. Były biegi przełajowe, rywalizacja szkół, w których Ela startowała. I wygrywała, bez treningu, zachęcana przez wuefistę.

Na zawody jeździły we cztery, cztery Glinki: Ela, jej siostra rodzona i dwie siostry stryjeczne; rówieśniczki, zwinne, sprawne, żywe srebra. Szkołę reprezentowały i w przełajach, i w siatkówce, i w piłce nożnej i ręcznej. O sporcie zorganizowanym nikt tam nie słyszał, nikomu do głowy nie przychodziło, że sport może być sposobem na życie. Ela miała się dobrze uczyć, tylko i aż tyle.

Potem, już na studiach, biegała i jeździła rowerem. Dużo chodziła też po górach, to uwielbiała i uwielbia. Stąd wytrzymałość, na nią nigdy nie narzekała. Dzisiaj kibicuje jej cała rodzina, na czele z ciocią Basią i wujkiem Jerzym.

Sezon 2026... Ukoronowaniem, po wcześniejszych sukcesach, był sierpniowy start w lekkoatletycznych mistrzostwach Europy na Alexander Stadium w Birmingham. Ela w imprezie stadionowej, tak wielkiej, debiutowała, w biegu na 10 000 metrów i zajęła 12. miejsce, czas - 32.16,65. Po złoto sięgnęła znakomitość z Włoch Nadia Battocletti - 31.41,17.

- Ważne doświadczenie, ale imprezą, po której pomyślałam, że mogę rywalizować z najlepszymi, były uliczne mistrzostwa Europy z 2025 roku. 10 kilometrów przebiegłam najszybciej z Polek, w gronie mocnych, zagranicznych dziewczyn. Zrozumiałam, że mogę, że mnie na to stać, tym bardziej że sport wciąż łączyłam z pracą, nie jeździłam na obozy, trenowałam tylko pięć-sześć razy w tygodniu - mówi.

Tylko? - Tylko, bo teraz jednostek treningowych jest nawet 12, a bywa, że są dni z trzema treningami - precyzuje.

Po mistrzostwach Europy, tych odbywających się w Birmingham, wystartowała jeszcze w ulicznych mistrzostwach świata w Kopenhadze (19-20 września). Pobiegła na dystansie pięciu kilometrów, zajęła 22. miejsce. Wynik - 15,41, czyli rekord życiowy.

Plany? Ten główny - Los Angeles 2028, tak jest, igrzyska, bieg na 10 000 metrów. - To nasz cel, bardzo ambitny, chciałabym zostać pierwszą Polka, która na olimpijskiej bieżni walczyć będzie w tej konkurencji. Wanda Panfil raz wypełniła minimum, ale ostatecznie nie wystartowała. Alternatywą jest dystans maratoński, ale na teraz stawiam na 10 000 metrów - wyjaśnia.

Kierowniczka ds. przygotowania produkcji na igrzyskach, gdzie będą biegaczki z Afryki, z Ameryk, z Japonii. Bajka i już. - No tak, będą. I będę ja, mam nadzieję. Trenuję po to, żeby z nimi rywalizować. Staram się mierzyć jak najwyżej, ten wysiłek tylko wtedy ma sens. Jak wyznaczę sobie cel, to do niego dążę - czy to w pracy, w życiu prywatnym, czy w sporcie. W to, co robię, wkładam całe serce - kwituje.

View the original on TVN24

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.