"Nie ma nic gorszego niż patrzeć, jak dorobek całego życia zostaje zniszczony w 20 sekund". Francuscy przedsiębiorcy zrozpaczeni po fali przemocy
W weekend we Francji odbyły się protesty przeciwko wysokim kosztom życia, którym towarzyszyły bezprecedensowe zamieszki. Niektórzy protestujący — głównie młodzi ludzie — niszczyli i plądrowali lokale, które napotykali na swojej drodze. Ofiarami zamieszek padły zarówno duże sieci, jak i małe firmy. Wielu właścicieli zrujnowanych sklepów jest zrozpaczonych: zniszczono owoce ich wieloletniej pracy.
Czytaj nas częściej w Google
W sobotę, 17 października, zamaskowani ludzie wykorzystali barierki drogowe, próbując rozbić witryny butiku Louis Vuitton na paryskim placu Vendome. Butik Dior na Avenue Montaigne uniknął splądrowania, ponieważ do późnego wieczora był otoczony kordonem ochroniarzy. Sklepy Burberry, Hermes i Graff oraz inne luksusowe marki zostały zdemolowane i pokryte graffiti.
Nicolas Houze, szef sieci luksusowych domów towarowych Galeries Lafayette, oświadczył, że nie widział takich wybuchów przemocy od czasów protestów "żółtych kamizelek" w 2018 r.
Według szacunków rządu zniszczenia dotknęły co najmniej 3 tys. placówek handlowych — w tym sklepów, aptek i restauracji — w całej Francji. Wśród nich znalazły się nie tylko drogie butiki.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.