Daily MaverickFIREWORKS RISKS: Guy Fawkes fireworks drive Delft dog Max to a horrific deathPunchPrayers are answered most in prison — Actor Baba IjeshaThe Jerusalem PostDozens reported injured in Egypt after passenger train derails south of Cairo - reportInquirerSuspected fake dentist busted in Agusan del NorteSky TG24Israele, oggi l'incarico a Eisenkot: ecco quali sono i passi verso il nuovo governoZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDF20 MinutenKaty Perry will über «dunkle Ehe» mit Russell Brand auspackenIl Sole 24 OreAttacchi informatici, Piantedosi convoca il comitato nazionale per la sicurezzaCBS NewsThis week on "Sunday Morning" (Nov. 8)ХабрГлубоководье ИИ инженерииSRF NewsWahlen Kanton Freiburg – Erfolg für Bürgerliche: Sie holen drei Sitze im StaatsratDeadlineTom Rob Smith Writing Fiction Book Based On West Memphis Three Murder Case
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 8, 2026

Lekarz zbulwersowany. "Nie mieliśmy pomocy? To bzdura"

Translate

Dariusz Faron, Wirtualna Polska: Jak dziś ocenia pan te wydarzenia sobotniego popołudnia? 

Dr Mateusz Wierdak, chirurg ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie: Cieszę się, że pomogliśmy. Najbardziej policjantowi, który został postrzelony w klatkę piersiową. Ja zająłem się jednym rannym policjantem, profesor Pędziwiatr pozostałymi poszkodowanymi. Zadziałaliśmy zgodnie z instynktem i wyuczonymi procedurami. Wiedziałem, że żona zaopiekowała się dziećmi i że gdy zaczęliśmy prowadzić akcję, bliscy się oddalili. Nie chcę wychodzić na wielkiego bohatera, bo nie o to chodzi. Natomiast gdyby nie było nas tam z profesorem Pędziwiatrem, pewnie nikt nie umieścił w ranie policjanta gazy taktycznej "na żywca" gołymi rękami, by zatamować krew. Lało się tej krwi bardzo dużo, a ja musiałem zrobić coś, co mocno go bolało i to tak, by go nie uszkodzić. To był duży uraz klatki.

Jak sobie z tym poradziliście? 

Najpierw oceniliśmy, skąd pacjent krwawi. Nie było to łatwe, bo miał kamizelkę taktyczną, krew leciała spod niego. Pomogli mi przechodnie, przyłożyliśmy do rany jakieś szaliki. Czekaliśmy na karetkę dłużej niż standardowo, bo na Rynku Głównym było piętnastu poszkodowanych. Szczęście w nieszczęściu, że udało nam się zabezpieczyć pacjentów do czasu przedłużonego transportu. Policjanci mieli zestawy apteczek doraźnych. Pomogli mi ściągnąć rannemu kamizelkę. Użyłem gazy, by zabezpieczyć ranę. Zmniejszyć powierzchnię, na której może wystąpić krwawienie. Pacjent się poprawił. Drugie płuco nie było przestrzelone. Bez pomocy doktora Pędziwiatra bym sobie nie poradził. To dzięki niemu pacjent trafił do szpitala im. Jana Pawła II. Wszyscy czterej poszkodowani zostali przetransportowani do najlepszych miejsc, do jakich mogli trafić.

Jak wyglądała pana komunikacja z rannym policjantem? 

Cały czas był z nim kontakt. Reagował na bodźce. Mówiliśmy mu, że jest pod naszą opieką i by zachował spokój, bo jestem chirurgiem i wiem, jak mu pomóc. Trudno mi sobie przypomnieć całą rozmowę. Towarzyszyły jej bardzo duże emocje.

Co ze sprawcą? 

Był mocno "splątany", bo był najbardziej wykrwawiony. Miał kilka ran. Natomiast żadnej nie mogliśmy zaopatrzyć na miejscu. Zabezpieczyliśmy go przed wychłodzeniem. Miał mniejsze rany niż policjant i jednocześnie był w cięższym stanie. Po wszystkim pojechaliśmy do naszego szpitala, czyli Szpitala Uniwersyteckiego, bo nie wiedzieliśmy, czy ktoś jeszcze nie będzie potrzebował pomocy. Okazało się, że sprawca jest właśnie na naszym bloku operacyjnym w stanie krytycznym. Byliśmy jedynymi osobami, które mogły opisać jego obrażenia. Poza brzuchem, który ewidentnie krwawił, miał jeszcze inne rany postrzałowe. To było trudne do oceny, bo to małe "dziurki" i nie wiadomo, co dzieje się wewnątrz organizmu. Nie wiem, jaki jest teraz jego stan.

Jak mocno ucierpiał mężczyzna z białego samochodu, w który wjechał sprawca? 

Nie znam szczegółów. Miał uraz twarzy, dlatego chcieliśmy go wysłać do Szpitala Rydygiera, bo jest tam chirurgia szczękowo-twarzowa. Mężczyzna nie miał żadnej rany zagrażającej życiu. Widzieliśmy, że jest stabilny. Musieliśmy się w pierwszej kolejności zająć cięższymi przypadkami.

Jak ocenia pan działania służb? 

Wszystkie służby stanęły na wysokości zadania. Mam nadzieję, że dwóch bohaterskich policjantów wróci do zdrowia. Być może uratowali życie także mojej rodziny. Z racji tego, jaki sprawca miał arsenał, pewnie mógł strzelić nie w kilka, a kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt osób.

Chciałbym, żeby to wybrzmiało: bzdurą jest, że na miejscu tragedii nie było służb i nie mieliśmy pomocy. Takie pseudodziennikarstwo mnie bulwersuje. Policja od razu była na miejscu. Musieli wszystko zabezpieczyć, akcja i tak była bardzo skoordynowana jak na to, co się stało. Policjantów było bardzo dużo. Myślę, że obaj funkcjonariusze, którzy gonili sprawcę, zachowali się bardzo profesjonalnie. Mówienie o tym, że nie było na miejscu służb, jest bardzo niesprawiedliwe. Znam się na wypadkach masowych i była to bardzo trudna akcja. Na wysokości zadania stanęły też szpitale. W tym całym chaosie wszystko naprawdę zostało przeprowadzone prawidłowo. Wszystko zadziałało.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.