Głośne zatrzymanie przed TK. Policja opublikowała nowy komunikat
Czynności wyjaśniające przeprowadził Wydział Kontroli KSP. Dotyczyły one zarzutów, jakie znalazły się w oświadczeniu sporządzonym 17 października przez pełnomocników zatrzymanego. Mężczyzna stwierdził w nim m.in.: "Dodatkowo ja miałem przy sobie pieniądze, ale tylko część została ujęta w spisie zatrzymanych rzeczy".
Komenda Stołeczna stanowczo odpiera te twierdzenia i szczegółowo opisuje przebieg procedury depozytowej. Z ustaleń kontroli wynika, że podczas przeszukania funkcjonariusz znalazł w kieszeni kurtki zatrzymanego dwa banknoty o nominale 100 zł. Kwotę tę dołączono do 1330 zł zabezpieczonych w portfelu.
"Pieniądze te dołączono do gotówki zabezpieczonej w portfelu zatrzymanego (1330 złotych), a następnie przeliczono łącznie. Całą kwotę, czyli 1530 złotych, wpisano do kwitu depozytowego" – podano w poniedziałkowym komunikacie KSP.
Policja podkreśla, że kluczowe okazały się nagrania monitoringu. "Analiza zapisu monitoringu potwierdziła, że pieniądze znalezione w kurtce zostały uwzględnione w depozycie. Z ustaleń kontroli wynika, że całość zabezpieczonej gotówki, w tym 200 złotych z kurtki, została wydana zatrzymanemu" – czytamy.
Jak zapewniono, żaden banknot nie zaginął, a sprawę – poza policyjną kontrolą – bada również niezależnie prokuratura.
Kontrowersje po proteście pod Trybunałem Konstytucyjnym
Kwestia depozytu to kolejny wątek głośnego incydentu, do którego doszło w piątek 16 października. W rejonie ul. Marszałkowskiej policjanci zabezpieczali wówczas zgromadzenie i miasteczko namiotowe przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego.
Według relacji policji mężczyzna odmówił podania danych osobowych oraz okazania dokumentu tożsamości, a następnie podjął próbę ucieczki do jednego z budynków. Podczas zatrzymania miało dojść do szarpaniny. W jej trakcie naruszona została nietykalność cielesna interweniującej policjantki, która z obrażeniami trafiła do szpitala.
Wokół interwencji szybko narosły kontrowersje. Początkowo w mediach pojawiły się doniesienia sugerujące, że funkcjonariuszka została zaatakowana nożem – zwłaszcza po tym, gdy policja poinformowała o znalezieniu ostrza przy zatrzymanym i opublikowała jego zdjęcie. Informacja o ugodzeniu nożem okazała się jednak nieprawdziwa, co wywołało falę krytyki pod adresem sposobu komunikacji służb.
W obronie mężczyzny stanął m.in. były minister kultury Piotr Gliński, który ujawnił, że zatrzymany to pan Piotr – członek straży obywatelskiej i obsługi technicznej protestu pod TK. Polityk ostro skrytykował narrację o "niebezpiecznym narzędziu". Jak przekonywał we wpisie w mediach społecznościowych, znaleziony przedmiot to w rzeczywistości zwykły, składany scyzoryk turystyczny, używany w obozowisku do prozaicznych czynności, takich jak krojenie owoców.
Interwencja przy Marszałkowskiej. Policja odpiera krytykę
Aby uciąć spekulacje dotyczące przebiegu piątkowej interwencji, stołeczna policja zdecydowała się na publikację materiałów wideo. W mediach społecznościowych zamieszczono nagranie z kamery nasobnej interweniującego policjanta, na którym zarejestrowano moment odmowy wylegitymowania się, ucieczkę oraz obezwładnienie uciekającego. Opublikowano także wcześniejszy materiał dotyczący zapewnienia zatrzymanemu pomocy prawnej.
Mimo że policja i śledczy wnioskowali o najsurowszy środek zapobiegawczy, wymiar sprawiedliwości ocenił sytuację inaczej. W niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba poinformował, że sąd rejonowy nie uwzględnił wniosku o tymczasowe aresztowanie Piotra W. i nakazał jego natychmiastowe zwolnienie – bez stosowania jakichkolwiek wolnościowych środków zapobiegawczych (np. dozoru czy poręczenia).
Decyzja dotycząca ewentualnego złożenia zażalenia na to postanowienie sądu ma zapaść w warszawskiej prokuraturze w tym tygodniu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.