Światowe mocarstwo upatrzyło sobie nieduży europejski kraj

Upadek Vučića zaczął się w więcej niż symboliczny sposób. Oto 1 listopada 2024 r. w samo południe runął fragment dachu dworca kolejowego w Nowym Sadzie, zabijając 16 osób. Budynek właśnie przebudowywało konsorcjum dwóch firm z Chin - CRIC oraz CCCC.
Kontrolowany przez Państwo Środka koncern CCCC, czyli China Communications Construction Company jest obecnie kluczowym dla Serbii wykonawcą wielkich inwestycji. To on buduje autostradę "Miloš Veliki", łączącą Belgrad z Boljare na granicy z Czarnogórą. Wybór wykonawcy odbył się bez przetargu, bo cztery mld dolarów na autostradę pożyczył Serbii chiński państwowy Exim Bank (czyli The Export-Import Bank of China).
Taka sama zależność obowiązywała, gdy CCCC budował linię kolejową Pančevo-Subotica, drogę ekspresową Iverak-Valjevo czy most Pupina, łączący w Belgradzie dwa brzegi Dunaju. To kilka przykładów z wielkiego portfela inwestycji, realizowanych w Serbii przez chińskiego giganta. Teraz finalizuje on sztandarową dla Aleksandara Vučicia i Viktora Orbana trasę kolei wielkich prędkości z Budapesztu do Belgradu. Obaj byli przywódcy mogli się tym projektem chwalić dzięki kredytowi w wysokości dwóch mld dolarów od Exim Banku.
Choć głównym beneficjentem pożyczki jest koncern CRIC, będący spółką-córką China Railway - narodowego operatora kolei w Państwie Środka. To właśnie ta firma dostarcza pełne oprzyrządowanie dla linii kolejowej, włącznie z systemami sterowania ruchem oraz ich oprogramowaniem.
Kolejny beneficjent, będący własnością rządu Chin, to koncern Changchun Railway Vehicles (CRRC). Za sprawą umowy podpisanej z rządem Serbii w 2023 r. wyprodukował on na potrzeby trasy Budapeszt-Belgrad 20 składów pasażerskich, zdolnych poruszać się z prędkością powyżej 200 km na godzinę.
Tak oto Serbia doświadcza procesu podobnego do tego, który zaszedł nieco wcześniej w krajach afrykańskich, kolonizowanych ekonomicznie przez korporacje z Państwa Środka. Ale tam nie zderzyły się one z równie zaciekłym oporem broniących swych praw mieszkańców.
Inwestor z Chin może wszystko
Zawalenie się dachu dworca w Nowym Sadzie przyniosło falę oburzenia, którą podsyciły mataczenie ze strony serbskiego Ministerstwa Budownictwa Transportu i Infrastruktury oraz postawa konsorcjum CRIC-CCCC. Odmówiło ono upublicznienia dokumentacji budowy, wypierając się wszelkiej odpowiedzialności. Wzburzeni ludzie, na których czele stanęli studenci, manifestowali najpierw w Nowym Sadzie, po czym protesty zawitały na ulice Belgradu. Prezydent Vučić odpowiedział represjami. Ale nic nie wskazywało na to, żeby tracił kontrolę nad sytuacją. Zresztą do takich akcji protestacyjnych zdążył przywyknąć.
Przypomnijmy, gdy w grudniu 2018 r. chiński koncern górniczy Zijin Mining kupił kopalnię miedzi w Bor oraz przetwarzające jej urobek zakłady hutnicze, mieszkańcy przyjęli to z radością. Stojące na krawędzi upadku przedsiębiorstwo zyskało potężnego inwestora. Rok później wybuchły długotrwałe protesty. Chińscy właściciele nie przestrzegali prawa, a zwłaszcza tego dotyczącego ochrony środowiska naturalnego. Stężenie dwutlenku siarki, ołowiu i arsenu we wdychanym przez mieszkańców okolicznych wsi i miasteczek powietrzu przekroczyło dopuszczalne normy pięcio-sześciokrotnie.

Protesty w Belgradzie przeciwko rządowi, 2023 r.Vladimir ZivojinovicGetty Images
"Odkąd Zijin przejął władzę, produkcja wzrosła czterokrotnie, co oznacza więcej ciężarówek i więcej pyłu. Krajobraz jest naznaczony stertami odpadów kopalnianych. Sznury pomarańczowych ciężarówek ciągną się wzdłuż brązowej doliny. Ściany domów popękały od wstrząsów wywołanych podziemnymi eksplozjami" - opisywała Ivana Sekularac w reportażu dla agencji "Reuters" w połowie kwietnia 2024 r.
Protesty mieszkańców wybuchały, wygasały i znów wybuchały już piąty rok. Tymczasem korporacja Zijin Mining chwaliła się tym, że dopóki nie zawitała do Serbii, wydobywano tam 40 tys. ton miedzi rocznie. Po tym, jak Chińczycy przejęli kontrolę nad kopalniami w Bor i Majdanpek i rozpoczęli wydobycie w Čukaru Peki, produkcja wynosiła w roku 2025 już 296 tys. ton. To prawie 25 proc. miedzi wydobywanej w Europie. Ale Zijin Mining twierdzi, że wkrótce zwiększy roczne wydobycie do 450 tys. ton.
Kiedy protesty w Bor trwały w najlepsze, z podobnych powodów w 2021 r. zaczęli protestować mieszkańcy Zrenjanina. Tam fabrykę opon zbudował chiński koncern Linglong Tire. O sprawie zrobiło się głośno i zainteresował się nią nawet Parlament Europejski. Okazało się, że właściciel z Państwa Środka czerpie dochód z niewolniczej pracy 500 zastraszonych Wietnamczyków, którym odebrano paszporty i nie wypłacano pensji.
Choć najbardziej zaciekły opór społeczny wzbudził projekt budowy kopalni litu w Dolinie Jadar, niedaleko miasta Loznica. Przeciwko inwestycji, rozpoczętej przez korporację Rio Tinto, w której największym udziałowcem jest chiński państwowy gigant Chinalco (Aluminum Corporation of China), protesty regularne wybuchały od 2021 r. Trzy lata później zaczęły się one zlewać z demonstracjami studentów, wściekłych na tuszowanie przyczyn zawalenia się dworca w Nowym Sadzie.
P jak Pekin
Sploty okoliczności sprawiły, że polityczne plany oraz kariery Aleksandara Vučicia i Viktora Orbana toczyły się w podobny sposób. Obaj w ostatnich latach uchodzili powszechnie za stronników Moskwy i prezydenta Władimira Putina. Balansowali przy tym między Zachodem a Wschodem, próbując wyciągać z tego jak najwięcej korzyści. Jednak w praktyce Rosja, po najeździe na Ukrainę mogła swym stronnikom oferować coraz mniej.
Zatem Orban i Vučić zacieśniali współpracę z Pekinem, wpisując swoje kraje w chińską inicjatywę Pasa i Szlaku. Jako że Węgry są członkiem Unii Europejskiej, ich znaczenie pozostawało dla chińskiego reżimu większe. Najlepiej świadczy o tym fakt, że wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, jakie napłynęły nad Balaton z Państwa Środka, przekroczyła 17 mld euro.
Ale Serbia także leży w Europie i to w miejscu, gdzie przecinają się szlaki komunikacyjne wiodące do Włoch, Niemiec i Europy Środkowej. Połączyć je można z portem w Pireusie, kontrolowanym przez chiński państwowy koncern żeglugowy COSCO. Prezydent Vučić doczekał się więc napływu inwestycji z Państwa Środka o wartości ponad 10 mld euro. Nota bene chińskie inwestycje bezpośrednie w Niemczech opiewają na podobną sumę.
Do samego końca Vučić poczytywał je za swój sukces. Przecież jego mały, liczący 6,5 mln mieszkańców kraj okazał się dla Pekinu równie atrakcyjnym miejscem do inwestowania co olbrzymie Niemcy. Jednocześnie Vučić nie wyrzekał się możliwości wprowadzenia go do Unii Europejskiej.
W prowadzonych negocjacjach akcesyjnych na 35 rozdziałów udało się zamknąć zaledwie dwa i uczyniono to przed rokiem 2021. Później im mocniej chińscy inwestorzy zaznaczali swoją obecność w Serbii, a Bruksela domagała się przestrzegania zasad praworządności, tym prezydent wykazywał mniejsze chęci, by negocjacje kontynuować.
Serbia. Nowe otwarcie?
Pech polegał na tym, że wszelkie nadużycia Chińczyków szły na konto Vučicia. To jego Serbowie obarczali odpowiedzialnością za bezkarność koncernów z Państwa Środka i podejrzewali, iż wraz ze swym otoczeniem inkasuje olbrzymie łapówki. Pośrednio potwierdzało to aresztowanie w sierpniu 2025 r. byłego ministra infrastruktury Tomislava Momirovica i pięciu wysoko postawionych urzędników, oskarżonych o fałszowanie faktur wystawianych przez konsorcjum CRIC-CCCC. To nie wystarczyło jednak do utrzymania władzy.

Studenci po wygranych wyborach w SerbiiANDREJ IVANOVGetty Images
Koniec rządów Vučića przynosi Serbii szansę na nowe otwarcie w relacjach z krajami Unii Europejskiej. Ale wcale nie musi oznaczać radykalnej zmiany. Podobnie jak w przypadku Węgier, gdzie Péter Magyar skupił się na rozliczaniu ekipy Orbana, lecz jego politykę zagraniczną jedynie skorygował.
Ktokolwiek będzie rządził w Belgradzie, musi liczyć się z tym, że za sprawą Vučića, Chiny stały się dla Serbii strategicznym inwestorem, kluczowym partnerem ekonomicznym oraz wierzycielem.
Na dziś władze Chin kontrolują za pośrednictwem należących do państwa koncernów kluczowe dla Serbii sektory gospodarcze i realizują najważniejsze inwestycje. Poza tym w razie potrzeby mogą swemu dłużnikowi zagrozić bolesną windykacją długu. Dlatego Pekin ze stoickim spokojem przyjął koniec kariery tak oddanego mu Vučića.
- Chiny zawsze zachowują zasadę nieingerencji w wewnętrzne sprawy innych krajów i szanują niezależne wybory ludzi - oświadczył podczas konferencji prasowej rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Guo Jiakun.
Jeśli więc nowy rząd w Belgradzie postanowi wprowadzić Serbię do UE, będzie się musiał liczyć ze zdaniem Pekinu. Ale stamtąd nie muszą wcale napłynąć głosy sprzeciwu. Przecież w odniesieniu do Węgier bycie w Unii jedynie podniosło dla Chin ich wartość.
"Polityczny WF": Afera z Kołodziejczakiem. Ostrzegali przed nim TuskaINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.