Rosyjskie rafinerie znowu płoną. Nieskuteczne zagranie Trumpa
Amerykański prezydent jak zwykle przedstawił sprawę tak, jakby wszystko było już uzgodnione. Problem w tym, że nic nie zostało ustalone z zainteresowanymi stronami. Co prawda Ukraina sygnalizowała gotowość do wstrzymania ataków pod warunkiem, że Rosja zrobi to samo. Na Kremlu jednak nikt o tym nawet nie pomyślał, choć Trump twierdził, że Putin chce zakończenia wojny bardziej niż Zełenski. Ponieważ Moskwa nie zaprzestała ataków, Kijów wrócił do swojej kampanii.
Ukraińskie ataki spowodowały, że rosyjski przerób ropy spadł do ok. 3,8 mln baryłek dziennie. Rok do roku to nieco ponad 30 proc. Jeszcze przed trzydniową przerwą ataki przeprowadzano codziennie, atakując przynajmniej jeden cel. Na przykład 8 października zaatakowano kompleks Gazprom Nieftiechim Saławat w Baszkortostanie, który ma nominalną zdolność przerobu do 10 mln ton ropy i kondensatu gazowego rocznie.
Tego samego dnia celem ukraińskich dronów była rafineria Gazprom Nieft w Omsku na Syberii. Obiekt ma zdolność przerobu ponad 20 mln ton ropy rocznie i należy do największych zakładów tego rodzaju w Rosji. Ma 5,2 proc. udziału w rynku.
Dzień później, 9 października, drony uderzeniowe spadły na rafinerię Łukoilu w Uchcie, w Republice Komi, leżącą prawie 2 tys. km od granicy Ukrainy. Nie jest największą, w 2025 r. przerobiła około 3 mln ton ropy, co odpowiadało mniej więcej 1,1 proc. rosyjskiego przerobu.
Ucierpiała nie tylko produkcja, ale też transport gotowego surowca. Zniszczono infrastrukturę przesyłu ropy w obwodzie samarskim, w rejonie miejscowości Proswiet. Kolejnym celem był terminal załadunku produktów naftowych powiązany z zakładami w Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim. Po ataku wybuchł pożar, a terminal przestał działać. Potem nastąpiła przerwa w atakach na przemysł petrochemiczny.
Powrót do ataków
Wołodymyr Zełenski w rozmowie z "Financial Times" poinformował, że ze względu na brak woli przerwania ataków ze strony Rosjan i zablokowanie przez amerykańską administrację systemu łączności Starlink, Ukraińcy wznowią ataki na rosyjskie rafinerie. W nocy z 14 na 15 października bezzałogowce uderzyły w rafinerię w Riazaniu, która płonie kolejny dzień. Zakład ma nominalną zdolność przerobu około 17 mln ton ropy rocznie i odpowiada za ok. 4,9 proc. rosyjskiego przerobu ropy. Rafineria zaopatruje przede wszystkim region moskiewski.
Prezydent Trump w czwartkowym wywiadzie dla telewizji Newsmax stwierdził, że wznowienie ataków na rosyjskie rafinerie to "haniebne działanie". – Jest wiele celów, które można zaatakować. Ale kiedy uderza się w rafinerie produkujące olej napędowy, którego potrzebujemy my i cały świat, to nie wyświadcza się światu przysługi – stwierdził. Dodał przy tym, że Zełenski nie chce się zgodzić na warunki, które proponują Amerykanie i Rosjanie, przez co już nie jest zwolennikiem ukraińskiego prezydenta. Stwierdził, że to właśnie przez Ukraińców rosną ceny paliw na światowych rynkach.
Pochwalił też Putina, z którym łatwiej się porozumieć. Przy czym nie zauważył, że Ukraińcy wznowili ataki, ponieważ Rosjanie nawet na chwilę nie przerwali uderzeń na ukraińską infrastrukturę energetyczną i cieplną. Co więcej, powtórzył za rosyjską propagandą, że Ukraińcy sprzedają podarowaną im broń na wolnym rynku.
Poważny problem
Ukraińskie ataki stały się na tyle problematyczne, że Rosja zaczęła importować gotowe produkty z Korei Południowej, Indii, Kazachstanu, a nawet z Białorusi. W dodatku 15 października Kreml poinformował o wznowieniu eksportu oleju napędowego w ramach uzgodnień z administracją Trumpa.
Rosyjskim władzom jednak jest to na rękę – dzięki temu Biały Dom zablokował Ukraińcom dostęp do Starlinka i ograniczył dostarczanie informacji wywiadowczych, co znacznie utrudniło im atakowanie rosyjskiego zaplecza i prowadzenie operacji "Vivaldi". Także jest to dość opłacalne dla Kremla, zwłaszcza że koszt jest niewielki. Zapowiadane przez Trumpa 300 tys. ton rosyjskiego diesla odpowiada mniej więcej dwóm dniom rosyjskiego krajowego zapotrzebowania na to paliwo.
Braki paliw najbardziej odczuli mieszkańcy regionów oddalonych od dużych ośrodków miejskich. Wciąż obowiązują limity tankowania, a Rosjanie stoją w kolejkach. W Czycie w Kraju Zabajkalskim na paliwo klienci czekali nawet kilkadziesiąt godzin, a niektórzy i tak się nie doczekali zakupu. W niektórych miejscach władze wprowadzały priorytetowe zaopatrzenie służb ratunkowych, transportu publicznego i rolnictwa. Za to Moskwa może liczyć na przekierowanie dostaw z innych części kraju, w tym z Uralu i Syberii. To sprawia, że mieszkańcy stolicy nie odczuwają problemów głubinki.
A tam ceny benzyny w Rosji wzrosły od początku roku o niemal 30 proc. Władze próbowały spowolnić wzrost cen, ale administracyjne hamowanie cen nie jest w stanie zniwelować braków paliwa na rynku, a tego z każdym atakiem jest coraz mniej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.