Trump szokuje zapowiedzią. "Nowa wersja kiełbasy wyborczej"
W samym sercu Teksasu, podczas konwencji w Dallas, Donald Trump postawił wszystko na jedną kartę. W niemal dwugodzinnym wystąpieniu zdominowanym przez ataki na "głupkokratów" i obietnice "pokonania komunizmu" padła konkretna kwota. Każdy dorosły obywatel USA ma otrzymać 5 tys. dolarów, jeśli Republikanie utrzymają kontrolę nad Kongresem.
– Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (...) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. – zadeklarował prezydent.
Szczegóły? Tych Trump nie zdradził.
Zdaniem Jana Piekło, byłego ambasadora RP w Kijowie, ta propozycja to kwintesencja stylu uprawiania polityki przez Trumpa. – On jest transakcyjny. Myśli w kategoriach domokrążcy albo handlarza nieruchomościami. I bywa w tym skuteczny – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską. – Ameryka potrzebuje teraz "kopa", a biali Amerykanie z prowincji czują się dziś niekomfortowo – dodaje.
Były ambasador RP w Kijowie wskazuje przy tym, że Amerykanie głosują portfelem, wobec czego taka obietnica może trafić na podatny grunt. Ekspert zauważa, że obietnica gotówki może być skalkulowana na chłodno. – To nie musi być tylko fantazja. Trump może mieć plan, jak sfinansować to np. poprzez przejęcie wenezuelskiej ropy w ramach "dekomunizacji" Ameryki Łacińskiej. On walczy o polityczne życie – dodaje dyplomata.
Kiełbasa wyborcza wersja USA
Zdecydowanie ostrzej pomysł ocenia Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii. Zwraca on uwagę na gigantyczny koszt operacji, który szacuje się nawet na kwoty rzędu biliona dolarów.
– To projekt horrendalny. Wydatek porównywalny z rocznym PKB Polski – mówi Wirtualnej Polsce. Jest takie pojęcie jak "kiełbasa wyborcza". No to jest nowa wersja "kiełbasy wyborczej" – podkreśla.
– Mówiąc już jednak całkowicie poważnie, to niestety stało się niedobrą normą w krajach demokratycznych, że zaczyna się obiecywać obywatelom po prostu transfery gotówki do kieszeni i tyle – podkreśla.
Jednocześnie Nowakowski wskazuje, do kogo oferta Trumpa może trafić przede wszystkim. – To oferta skierowana do najbardziej sproletaryzowanej części społeczeństwa – punktuje Nowakowski. – Każdy rozsądny człowiek uzna to za idiotyzm, ale dla biednego wyborcy transfer 5 tysięcy dolarów to suma, która może zmienić jego postrzeganie rzeczywistości – zaznacza.
Dyplomata wątpi jednak, czy to wystarczy, by odwrócić trendy sondażowe (poparcie dla Trumpa szoruje po dnie, osiągając według sondażu Ipsos dla agencji Reutera zaledwie 32 proc. – red.). – Grupa, do której to jest skierowane, rzadko chodzi na wybory, zwłaszcza połówkowe, gdzie frekwencja jest tradycyjnie niska. To ruch rozpaczliwy, by nie dopuścić do porażki – ocenia Nowakowski.
Kampania wchodzi w najgorętszy okres
Rozmówcy Wirtualnej Polski zgodnie przyznają, że kampania wchodzi właśnie w najgorętszy okres.
Konwencja w Teksasie, mimo problemów ze sprzedażą biletów i nieobecności wielu czołowych kandydatów, została całkowicie zdominowana przez Trumpa. Niespodzianką było wirtualne wystąpienie demokratycznego senatora Johna Fettermana, który zadeklarował chęć współpracy z prezydentem w walce ze "skrajnościami i socjalizmem".
W tle wielkich obietnic toczy się jednak realna walka o stany takie jak Teksas, gdzie uwikłany w skandale prokurator generalny Ken Paxton (popierany przez Trumpa mimo braku fotogeniczności, jak przyznał sam prezydent) mierzy się z rosnącym w siłę demokratą Jamesem Talarico.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.