"Stan Wyjątkowy". Wydanie specjalne: kulisy wojny o Trybunał
Dla jednych to przywracanie praworządności, dla innych — zamach stanu. Ponad dekadę po rozpętaniu przez Jarosława Kaczyńskiego wojny o Trybunał Konstytucyjny, właśnie wybuchła druga wojna trybunalska — tym razem o pozbawienie Kaczyńskiego kontroli nad Trybunałem.
W specjalnym wydaniu słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" wchodzimy za kulisy tego starcia. W oparciu o swe najlepsze źródła Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek odtwarzają kulisy wydarzeń, które na nowo rozpaliły do czerwoności emocje na scenie politycznej.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Czemu akurat teraz obóz władzy zdecydował się przypuścić szturm na Trybunał?
A zatem, czemu akurat teraz obóz władzy zdecydował się przypuścić szturm na kontrolowany przez nominatów PiS Trybunał? Otóż dlatego, że przelała się czara goryczy. Szef TK, związany z PiS Bogdan Święczkowski wydawał takie orzeczenia, które dodawały kompetencji prezydentowi, kosztem uprawnień rządu. Weźmy niezauważony publicznie przykład — wyrok, wedle którego prezydent może powoływać asesorów sądowych bez kontrasygnaty premiera. To był — wedle naszych rozmówców w koalicji — pierwszy krok w ograniczaniu kontrolnej roli premiera wobec niektórych decyzji prezydenta. Czyli de facto zmiana ustroju, poprzez wzmocnienie władzy wykonawczej prezydenta.
Zbigniew Ziobro, Bogdan Święczkowski w 2018 r.
Tomasz Gzell / PAP
Ale bezpośrednim impulsem do operacji stała się decyzja Nawrockiego o tym, że odmawia przyjęcia ślubowania od większości sędziów wybranych do TK przez obecną koalicję. Prezydent, kierując się sobie tylko znanymi kryteriami, odebrał ślubowanie jedynie od trójki z ośmiorga sędziów wskazanych przez ugrupowania koalicji. A zrobił tak tylko dlatego, że gdyby odebrał ślubowanie od wszystkich, a Święczkowski przyjął ich do składu TK, to w ten sposób PiS straciłoby większość w Trybunale — byłoby 8:7 dla koalicji.
Decyzja Nawrockiego nie ma żadnej podstawy prawnej, za to stała się zapalnikiem. Tusk nie mógł sobie pozwolić na takie upokorzenie, bo dostałby łupnia od własnego elektoratu. I stąd właśnie operacja w takiej chwili. Choć premier nie obnosi się publicznie ze swym zaangażowaniem, to jest oczywiste, że próba wyrugowania nominatów PiS z Trybunału nie mogła się rozpocząć bez jego woli.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Rząd przywraca siłą to, co i tak by osiągnął, gdyby nie blokada ślubowań ze strony Nawrockiego
A prezydent? Chociaż się odgraża, to tak naprawdę niewiele może, bo nie ma uprawnień do ingerowania w prace TK. Podczas tajnych obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego między premierem i prezydentem doszło do scysji o TK — Nawrocki zarzucił Tuskowi, że wejście do TK to "zbrodnia na Konstytucji", a Tusk mu odpowiedział podobnie — że łamaniem Konstytucji jest odmowa ślubowania sędziów. Po kilku godzinach doszło do złagodzenia nastrojów. Panowie rozmawiali chwilę na boku. Tusk wciągnął Nawrockiego w swą grę — zaproponował spotkanie w cztery oczy w sprawie kryzysu wokół TK. To ma pokazywać wyborcom, że Tusk chce kompromisu, choć wiadomo, że nie cofnie się ani na krok. Prezes PiS Jarosław Kaczyński już jest wściekły, że Nawrocki zgodził się na spotkanie.
Karol Nawrocki i Donald Tusk podczas RBN, 3 listopada 2026 r.
Wojciech Olkusnik/Wojciech Olkusnik / East News
Czy obóz władzy działa legalnie?
Druga kwestia — czy obóz władzy działa legalnie? Odwróćmy to pytanie — a czy naprawdę wiemy, co w Polsce jest legalne, a co nielegalne, jeśli chodzi o Trybunał? Mocną stroną prowadzących "Stan Wyjątkowy" jest dobra polityczna pamięć. Pamiętamy więc, że to Jarosław Kaczyński jako pierwszy wysłał policję do TK, by zainstalować tam Julię Przyłębską i dublerów — prawników wybranych do Trybunału na początku rządów PiS w 2015 r. na miejsca zajęte wcześniej przez sędziów z nadania Platformy, PSL i Lewicy. Już samo wprowadzenie dublerów do TK było nielegalne — a Kaczyński zrobił to po to, aby szybciej zdobyć większość i podporządkować sobie Trybunał.
Julia Przyłębska i Jarosław Kaczyński w 2018 r.
Paweł Supernak / PAP
Jednocześnie niezliczoną ilość razy Kaczyński tak modyfikował ustawy o TK, żeby tylko Przyłębska została prezeską. Powiedzą Państwo — w porządku, ale Kaczyński miał swojego prezydenta, co to podpisał mu to wszystko, także przepisy przygotowywane pod Przyłębską. A Tusk swego prezydenta nie ma i jedzie bez ustawy.
I mogliby mieć Państwo rację, gdyby nie to, że Kaczyński nieszczególnie przejmował się nawet własnymi ustawami. Przykład — żeby wybrać Przyłębska na prezeskę, do przepisów trybunalskich wprowadził incydentalny zapis, że można przeprowadzić Zgromadzenie Ogólne sędziów TK bez zachowania wymogów kworum — czyli niezależnie od liczby sędziów, którzy stawili się na posiedzeniu. Chodziło o to, aby uniknąć bojkotu obrad przez sędziów wybranych przed dojściem PiS do władzy. Rzeczywiście — bojkot na nic się zdał, bo Przyłębska została wybrana sześcioma głosami, w tym dwoma głosami dublerów. Szkopuł w tym, że została wybrana w oparciu o ten incydentalny przepis, jeszcze zanim mógł on zostać zastosowany — czemu się sprzeciwił sędzia z nadania PiS, były adwokat Kaczyńskiego Piotr Pszczółkowski. Nie trzeba dodawać, że kariera Pszczółkowskiego w PiS efektownie się wówczas zakończyła.
Piotr Pszczółkowski w 2015 r.
Grzegorz Michałowski / PAP
Wyszło na to, że 2/3 z 12 to właśnie osiem.
Czemu działania obozu władzy krytykuje także część prawników niechętnych PiS?
Faktem jest, że działania obozu władzy punktuje także część prawników krytycznych wobec działań PiS w wymiarze sprawiedliwości.
Chodzi zwłaszcza o wspomniane zawieszenia Święczkowskiego oraz Sochańskiego. Obydwaj prezesi TK zostali zawieszeni na podstawie art.130 Prawa o ustroju sądów powszechnych.
Szkopuł w tym, że wprost ten przepis nie dotyczy sędziów TK, więc zastosowana została kaskada odesłań — i to się nie podoba takim prawnikom jak prof. Marcin Matczak, szef Naczelnej Rady Adwokackiej mec. Przemysław Rosati, czy były Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek. Najpierw jest art. 19 ustawy o statusie sędziów TK. Zgodnie z nim w zakresie nieuregulowanym do praw i obowiązków sędziów Trybunału stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące praw i obowiązków sędziów Sądu Najwyższego. A w ustawie o Sądzie Najwyższym jest art. 10, który mówi, że w zakresie nieuregulowanym stosuje się odpowiednio przepisy Prawa o ustroju sądów powszechnych. Na tej zasadzie trafiamy do wspomnianego art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych, wedle którego można zawiesić sędziego na miesiąc, jeśli "ze względu na rodzaj czynu dokonanego przez sędziego powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych".
Czemu Święczkowski został zawieszony? Za niedopuszczanie pięciu nowych sędziów do orzekania i manipulowanie składami sędziowskimi.
Argument za zastosowaniem takiej ścieżki dał I prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński.
Karol Nawrocki, Zbigniew Kapiński
Paweł Supernak / PAP
Zostaje jeszcze kwestia tego, kto może zawiesić. Przepis art. 130 mówi, że "prezes sądu albo Minister Sprawiedliwości". Było pewne, że Waldemar Żurek nie zawiesi Święczkowskiego, bo to byłaby ingerencja władzy wykonawczej wobec władzy sądowniczej. "Prezes sądu" też zawiesić nie mógł, bo Święczkowski sam się nie zawiesi.
Czy kierująca pracami TK sędzia Anna Korwin-Piotrowska zostanie "odkryciem towarzyskim" Tuska?
Anna Korwin-Piotrowska
Radek Pietruszka / PAP
Anegdota. Formalnie najdłuższy staż ma sędzia TK Wojciech Sych, lojalny wobec PiS — jako członek Państwowej Komisji Wyborczej głosował przeciwko odebraniu partii finansowania z budżetu państwa. Szkopuł w tym, że Sych pracował wcześniej w Sądzie Najwyższym. A dekadę temu — kiedy Kaczyński forsował Przyłębską na pełniącą obowiązki prezeskę TK, by potem przepchnąć ją w wyborach bez kworum — to nakazał nie wliczać do stażu okresu pracy w SN. Czemu? Bo Przyłębska nie zostałaby pełniącą obowiązki — znacznie dłuższy staż miał sędzia Andrzej Wróbel, który spędził w SN ponad 17 lat. A zatem dziś PiS wpadł we własne sidła.
Jest oczywiste, że kierująca w tej chwili pracami TK sędzia Anna Korwin-Piotrowska trafiła do TK z nadania koalicji rządzącej. Ale jednocześnie równie oczywiste jest to, że nie zostanie ona "odkryciem towarzyskim" Tuska, tak jak Przyłębska stanowiła "odkrycie" Kaczyńskiego. Nowy TK na pewno będzie w swych orzeczeniach bliższy obecnej władzy, ale jednocześnie nie będzie jej podporządkowany w tak bezpośredni sposób, jak to było za rządów PiS.
Czy i kiedy Bogdan Święczkowski usłyszy prokuratorskie zarzuty?
Co się dalej będzie działo z Trybunałem? Ósemka sędziów, wybranych przez obecną władzę, będzie dalej pracować. Być może z czasem dołączy do nich któryś z sędziów wybranych za czasów PiS — nieformalne kanały komunikacji między nimi działają od kilku miesięcy. Tu anegdota. Kiedy w nocy z piątku na sobotę prezydent wtargnął do TK w otoczeniu swych ludzi, to zabrali ze sobą wiceprezesa TK Bogdana Sochańskiego, licząc na to, że jegomość ów zabarykaduje się w gabinecie i ogłosi, że to on kieruje Trybunałem pod nieobecność Święczkowskiego. Pochodzili razem po TK, posiedzieli w gabinecie Sochańskiego i Nawrocki się zwinął. Więc Sochański się też zwinął. A odwiózł go do domu jeden z nowych sędziów. Czyli zamach stanu.
Bartłomiej Sochański, Bogdan Święczkowski, Stanisław Piotrowicz
PAP
Na pewno Święczkowskiemu nie udało się zorganizować Trybunału na uchodźstwie — w TK poza nim jest sześciu sędziów z PiS i nie byli zainteresowani taką operacją. Mieli urzędować w siedzibie Sądu Najwyższego, którego prezes neosędzia Zbigniew Kapiński panicznie boi się, że jest następny na liście do usunięcia.
W tej sytuacji Święczkowski musi się przygotować na uchylenie immunitetu. Prokuratura kierowana przez Waldemara Żurka skierowała do TK sześć wniosków o uchylenie mu immunitetu. Prokuratura chce mu postawić zarzuty m.in. za to, że jako prokurator krajowy miał nielegalnie kopiować materiały z inwigilacji Pegasusem Romana Giertycha za rządów PiS oraz że z naruszeniem prawa kupił Hermesa, specnarzędzie służące do pozyskiwania i analizowania informacji. Inne zarzuty dotyczą delegowania prokuratorów wbrew przepisom, manipulowania składami orzekającymi w TK oraz niedopuszczania do orzekania sędziów TK, którym ślubowania odmawia Nawrocki.
Donald Tusk, Waldemar Żurek
Leszek Szymański / PAP
Wszystko to zdarzy się bardzo szybko — zgodnie z ustawą, Święczkowski został zawieszony na miesiąc. A zatem postępowanie dyscyplinarne — dwuinstancyjne — musi się zamknąć w tym czasie. W przypadku TK sąd dyscyplinarny to wewnętrzny skład trzech sędziów, a w drugiej instancji — pięciu sędziów. Czyli w sumie dokładnie ósemka — tyle, ilu jest nowych sędziów. Mają oni prawo "złożenia z urzędu", czyli usunięcia sędziego z Trybunału — a taki jest wszak cel.
Składy już zostały wylosowane. W składzie orzekającym, jako sąd dyscyplinarny w I instancji, znajdą się sędziowie Magdalena Bentkowska, Maciej Taborowski i Krystian Markiewicz (ci dwaj ostatni — niezaślubieni). Nas rozłożyło na łopatki to, że na rzecznika dyscyplinarnego w postępowaniu wobec Święczkowskiego wylosowany został sędzia Stanisław Piotrowicz, były poseł PiS.
Jarosław Kaczyński i Stanisław Piotrowicz w 2015 r.
Tomasz Gzell / PAP
Wszystko na to wskazuje, że — mimo Piotrowicza — nowy TK uchyli immunitet. A wtedy Żurek — który osobiście zajmuje się tą sprawą — spróbuje postawić Święczkowskiemu zarzuty. Szkopuł w tym, że Święczkowski nie uznaje ani swego zawieszenia, ani nie uzna uchylenia immunitetu — zarzutów też zresztą nie uzna, bo nie uznaje prokuratury. Wówczas może się opierać przed wizytą w prokuraturze, co będzie oznaczać, że zostanie doprowadzony siłą.
A to wszystko w kampanii wyborczej, co znaczy, że najciekawsze jeszcze przed nami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.