Niebezpieczny trójkąt: spotkanie Trumpa z Xi i Putinem. Po co?
Niepokojące sygnały płyną z USA. Działania prezydenta Donalda Trumpa są wyrazem rosnących z jednej strony ugodowości wobec Rosji, z drugiej niechęci do Ukrainy: od zniesienia sankcji na handel ropą i olejem napędowym z Rosją, przez nieprzyjazne gesty wobec Ukrainy, aż po możliwe spotkanie z Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem.
O tym, że politycy mogą się spotkać, poinformował dziennik "The Wall Street Journal". Spotkanie miałoby dotyczyć zakończenia wojny w Ukrainie, jednak bez udziału Wołodymyra Zełenskiego. To oczywisty afront wobec ukraińskiego prezydenta. Trump uderzył w niego zresztą, pisząc, że "Zełenski chce przedłużenia wojny".
Jakie cele przyświecają Trumpowi? Z czego wynikają? Pytamy o to specjalistę w zakresie polityki amerykańskiej, Rafała Michalskiego, współpracownika magazynu "Układ sił", poświęconego tematyce międzynarodowej.
Trump utraci kontrolę nad Kongresem?
Wszystko to, jak wyjaśnia Michalski, wiąże się z wyborami połówkowymi (midterms), które odbędą się na początku listopada. Jak wskazuje analityk, Donald Trump musi zakładać, że w listopadzie straci kontrolę nad Kongresem.
– Wielce prawdopodobne, że nad Izbą; Senat nadal jest kwestią otwartą. Przed Białym Domem wyzwanie negocjowania z opozycją – już większościową – ustaw budżetowych. A w ich ramach można wprowadzić przepisy uderzające w samodzielną możliwość władzy wykonawczej do prowadzenia rozmów gospodarczych z Rosją. Jeśli prezydent zawetuje takową, dojdzie do zamknięcia rządu. Analogicznie mają się sprawy z relacjami z Izraelem oraz Iranem – mówi Wirtualnej Polsce Michalski.
Do zaprzysiężenia nowej większości, które odbędzie się na początku stycznia 2027 r., Donald Trump może chcieć, jak mówi ekspert, wprowadzić polityki, z których wycofać się byłoby "trudniej". A ewentualne porozumienie z Rosją nie będzie mieć poparcia wśród całego klubu Demokratycznego, a być może dużej części Republikańskiego. Stąd właśnie działania np. na rynku handlu paliwem.
A przecież nie dalej jak 18 września Donald Trump podpisał tzw. ustawę Grahama (nazwaną tak od nazwiska autora, zmarłego senatora Lindseya Grahama), której celem było zwiększenie presji ekonomicznej na Moskwę w związku z wojną przeciwko Ukrainie. Zakazywała ona m.in. importu rosyjskiej ropy naftowej. Trump podeptał zapisy tej ustawy, a na rynek amerykański mają trafić setki tysięcy ton rosyjskiej ropy naftowej.
Michalski przypomina, że w 2022 r. Kongres federalny uchwalił ustawę sankcyjną zakazującą importu do USA rosyjskiej ropy oraz oleju napędowego. Nie zawarto w przepisach mechanizmu "wstrzymania". Każda umowa w tym zakresie – bez porozumienia z Kongresem – narusza przepisy sankcyjne. A Trump samodzielnie wstrzymał zapisy tej ustawy.
Biały Dom argumentuje, że istnieje precedens wynikający z rozporządzenia wykonawczego Joe Bidena z roku 2022, ale to zdaniem analityka "kreatywna interpretacja", nie bez przyczyny budząca kontrowersje.
– Z Ustawą Grahama jest o tyle specyficzna sytuacja, że nawet nie nałożono żadnej sankcji na mocy tego prawa. Co więcej, w tej ustawie nie ma żadnego narzędzia egzekwującego od prezydenta wykonanie prawa. Donald Trump nie musiał "zawieszać" przepisów praktycznie, celem Rozporządzenia Wykonawczego miał być jakiegoś rodzaju "komunikat", "symbol" – tłumaczy Wirtualnej Polsce ekspert.
I dodaje coś jeszcze: – Być może jest to zatem uspokojenie rynków światowych w czasach zamieszania sprowokowanego interwencją w Iranie, utrzymanie Rosji jako "stabilnego eksportera".
Ameryka "fiskalna" kontra Ameryka "ideologiczna"
Ma to, zdaniem Michalskiego, głębszą podbudowę. Jeśli, jak mówi, posłuchać młodszych stażem politycznym Republikanów, często powracającym motywem jest postrzeganie polityki USA po 1989 r. jako "ideologicznej".
Waszyngton miał prowokować napięcia na świecie poprzez bezpośrednie próby prymatu zachodniej kultury. Czy to rozszerzenie NATO, czy "polityka praw człowieka" Obamy. Donald Trump zaś do polityki zagranicznej wprowadził perspektywę "fiskalną". Jeśli tematem podstawowym jest "dług publiczny", "wydatki rządowe" – naturalnym pytaniem, które musiało paść, było: jeśli należy ograniczyć finansowanie socjalne, to być może również zagraniczne?
– A nieograniczona operacja w Iranie, a w szczególności jej koszty, tylko wzmacnia takie dyskusje po "prawej" stronie. Ukrainę łatwo uznać za "koszt", i to prosty do ograniczenia – wystarczy traktat z Moskwą – mówi Rafał Michalski.
Widać już efekty takiego podejścia – zamknięcie programu pomocowego USAID. Jego celem było wspieranie rozwoju gospodarczego, pomocy humanitarnej, walki z ubóstwem oraz projektów zdrowotnych i infrastrukturalnych w ponad 100 krajach. Co więcej, Ameryce grozi w przyszłym roku paraliż budżetowy, ponieważ Trump nie chce iść na jakiekolwiek kompromisy z Demokratami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.