Starła się z rzeczniczką praw dziecka, odebrano jej dzieci. Musiał interweniować sąd
Sprawa ma swój początek 14 sierpnia br. Rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak podczas spaceru zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Kiedy zwróciła jej uwagę, kobieta wulgarnie odpowiedziała — relacjonuje Zero.pl.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Horna-Cieślak zgłosiła sprawę policji. Funkcjonariusze jednak po sprawdzeniu rodziny nie znaleźli podstaw do interwencji. Sprawa trafiła więc do sądu rodzinnego. Jak podaje portal, z sędzią, który zajmował się sytuacją, niemal niezwłocznie skontaktowało się biuro Rzecznika Praw Dziecka. Jego pracownik starał się przekonać sędziego o konieczności odebrania małoletnich rodzicom. Sąd ostatecznie również nie stwierdził jednak podstaw do wydania takiej decyzji. Brak podstaw do umieszczenia nieletnich w pieczy zastępczej stwierdza później także kurator sądowy.
Czytaj nas częściej w Google
Rzeczniczka praw dziecka pojawiła się na posterunku policji. Nagle zapadła decyzja
Wszystko zmieniła wizyta rzeczniczki praw dziecka na posterunku policji. Po rozmowach, w których oprócz niej brali udział także komendant stołeczny policji i policjantka, rodzice otrzymali nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dwójki dzieci w wieku trzech i czterech lat.
Ponieważ rodzicom w tak krótkim czasie nie udało się zabezpieczyć opieki nad dziećmi, musiały one trafić do domu dziecka.
Sprawa wróciła do sądu, który miał ocenić zasadność zastosowania takich środków. Po przeanalizowaniu sprawy sędzia nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. Postanowienie sądowe jest wykonalne od razu i nadrzędne wobec policyjnych zakazów.
Ruszyło wszczęte przez sąd postępowanie. Policjantka, która wydała decyzję wobec rodziców dzieci, zeznaje, że w chwili podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Natomiast ich matka tłumaczy, że szarpała dziecko, ponieważ nagle wyszło na jezdnię, czemu Horna-Cieślak nie zaprzecza. Zdaniem sądu zachowanie kobiety było jedynie reakcją na strach.
Monika Horna-Cieślak chciała "wykorzystać autorytet"? Sąd podjął decyzję
W sprawie RPD pojawiło się stwierdzenie, że mogła ona próbować "wykorzystać autorytet piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci". Horna-Cieślak przedstawia w sądzie także argumenty dotyczące sytuacji rodziny, w tym przeszłości ojca dzieci. Sąd nie uznaje jednak żadnego z nich za powód do odebrania małoletnich — opisuje Zero.pl.
Zdaniem sądu całokształt działań podjętych wobec rodziny "może nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej". Sędzia podkreślił także, że dla tak małych dzieci rodzice są "całym dotychczasowym wszechświatem", więc pobyt w placówce opiekuńczej mógłby wywoływać u nich traumę i poczucie izolacji od najbliższych.
Portal poprosił biuro RPD o komentarz w sprawie. W uzyskanej odpowiedzi stwierdzono, że Horna-Cieślak była świadkiem "stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym" i "miała prawny obowiązek podjęcia działań".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.