Netanjahu oskarża obce państwa o ingerencję. „Istnieją poważne podejrzenia”

Opracowanie: Piotr Parzysz Publikacja: Dzisiaj, 5 listopada (06:30)
Ustępujący premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył, że „istnieją poważne podejrzenia” zagranicznej ingerencji w wybory parlamentarne w Izraelu 27 października. „Musimy dotrzeć do całej prawdy” – powiedział.
Benjamin Netanjahu, fot. ABIR SULTAN /PAP
„Musimy bronić kraju”
Benjamin Netanjahu twierdzi, że „obce państwa zaangażowały olbrzymie sumy pieniędzy, by wpłynąć na wyniki wyborów w Izraelu”.
Musimy dotrzeć do całej prawdy, niezwłocznie i bez zatajeń. Uczciwość wyborów jest kamieniem węgielnym demokracji. Musimy jej bronić i musimy bronić swego kraju – powiedział Netanjahu.
Partia Likud, której przewodzi Netanjahu, zarzuca partiom arabskim fałszerstwa wyborcze. Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej, sędzia Noam Solberg, podkreślił jednak w niedzielę, że wybory przeprowadzono prawidłowo, a ich wyniki odzwierciedlają wolę wyborców. Dodał też, że trwające śledztwo w sprawie podejrzeń o zagraniczną ingerencję nie podważa wyniku głosowania.
Propozycja Netanjahu. „To kwestia naszego przetrwania”
Netanjahu zaapelował też, by utworzyć pod jego przywództwem „szeroki rząd narodowy”, otwarty dla wszystkich partii syjonistycznych. Według niego rząd zależny od partii arabskich nie będzie w stanie walczyć z radykalnym islamem i podzieli społeczeństwo izraelskie.
Taki rząd nie tylko nie będzie w stanie walczyć z naszymi wrogami, ale też po prostu rozerwie nas od wewnątrz. To kwestia naszego przetrwania - powiedział, przemawiając na tle flagi Izraela.
Wyniki wyborów w Izraelu
Prezydent Izraela Icchak Hercog otrzymał w środę oficjalne wyniki wyborów. Żaden z dwóch głównych bloków nie uzyskał większości 61 mandatów w 120-osobowym Knesecie. Blok Netanjahu zdobył 53 mandaty, a ugrupowania opozycyjne skupione wokół byłego szefa sztabu armii Gadiego Ajzenkota – 48. Pozostałe 19 przypadło partiom arabskim, z którymi żaden z głównych bloków nie chce tworzyć koalicji. Oznacza to trudne negocjacje i ryzyko kolejnych wyborów.
Jak donosiły kilka dni temu izraelskie media, szef izraelskiej lewicy Jair Golan rozpoczął rozmowy z arabskimi partiami na temat współpracy przy tworzeniu przyszłego rządu. Przewodniczący lewicowej partii Demokraci zabiega o utworzenie wspólnego bloku politycznego ze Zjednoczoną Listą i partią Raam. Ugrupowania te zdobyły łącznie 19 mandatów w 120-osobowym Knesecie. Wraz z Demokratami dysponowałyby 27 miejscami w parlamencie.
Pomysł budzi kontrowersje. Ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee ocenił, że udział arabskich polityków w przyszłej koalicji byłby „niepokojący”. Tymczasem po ostatnich wyborach żaden z głównych bloków politycznych nie dysponuje większością w Knesecie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.