"Nie będę z siebie robił anioła". Nawrocki o konflikcie z Tuskiem
- Nawrocki przyznaje, że jest stroną konfliktu z rządem. Ostre reakcje tłumaczy oczekiwaniami wyborców i mandatem 10,5 mln głosów.
- Prezydent ostrzega, że spór polityczny wszedł do polskich domów. Jego zdaniem Polacy "w rodzinach idą za daleko".
- Jako dowód gotowości do kompromisu podaje dwie decyzje. To przekazanie ponad 3 mld zł na ochronę zdrowia i podpis pod ustawą lewicowej ministry.
Youtuber zapytał prezydenta, czy po ludzku nie męczy go konflikt, który obserwujemy w mediach. - Bardzo mnie męczy. Myślę, że męczy wszystkich Polaków ten konflikt - odpowiedział Nawrocki.
Zastrzegł, że spór sam w sobie nie jest niczym złym. - Dyskusja jest stałą cechą demokracji, to znaczy w każdej demokracji jest dyskusja polityczna i to jest normalne, to się dzieje na całym świecie. Natomiast to, co mnie męczy i co dla mnie jest niepokojące, to skala tego konfliktu. To jest to, że ten konflikt przenosi się do środowisk, do rodzin, do rodzinnych stołów - mówi.
- Każdy ma prawo wybrać swojego prezydenta, swoje ugrupowanie do parlamentu. (…) Ale nie powinno to się przenosić na taki poziom dyskusji. Tak, Nawrocki zrobił dobrze, Nawrocki zrobił źle. Zgadzam się z tym wetem, nie zgadzam się z tym wetem - ale myślę, że przekraczamy tę granicę, w której po prostu Polacy w rodzinach idą za daleko w tym sporze - dodaje.
"Takiego prezydenta wybrali Polacy"
Zapytany, czy sam nie przekroczył tej granicy, Nawrocki nie zaprzeczył. - Ja oczywiście jestem częścią tego konfliktu. Ja uznaję, że rząd, który obecnie funkcjonuje - na poziomie statystyk, dziury budżetowej, pewnych rzeczy, które obserwujemy publicznie, pewnych afer - staram się reagować w sposób adekwatny - mówi.
- Oczywiście ja nie będę z siebie robił anioła, że nie potrafię mocno zareagować na rzeczy, z którymi się nie zgadzam, ale myślę, że takiego prezydenta wybrali Polacy. To znaczy odpowiedzialność, którą niosę, nie niesie jej żaden polityk w Polsce. 10,5 miliona głosów, pięcioletnia kadencja. Są konkretne zobowiązania, ale są też rzeczy, w których robię krok do tyłu - przekonuje.
- Tam, gdzie jest możliwość zawarcia kompromisu, staram się to robić, a tam, gdzie mam prawo przypuszczać, że naród oczekuje ode mnie zdecydowania i wyraźnego języka, to z tego korzystam - dodaje.
3 mld zł i ustawa lewicowej ministry
Pierwszy przykład to Fundusz Medyczny. - Rzadko się o tym mówi, ale jest coś takiego jak fundusz medyczny. Mimo że nie odpowiadam za dziurę w służbie zdrowia, gdy przyszło do przekazania ponad 3 miliardów złotych na służbę zdrowia, uznałem, że to jest po prostu dobre dla pacjentów. To znaczy krytycznie oceniam działania rządu w służbie zdrowia. Czemu mamy za to płacić? Ale jednak te 3 miliardy trzeba przekazać - mówi prezydent.
Drugi to ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy przygotowana przez ministrę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. Jak podkreśla Nawrocki, głosowały przeciw niej "wszystkie formacje konserwatywne". - Ja uznałem, że możliwość zmiany umów śmieciowych, szczególnie dla młodzieży, niesie w sobie wartość pomimo pewnych luk, które tam się pojawiały - tłumaczy.
Prezydent przyznaje, że częściej podpisuje ustawy zgodnie z głosem swojego zaplecza. - Ale czasami są momenty, w których muszę w imieniu narodu powiedzieć: myślę inaczej - podsumował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.