Marcin Przydacz o umowie USA-Rosja. "Nie mamy do czynienia z resetem"
Donald Trump ogłosił w piątek zdjęcie części sankcji nałożonych na Rosję. W wyniku umowy z Moskwą na rynek trafi w październiku 300 tys. ton oleju napędowego. Decyzja została odebrana negatywnie m.in. przez Wołodymyra Zełenskiego, który uznał działania Trumpa za oznakę słabości.
W poniedziałkowym "Graffiti" szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz stwierdził, że Pałac Prezydencki pozostaje zwolennikiem utrzymywania i uszczelniania sankcji wobec Rosji.
- To jest próba zareagowania na to, co się dzieje na rynkach energii w USA, natomiast mogę wprost powiedzieć, że Polska, na pewno pan prezydent, ja, my jesteśmy zwolennikami twardej polityki wobec Rosji i twardych sankcji wobec Rosji, a nie prób ich rozmontowywania. To jest absolutnie jasne - powiedział Marcin Przydacz.
Amerykańsko-rosyjski deal ws. oleju napędowego. Przydacz: Jesteśmy zwolennikami twardej polityki
Prowadzący Marcin Fijołek zasugerował, że gdyby podobnego zbliżenia z Putnem dopuścił się kanclerz Niemiec czy prezydent Francji, to krytyka ze strony Pałacu Prezydenckiego byłaby znacznie bardziej zdecydowana niż ma to miejsce wobec Donalda Trumpa. - Powiedzmy sobie wprost, może nie chcemy drażnić Waszyngtonu dzisiaj przesadną krytyką - zasugerował dziennikarz.
- Jestem przedstawicielem polskiego państwa, które ma dzisiaj swoje konkretne interesy do realizacji. Tym interesem jest realizacja amerykańskiej bazy wojskowej - stwierdził szef Biura Polityki Międzynarodowej.
- Jeśli Rosja siądzie do stołu i zacznie wycofywać wojska np. z Ukrainy, to być może trzeba będzie zareagować w odpowiedni sposób, znosząc pewne sankcje. Dzisiaj takiej sytuacji nie ma - powiedział Marcin Przydacz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.