ESPN DeportesCómo sustituyó Manchester City a Rodri: 11 ventas y $695 M en fichajesESPNDraft Guide: Rankings, mock drafts and analysisInquirerValue of kush haul found in yacht at Subic port rises to P366.65MThe Jerusalem PostTenne offers gourmet kosher food for effortless holiday hosting - reviewPunchNigerian woman missing in Qatar 72 hours after airport exit — NCAA officialוואלהאחרי פרישת ג'עפר פרח: סמיר אבו זיד נבחר למקום השני ברשימת חד"שGlobal NewsTransit push in Montreal could generate more GDP than vehicular focus: studyRolling StoneWatch 24 Different Versions of ‘Go Your Own Way’ by Fleetwood Mac and Their OffshootsWirtualna PolskaKuba bez prądu i czystej wody. Tysiące osób zmagają się z chorobąNU.nlHadj Moussa ontbreekt door transferperikelen bij Feyenoord in duel met NECIl Fatto QuotidianoTentativo di estorsione a Fabrizio Corona, minacce a lui e al figlio per 500 euro: denunciato un 20enne7sur7Parc Dragon Ball près de Paris: les ayants droit japonais démentent tout accord
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 5, 2026

Nowa dieta w szkołach. Nazwa podzieliła Polskę

Translate

Problem z nową dietą sprowadza się tak naprawdę do jej nazwy, która faktycznie zaufania nie budzi. Dlaczego nie jest to "dieta zdrowego dziecka"? Dlaczego międzynarodowe gremium przygotowujące założenia dobrej diety dla ludzkości, po pierwsze skupiło się na planecie?

W komisji EAT-Lancet zasiadali specjaliści i od żywienia, i od klimatu, ci ostatni oczywiście o właściwych poglądach. Rodzice więc mogą mieć wątpliwości, czy interesów planety nie przedłożono nad interes dziecka. W końcu część z nich choć trochę pamięta czasy, gdy interes społeczeństwa zdecydowanie stał w sprzeczności, nieraz morderczej, z interesem pojedynczego człowieka.

Awantura o nazwę

"Dieta planetarna" nie mogła awantury nie wywołać. W końcu trochę się działo w ostatnich latach. Mieliśmy choćby prezydenta Warszawy ogłaszającego, że "planeta płonie".

Europosłanka Sylwia Spurek zapowiadała ostateczną rozprawę nie tylko z wołowiną, ale także nabiałem ("krowy są gw****ne, by dawać mleko").

Do tego młodzi nastoletni idealiści, czyli Ostatnie Pokolenie przyklejające się do mostów, no i w końcu mieliśmy samego Billa Gatesa, także promującego wizję końca świata, do czasu, kiedy na jego fundację, poświęconą temu zagadnieniu, płynęły pieniądze od Warrena Buffetta. Gdy w związku z aktywnościami Gatesa w przysiółku pana Epsteina inwestor zakręcił kurek, a sam Gates zajął się rozwojem energochłonnej AI, okazało się, że jego ideały zdecydowanie osłabły.

Do tego liderzy narracji o zeroemisyjności, czyli choćby Ursula von der Leyen, zaczęli dogadywać umowy w rodzaju Mercosuru czy mniej znanego porozumienia z Indiami (FTA), w myśl których wysokoemisyjna produkcja z Niemiec czy Francji będzie mogła być wyekspediowana do tamtych krajów, a przecież atmosfera jest jedna. Do tego dochodzą gospodarcze deale Niemiec z Chinami i kosztowne, duszące nasz przemysł, uprawnienia ETS, na których zarabiają także międzynarodowi spekulanci.

Zwykła dieta

Część rodziców podeszła więc - i miała święte prawo podejść - do sprawy z dużą podejrzliwością.

Najzabawniejsze i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że patrząc na samą dietę, to nic szczególnego. W sumie mniej więcej odpowiada ona zaleceniom większości dietetyków: mniej czerwonego mięsa, więcej warzyw strączkowych i ryb. Do tego trochę zaleceń dotyczących niemarnowania żywności, produktów sezonowych i tym podobnych. Ot, ta cała troska o planetę.

Problem z dietą planetarną będzie taki jak ze wszystkim innym w polskich szkołach. I jak z dietą szpitalną albo więzienną. W państwowych szkołach będzie po staremu. Kucharki będą stawać na głowie i lewą ręką łapać się za prawe ucho, by, operując w groszowych stawkach, zdołać przygotować dania odpowiadające nowym wymogom. Ryby, produkty sezonowe i tym podobne są, owszem, bardzo zdrowe. Pytanie o ich jakość, gdy nie ma na nie środków.

Przede wszystkim mamy jednak do czynienia z kolejną awanturą, która przykrywa to, co najważniejsze. Polska szkoła jest wyrazem ideologicznych pasji kolejnych ministrów, ze szczególnym uwzględnieniem obecnej, która przed początkiem roku szkolnego nie mogła odpuścić sobie ataku na biskupów na zasadzie "wiecie, jacy oni są".

Planeta zastępcza

Tymczasem w polskiej niedofinansowanej szkole brakuje nauczycieli. I to nie tylko tych, którzy uczą patriotyzmu albo o mniejszościach seksualnych, ale matematyków, fizyków, nawet bardzo niesłusznie pogardzanych dziś historyków.

Z powodu niskich zarobków najzdolniejsi uciekają z branży, za granicę albo zajmują się… korepetycjami, co oznacza, szczególnie na poziomie licealnym, oddolną dodatkową prywatyzację, wygodną w przypadku coraz popularniejszych dziś indywidualnych toków nauczania. Na to nakładają się dość przerażające koncepcje w rodzaju braku prac domowych, które można by podsumować: czego nie nauczymy cię w szkole, tego nie nauczysz się w domu.

Polska szkoła jest biedniejsza niż Polska, nauczyciele sfrustrowani, zawód ten stracił prestiż. Składa się to także na poziom naszych uniwersytetów, które są w światowym ogonie. To z kolei się przekłada, bo nie może nie przekładać, na gospodarkę i jej model, drenaż najlepszych za granicę, brak krajowego kapitału, intelektualnej własności projektów i patentów. Ale nam wystarczy rzucić hasło pod tytułem "dieta planetarna", byśmy rzucili się sobie do gardeł i prawdziwe problemy ministerstwa i ministrów, także tych, którzy czują się "gospodarkami", a przede wszystkim polskiej szkoły, mamy wszyscy z głowy.

"Polityczny WF": Kaczyński stracił coś ważnego. Widać to od razu INTERIA.PL


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.