"Rdzenni Europejczycy będą mniejszością"? Ta mapa tego nie pokazuje
Prawicowi politycy wykorzystują kryzys migracyjny w Ceucie do celów politycznych
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: x.com
To nie jest zwykła mapa Europy. Zaznaczono na niej tylko wybrane kraje, przede wszystkim Europy Zachodniej i Północnej, oraz Polskę. Na państwa naniesiono daty: na przykład w Szwajcarii jest to rok 2038, w Niemczech 2045, a we Francji 2050. Dla Polski to odległy rok 2137.
Według internetowych opisów właśnie wtedy w tych krajach migranci zaczną stanowić większość populacji. Ma to wynikać "z modelu matematycznego opracowanego przez Szwedzki Instytut Remigracji (IFR)". Nietrudno domyślić się, że mapa szybko zyskała popularność wśród europejskiej prawicy, która chętnie wykorzystywała ją do nakręcania antyimigranckich nastrojów.
"Według Szwedzkiego Instytutu Remigracji w ciągu 30 lat rdzenni Europejczycy będą mniejszością w części krajów Europy" - pisał 7 października polityk Konfederacji Marek Tucholski. "Najszybciej bo już za 12 lat stanie się to w Szwajcarii. Potem za 18 lat w Belgii, a już za 19 lat będziemy na zachodzie graniczyć z kalifatem. Pięć lat później to samo czeka Francję" - dodał (pisownia wszystkich wpisów oryginalna).
Mapę udostępniali m.in. politycy polskiej prawicy
Źródło zdjęcia: Facebook
"To bardzo poważne ostrzeżenie demograficzne. (...) To oni (nierdzenni mieszkańcy - red.) będą niedługo większością i to ich wartości (że tak to nazwę) zdominują nasz świat. Będziemy mniejszością. Nie będziemy mieli dokąd się wyprowadzić. Zostaniemy i będziemy musieli podporządkować się ich zwyczajom, kulturze (?) oraz religii" - pisał Marcin Witkowski z Ruchu Narodowego.
Politycy Konfederacji publikowali jednak mapę bez Polski oznaczonej rokiem 2137. Ta wersja - z datą - pojawiała się głównie we wpisach anonimowych użytkowników Facebooka i serwisu X, którzy również powoływali się na Szwedzki Instytut Remigracji.
FAŁSZ
Mapa krążyła w sieci również w wersji z Polską
Źródło zdjęcia: Facebook
Wyjaśniamy, kto tak naprawdę stoi za tą mapą i dlaczego nie należy traktować jej jako wiarygodnego źródła.
Polski na mapie brak
Mapę rzeczywiście stworzył Instytut Remigracji. Nie jest to jednak żadna szwedzka instytucja badawcza, tylko czysto polityczna inicjatywa aktywisty skrajnej prawicy z Austrii. Zanim jednak wyjaśnimy pochodzenie mapy, zaznaczmy, że na oryginalnej wersji nie ma zaznaczonej Polski.
Polskę na mapę w ramach żartu dodał jeden z użytkowników serwisu X. Celowo użył liczby 2137, która w internecie kojarzy się z godziną śmierci papieża Jana Pawła II. Z tego powodu niektórzy użytkownicy wychwycili przeróbkę, ale wielu uwierzyło w to, co zobaczyło na mapie.
Oryginalna mapa (po lewej) i przeróbka z Polską (po prawej)
Źródło zdjęcia: x.com
Czy jednak oryginalna mapa, bez Polski, jest wiarygodna?
Nie instytut, tylko prawicowy aktywista
Po pierwsze nie ma wątpliwości, że mapa powstała w celach politycznych i miała udowodnić założoną tezę. Stworzył ją Instytut Remigracji, który wbrew nazwie nie jest żadnym instytutem lub ośrodkiem naukowym, a prywatną inicjatywą Martina Sellnera. To pochodzący z Austrii skrajnie prawicowy aktywista, założyciel Ruchu Tożsamościowego Austrii powiązanego ze środowiskiem neonazistowskim. Ze względu na jego poglądy i powiązania w przeszłości deportowano go z Wielkiej Brytanii i odmawiano wjazdu do Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Szwajcarii.
Martin Sellner
Źródło zdjęcia: CHRISTIAN BRUNA/PAP
Sellner otwarcie propaguje teorię spiskową "podmiany populacji", "zastąpienia populacji" lub "wielkiej podmiany" według której rządy krajów europejskich celowo sprowadzają migrantów z Afryki i Azji, żeby zastąpić nimi własnych obywateli. "Rdzenna ludność kurczy się i jest zastępowana przez ludność obca, która rośnie dzięki migracji i zastępczym urodzeniom" - pisał w swojej książce z 2024 roku. Sama remigracja to nacjonalistyczna idea zakładająca zmianę struktury demograficznej Europy poprzez masowe deportacje osób pochodzenia nieeuropejskiego do krajów ich (lub przodków) pochodzenia.
Austriak stworzył więc mapę, która w założeniu miała udowadniać teorię "wielkiej podmiany". W swoim modelu wykorzystał dane o obecnej populacji krajów Europy Zachodniej, przyroście naturalnym i migracji. Założył jednak, że skala migracji w najbliższych dziesięcioleciach będzie dokładnie taka sama jak w latach 2015-2024, choć akurat w tym czasie sytuacja w Europie była bardzo zmienna głównie przez kryzys migracyjny, pandemię COVID-19 i wojnę w Ukrainie. Dlatego nawet sam autor przyznaje:
Mapa przedstawia scenariusze, a nie przewidywania oparte na prawdopodobieństwie. Wskaźniki dzietności, śmiertelności, migracji (...) mogą ulec zmianom. Im dalej w przyszłość wybiega dany wynik, tym bardziej należy traktować go jako wskaźnik długoterminowych konsekwencji przyjętych założeń, a nie jako precyzyjną prognozę daty wystąpienia danego zdarzenia.
"Methodology of the IFR Demography Dashboard"
Ponadto w "modelu" europejskie społeczeństwa podzielono wyłącznie na "rdzennych" i "nierdzennych" mieszkańców, w żaden sposób nie różnicując migrantów. W efekcie krajem, w którym migranci mieliby najszybciej zacząć stanowić większość populacji jest... Szwajcaria, gdzie osiedlają się głównie obywatele innych państw Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego (prawie trzy czwarte wszystkich migrantów w 2025 roku), a najwięcej obcokrajowców pochodzi z Włoch, Niemiec i Portugalii.
Takie zdania jak "szwedzki instytut opracował model matematyczny" mogły więc stwarzać wrażenie, że mapa to efekt pogłębionych badań nad demografią i migracją w Europie. W rzeczywistości należy traktować ją wyłącznie jako polityczną próbę udowadniania prawicowej teorii spiskowej. Nie ma wiarygodnych przesłanek, żeby twierdzić, że w najbliższych dziesięcioleciach migranci będą stanowić większość populacji krajów europejskich. Nie stanie się to także w Polsce, gdzie według eksperymentalnych danych GUS cudzoziemcy na koniec 2025 roku stanowili niecałe sześć procent społeczeństwa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.