Wychodzili z restauracji, gdy padły strzały. Krakowscy chirurdzy ratowali rannych policjantów i zamachowca

Miejsce zatrzymania sprawcy w Krakowie, fot. Art Service /PAP
Sobota, 7 listopada, tuż po godz. 15. To właśnie wtedy w Krakowie doszło do dramatycznych wydarzeń. Wszystko zaczęło się na Rynku Głównym. Z czarnego Subaru, które wjechało na płytę, padła seria strzałów. Zginęło 6 osób. Napastnik – 24-latek z Ostrowca Świętokrzyskiego – ranił 15 kolejnych.
Samochód, którym uciekał Michał O., zderzył się na rogu ul. Stradomskiej i Dietla z innym autem. Zamachowiec wybiegł z Subaru i zaczęło strzelać w stronę ścigających go policjantów. Ranił dwóch funkcjonariuszy. Sam też został trafiony.
„Tato, tam strzelają do ludzi, a oni padają na ziemię”
Finał tego pościgu widzieli dr Mateusz Wierdak oraz prof. Michał Pędziwiatr – uznani chirurdzy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jedli obiad z rodzinami w pobliskiej restauracji.
Byliśmy na obiedzie w restauracji, tuż przy skrzyżowaniu Dietla i Stradomskiej. Ja z żoną i czwórką dzieci. Mateusz ze swoją żoną i trójką dzieci. Wyszliśmy na zewnątrz. Już się żegnaliśmy. Nagle mój syn krzyczy „Tato, tam strzelają do ludzi, a oni padają na ziemię”. Schroniliśmy się w aptece, byliśmy świadkami wymiany ognia między policjantami i zamachowcem. Gdy strzały ucichły, razem z Mateuszem pobiegliśmy do rannych” – mówi w rozmowie z „Gazetą Krakowską” prof. Michał Pędziwiatr.
Jak opisał prof. Pędziwiatr, uciekający samochodem sprawca po zderzeniu z innym autem wyskoczył z pojazdu i zaczął strzelać. Mimo odniesionych ran jeden z policjantów kontynuował obezwładnianie napastnika.
Przypadkowy kierowca znalazł się na linii strzału napastnika
Przy udzielaniu pomocy nie kieruje się tym, kto jest sprawcą, a kto ze służb. Dwóch policjantów było przytomnych, w powierzchownym kontakcie z postrzałami w klatkę piersiową. Sprawca też był przytomny, mówił, co go boli, miał rany postrzałowe brzucha, uda, klatki piersiowej – opisuje prof. Pędziwiatr.
Lekarz opisał, że na miejscu poszkodowany został także przypadkowy kierowca samochodu, który znalazł się na linii strzału napastnika i doznał urazu głowy. Według chirurga jego stan również był ciężki.
Od razu pojawiła się duża liczba policjantów, strażników miejskich, to było naprawdę szybko. To bzdura, że nie było dodatkowych sił na miejscu. Zaczęli wygradzać teren, opanowywać sytuację, pomagać nam i innym osobom zajmującym się rannymi – podkreśla lekarz z rozmowie z „Gazetą Krakowską”.
Dr Mateusz Wierdak zajął się jednym z rannych policjantów, przykrywając go swoim płaszczem i opatrując rany. Inni policjanci dali nam opatrunki podręczne, bo najważniejsze było opanowanie krwotoku. Ja zająłem się pozostałą dwójką rannych, ale to nie było tak, że byliśmy tam we dwójkę sami do pomocy. Był policjant z przeszkoleniem medycznym, który zresztą nas rozpoznał jako chirurgów. Była jeszcze lekarka. Wszyscy wspólnie działaliśmy – mówi prof. Pędziwiatr.
Ranni trafili do szpitali
Dzięki znajomości krakowskich realiów medycznych, chirurdzy zadbali, by poszkodowani trafili do właściwych placówek. Jeden z policjantów został skierowany do szpitala Jana Pawła II, drugi do szpitala Narutowicza, a zamachowiec oraz kolejny ranny – do Szpitala Uniwersyteckiego. Mężczyzna z ranami twarzy trafił do szpitala im. Rydygiera.
Szpital Jana Pawła II nie jest brany pod uwagę jako pierwszy w takich przypadkach, ale wiedziałem, że tam ranny policjant będzie miał największe szanse przeżycia. Zadzwoniłem do dyżurnego lekarza i zachowali się tam znakomicie, zaczęli uruchamiać blok operacyjny i kazali przywieźć rannego tam bezpośrednio – wspomina prof. Pędziwiatr.
Myśmy zrobili to, co każdy z przeszkoleniem medycznym zrobiłby na naszym miejscu, nie uważamy się za bohaterów – podsumował Michał Pędziwiatr.
Dwie osoby wypisane już ze szpitali
16 osób, które zostały poszkodowane, trafiło do sześciu krakowskich szpitali. Jedna osoba jest w stanie ciężkim, a sprawca w stanie krytycznym. Dwie poszkodowane osoby zostały już wypisane. Jak przekazał wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar, wśród rannych jest 11 Polaków i pięciu obcokrajowców.
Prokuratura wszczęła śledztwo ws. sobotniego zamachu pod kątem czynu o charakterze terrorystycznym. W mieszkaniu 24-letniego napastnika w Ostrowcu Świętokrzyskim znaleziono ciała jego 21-letniej siostry, 52-letniej matki i 53-letniego ojca. Mieli rany postrzałowe.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.