"Wieczny kandydat", przedsiębiorca, siostrzeniec Gowina. Kim jest Łukasz Gibała?
Łukasz Gibała o swoim programie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Art Service
Lokalne media czasem nazywają Gibałę "wiecznym kandydatem" i, choć może jest w tym trochę przesady, trudno nie zauważyć, że przedsiębiorca jest obecny na listach wyborczych od ponad dekady. I konsekwentnie pnie się w tabeli wyników.
Łukasz Gibała i wybory. Bywalec trzecich i drugich miejsc
Pierwszy raz wystartował w 2014 roku i już wtedy zgarnął miejsce na podium. Uplasował się jako trzeci, za pozostającym w urzędzie Jackiem Majchrowskim i popieranym przez PiS Markiem Lasotą. Wyprzedził wówczas Marię Patenę, wystawioną przez Platformę Obywatelską. Ale żaden z wystawionych przez niego wówczas 86 kandydatów do Rady Miasta nie uzyskał mandatu. Mandatów nie zdobyli też startujący z jego komitetu rok później kandydaci do Senatu.
Chociaż w 2018 ponownie przegrał wybory na prezydenta miasta (ponownie zajmując trzecie miejsce i ponownie będąc wyprzedzonym przez Jacka Majchrowskiego), tym razem wszedł w skład Rady Miasta. I już jej nie opuścił.
W 2024 przegrał znowu – tym razem nie z Jackiem Majchrowskim (który tym razem nie kandydował) a z Aleksandrem Miszalskim, reprezentującym Koalicję Obywatelską. Wyborcza batalia była brutalna. Pojawiały się fikcyjne gazetki z dramatycznymi hasłami celującymi w Gibałę: "Uwikłany, zadłużony, zależny!" i "Ten człowiek nie może zostać prezydentem Krakowa!!!". Na ścianie kamienicy w krakowskim Podgórzu, które podczas kampanii odwiedził wspierający partyjnego kolegę Rafał Trzaskowski "spontaniczni mieszkańcy" (jak twierdził Łukasz Gibała) rozwiesili transparent o treści "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa". Środowisko KO wychwyciło jednak na zbliżeniu innego kadru, że za zawieszeniem napisu stał lokalny dziennikarz związany z Gibałą.
Tym razem Łukasz Gibała zajął w wyborach drugie miejsce i – chociaż urzędu nie objął – różnica w poparciu była minimalna. Aleksander Miszalski zdobył 51,04 proc głosów a jego rywal 48,96 proc.
Przedsiębiorca źle zniósł porażkę, zarówno tę w pierwszej jak i w drugiej turze. Po pierwszym głosowaniu powiedział, że "ze zwycięstwa Miszalskiego ucieszyliby się tylko pijani turyści i deweloperzy". Po drugim długo milczał. Gdy w końcu porozmawiał z mediami potwierdził, że uznaje wynik wyborów, ale Miszalskiemu nie pogratuluje. Bo swój sukces osiągnął "również dzięki bardzo brudnym zagrywkom".
Łukasz Gibała: uznaję wynik wyborów, nie pogratuluję Aleksandrowi Miszalskiemu
Źródło: TVN24
Łukasz Gibała: majątek i tajemnice
Jedną z "zagrywek" do których prawdopodobnie nawiązuje Gibała, jest uderzanie podczas kampanii w jego powiązania rodzinne. Ojciec radnego, Leszek Gibała, jest przedsiębiorcą w branży alkoholowej. Gibała Junior był związany z tą działalnością do 2006 roku, w następnym roku w wyborach parlamentarnych uzyskał mandat posła, którym był do 2015 roku.
Po wyborach w 2015 wszedł w skład rady nadzorczej spółki akcyjnej Fiberlab (spółką-matką byłą należąca do Gibały spółka Ductor), produkującej filamenty do drukarek 3D oraz deski kompozytowe.
W 2024 roku podczas kampanii w mieście zawisły (niepodpisane przez nikogo) bannery głoszące, że firma Gibały zaciągnęła u spółek jego ojca 234 mln zł długu. Pożyczka, jak tłumaczył polityk, pomogła w inwestycji w nowy zakład. Na tydzień przed drugą turą Gibała oddał ojcu wszystkie udziały w firmie. Twierdzi, że w ten sposób spłacił dług.
Sytuacja finansowa spółek należących do Gibałów była przedmiotem dyskusji w wielu poprzednich kampaniach wyborczych. Jacek Majchrowski w mediach społecznościowych opublikował informację o przychodach spółek Alti Plus i Ductor (należących wówczas odpowiednio do Leszka i Łukasza Gibałów) z których wynikało, że firma należąca do ojca polityka odnotowała mniejszy przychód niż pożyczki, których udzielała spółce Ductor. "Skąd brały się pieniądze na pożyczki w Alti Plus do Ductor, bo wygląda, że nie miała takich pieniędzy we wskazanych latach?" – pytał ówczesny prezydent. Dociekał też, z czego Gibała zamierza spłacić 234 mln pożyczek, jeśli zostanie prezydentem i przestanie zajmować się przedsiębiorstwem.
W odpowiedzi Gibała w rozmowach z mediami przypominał, że kontrole prowadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i Krajową Administrację Skarbową nie wykazały nieprawidłowości. Twierdził też, że będące przedmiotem pytań firmy "po prostu świetnie sobie radzą na rynku". I, jak pisaliśmy powyżej, w końcu przekazał udziały w Ductorze spółce ojca. W oświadczeniu majątkowym za 2025 rok napisał, że ma 900 akcji spółki Upstart. Jego jedyny deklarowany w 2025 roku przychód to dieta radnego.
Środowisko KO zarzucało też Gibale związki z deweloperami. Chodziło między innymi o firmę jego brata. Bartosz Gibała wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że insynuacje dotyczące działalności deweloperskiej są "kłamliwe".
Kolejną interesującą postacią w drzewie genealogicznym Łukasza jest jego wuj, Jarosław Gowin. W przeszłości radny wypowiedział kilka ostrych słów pod adresem polityka PiS, podkreślając różniące ich poglądy.
- Mam do niego duży żal, że zgodził się być marionetką PiS-u – stwierdził podczas wywiadu w radiu TOK FM w 2024 roku. – Cieszę się, że jest na politycznej emeryturze, nie będzie się kompromitował – dodał.
Przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2024 roku Gibała przeprosił wyborców PiS za to, że rada miasta nadała skwerowi przy krakowskiej siedzibie partii imię Praw Kobiet, twierdząc, że nie wiedział o znajdującej się obok siedzibie partii.
Łukasz Gibała i miliony na referendum
Trzecia wyborcza porażka zmotywowała Gibałę do niekonwencjonalnych sposobów walki o władzę w mieście. W maju 2026 roku odbyło się referendum, w którym Aleksander Miszalski został odwołany. Oficjalnie organizowała je grupa mieszkańców skupionych wokół bezpartyjnego Jana Hoffmana, przewodniczącego dzielnicy I Stare Miasto, jednak zaangażowanie Gibały było oczywiste od samego początku. Radny uczestniczył między innymi w zbiórce podpisów pod wnioskiem o głosowanie.
Jednak dopiero kiedy komitet referendalny wysłał do komisarza wyborczego sprawozdanie finansowe stało się jasne, że poparcie radnego dla całego przedsięwzięcia miało przede wszystkim wymiar materialny. 1,89 mln z 1,97 mln złotych zgormadzonych na cele referendalne zostało przekazanych przez Stowarzyszenie "Kraków dla Mieszkańców" Łukasza Gibały. Rękami swojego stowarzyszenia Gibała praktycznie w całości sfinansował referendalną kampanię.
Na swoją obronę podkreślał, że Miszalski wydał dwa razy więcej na działania przeciwko referendum.
- Broniąc się przed odwołaniem, Aleksander Miszalski cały czas wydawał mnóstwo pieniędzy na propagandę. Na samą urzędową gazetę poszło 3,5 mln złotych. Dlatego zwiększyliśmy zakładany budżet, żeby zniwelować tę ogromną przewagę finansową, jaką Miszalski miał nad Janem Hoffmanem i komitetem obywatelskim oraz zapewnić inicjatorom referendum równe szanse w tym starciu - tłumaczył w rozmowie z "Wyborczą" Gibała.
Obecnie zarówno Jan Hoffman i Łukasz Gibała są kandydatami na prezydenta Krakowa.
Najważniejsze punkty programu Łukasza Gibały
Program Gibały został podzielony na 11 segmentów: "Nie dla kolesiostwa", "Naprawa finansów", "Transport", "Planowanie przestrzenne", "Zdrowie", "Sport bliżej Mieszkańców", "Gospodarka", "Mieszkalnictwo", "Turystyka", "Seniorzy" i "Zwierzęta".
Pierwszy punkt jest zbieżny z wątkami podnoszonymi w kampanii referendalnej, gdy Aleksandrowi Miszalskiemu zarzucano zatrudnianie urzędników wyższego szczebla na podstawie partyjnych powiązań a nie kompetencji. "Przeprowadzimy weryfikację wszystkich osób zatrudnionych w ciągu ostatnich dwóch lat w urzędzie oraz miejskich spółkach. Każdy przypadek zostanie przeanalizowany pod kątem możliwych przesłanek nepotyzmu, kolesiostwa czy braku transparentności przy przeprowadzaniu konkursów" – zapowiada Gibała. Obiecuje też zmniejszenie liczby spółek miejskich i przeprowadzanie "uczciwych konkursów" dla pracowników urzędów".
Wśród deklaracji "wiecznego kandydata" znalazło się też: przeprowadzenie audytu w urzędzie miasta i spółkach, obcięcie wydatków na promocję miasta, dofinansowanie miejskich szpitali, utworzenie nowych miejskich przychodni, przygotowanie aplikacji, która zintegruje bazę miejskiej infrastruktury sportowej, utworzenie Miejskiego Laboratorium, które połączy "sztuczną inteligencję, robotyzację i cyfryzację z wiedzą i siłą mieszkańców, przedsiębiorców i urzędników", wspieranie lokalnych przedsiębiorców, przyspieszenie remontów pustostanów i przywrócenie ich na rynek mieszkaniowy, zabieganie o zmiany przepisów, "dzięki którym samorządy będą mogły ograniczać najem krótkoterminowy na wybranych obszarach miasta", zwiększenie liczby bezpłatnych toalet w mieście i stworzenie cmentarza dla zwierząt.
Gibała zapowiada też powołanie Burmistrza Nocnego "na nowych zasadach". Ta funkcja już w mieście istnieje, jednak zdaniem kandydata obecny burmistrz reprezentuje interesy sektora turystycznego i gastronomicznego, a nie mieszkańców.
- Zależy mi na tym, by miasto przestało być tak betonowane, jak do tej pory. By w sporach dewelopera z mieszkańcami miasto zawsze stawało po stronie mieszkańców i żeby ich dobro było ważniejsze. Po drugie zależy mi bardzo na tym, by przywrócić poprzednie ceny komunikacji miejskiej i żeby wzmocnić komunikację miejską. W Krakowie bardzo długo się stoi w korkach i bez wzmocnienia komunikacji miejskiej te korki nie znikną. Po trzecie jest gigantyczne zadłużenie w naszym mieście, jesteśmy najbardziej zadłużonym ze wszystkich dużych miast w Polsce. Trzeba ten problem rozwiązać poprzez poszukanie dodatkowych źródeł dochodów – mówił kandydat.
Jednym z tych dodatkowych źródeł ma być wysokiej opłaty turystycznej, sięgającej nawet 40 złotych od osoby za nocleg.
W sekcji "Transport" Gibała obiecuje rozbudowę linii tramwajowych, uruchomienie połączeń komunikacji miejskiej na "białych plamach" komunikacyjnych, wprowadzenie biletu przystankowego, cofnięcie ostatnich podwyżek cen biletów, budowę parkingów P&R oraz przeprowadzenie referendum w sprawie Strefy Czystego Transportu.
Wielkim nieobecnym jest wątek metra. W poprzedniej kampanii Łukasz Gibała, podobnie jak jego rywal, deklarował poparcie dla tej inwestycji. Teraz na próżno szukać jej w jego programie. Kandydat tłumaczy to krótką kadencją – kolejne wybory odbędą się już wiosną 2029 roku.
- Nie obiecuję metra, nie obiecuję nowego stadionu miejskiego, bo nie da się w dwa lata wybudować nowego stadionu – stwierdził Gibała w rozmowie z TVN24.
Doktor filozofii, poseł, przedsiębiorca
Łukasz Gibała urodził się w 1977 roku w Krakowie, jest doktorem filozofii. Działalność polityczną zaczął w 2004 roku, wstępując do Platformy Obywatelskiej. W 2006 roku z jej listy został wybrany do Sejmiku Małopolskiego, pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Rozwoju Regionu, Promocji i Współpracy z Zagranicą, oraz członkiem Komisji Budżetu, Mienia i Finansów w samorządzie województwa III kadencji. W 2007 i 2012 roku trafił do Sejmu z listy PO. Przez dwa lata był przewodniczącym struktur małopolskiej PO, póki nie przeszedł w 2012 roku do klubu poselskiego Ruchu Palikota.
- PO odeszła od idei, które leżały u jej podstaw – uzasadnił wówczas.
W 2014 roku odszedł z Twojego Ruchu (partii przekształconej z Ruchu Palikota), w zarządzie którego zasiadał. Rozpoczął trwającą ponad dekadę walkę o władzę w Krakowie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.