Po serii tragedii na przejazdach minister infrastruktury zapowiada zmiany. Związkowiec mówi wprost: to nie zadziała
– Miarka się przebrała – mówią maszyniści z całej Polski w reakcji na tragiczną serię wypadków, jakie w ostatnich dniach miały miejsce na przejazdach kolejowych w całej Polsce. W ciągu zaledwie siedmiu dni pociągi aż cztery razy uderzały tu w samochody, które mimo ostrzeżeń o nadjeżdżającym składzie wjechały na tory. Bilans serii to dwie ofiary śmiertelne i kilkunastu ciężko rannych.
By pokazać rządzącym, że problem bezpieczeństwa na kolei trzeba pilnie rozwiązać, maszyniści dziś o północy rozpoczęli akcję protestacyjną. Wielu z nich zwalnia do prędkości 20/h za każdym razem, gdy dojeżdża do przejazdów. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Około godz. 8 wiele pociągów miało opóźnienia i nie mieściło się w rozkładzie. Rekordziści mają już ponad trzy godziny opóźnienia, kilkanaście co najmniej godzinę, a kilkadziesiąt – więcej niż pół godziny. W ciągu 12 godzin trwania protestu na polskie tory ma wyjechać 3 tys. pociągów. Opóźnienia mogą więc rezonować na cały dzień.
Tomasz Mateusiak, Wirtualna Polska: Polską kolej sparaliżuje strajk maszynistów?
Daniel Biernacik, wiceprezydent Związku Zawodowego Maszynistów w Polsce: Zobaczymy. Mam nadzieję, że stanie się coś, po czym Polacy naprawdę zrozumieją, że w naszym kraju jest wielki problem, którego do dziś wielu nie dostrzega. W tym kontekście ciężko mówić o tym, że będziemy protestować. To złe słowo. My maszyniści będziemy... apelować o danie nam prowadzącym polskie pociągi szansy na życie.
Ostro powiedziane.
Po prostu szczerze. Bycie maszynistą dziś nie jest bezpiecznym zawodem. Trwa czarna seria na polskich torach i polskich drogach. W ostatnich kilkunastu dniach miało miejsce aż cztery wypadki na przejazdach kolejowych w całym kraju. Pociągi uderzały tu w pojazdy, które wjeżdżały na przejazdy mimo ostrzeżeń o nadjeżdżającym pociągu. Na niektórych z przejazdów były nawet szlabany, które zamknęły się już po wjechaniu na tory samochodów. Kierowcy wiedzieli, że zbliża się pociąg, a mimo to nie wyłamali szlabanów i nie zjechali z torów. Oprócz narażenia samych siebie narazili też..
...maszynistów.
Tak, bo to my siedzimy na samym przodzie pociągu i jesteśmy, powiem brutalnie, pierwsi do umierania.
Co protest da?
To będzie pokazanie rządzącym, polskim decydentom z Ministerstwa Infrastruktury co się stanie, jak maszyniści zwolnią w obawie o własne życie. Jest pewne, że rozkłady jazdy staną na głowach. Przepraszamy za to podróżnych, ale to nie jest nasza wina. To wina urzędników, którzy od lat mówią o podniesieniu bezpieczeństwa na torach i nic poza tym mówieniem więcej z tym problemem nie robią.
Skąd bierze się ta czarna seria? Zawsze tak wielu kierowców wjeżdżało pod pociąg? Czy może dziś kierowca jest po prostu mniej rozważny niż 20 lat temu? Ostatnio jechałem zbierać dziennikarski materiał kilkaset kilometrów od domu. Przejeżdżałem przez tory kilka razy. I zawsze zatrzymywałem się sprawdzić, czy nie nadjeżdża pociąg. Robiłem to nawet tam, gdzie były otwarte szlabany. Przede mną kierowcy uznawali, że skoro są otwarte, to można jechać i nawet nie zwalniali. Ja stawałem, bo przecież zabezpieczenie zawsze może się zepsuć. Za sobą kilka razy usłyszałem trąbienie zniecierpliwionych.
I pana podejście jest mądre. Samochód szybciej zahamuje niż rozpędzony skład ważący kilkaset ton. Odpowiadając na pana pytanie, nie wiem, z czego to wynika, że mamy taką czarną serię. Pociągów na torach jest więcej, od kilku lat jeżdżą szybciej. Aut też na drogach mamy coraz więcej. Ale to chyba nie o to chodzi, że zwiększył się ruch na obu typach dróg.
Może to dlatego, że maszyniści już nie trąbią, gdy dojeżdżają do przejazdów? Było o tym głośno kilkanaście miesięcy temu.
W wielu miejscach maszyniści przestali trąbić po skargach, jakie składali do Polskich Linii Kolejowych mieszkańcy domów sąsiadujących z torami. Czy te wypadki są tego efektem? Trudno jednoznacznie ocenić. Na pewno sygnał dźwiękowy dawany przez lokomotywę sygnalizuje kierowcom, by nie wjeżdżać na przejazd, bo nadjeżdża pociąg. To istotnie poprawi bezpieczeństwo. Dlatego ja mimo wszystko, jak sam prowadzę pociąg, to trąbię niemal zawsze przed przejazdem. Tak zostałem nauczony pracy. Ale choć syrena na lokomotywie jest naprawdę głośna, to nie usłyszy jej ktoś, kto, przejeżdżając przez przejazd, ogląda komórkę, dzwoni lub słucha radia na pełny regulator.
Czyli winne są roztargnienie kierowców, brawura i brak wyobraźni. Może więc trzeba zwiększyć w Polsce akcje edukacyjne? Kilka lat temu do zachowania szczególnej ostrożności przy przejeżdżaniu przez tory namawiał Krzysztof Hołowczyc.
Akcje edukacyjne są dobre, potrzebne. Sami w Związku stworzyliśmy własną. Nazywa się #chcezyc. Opowiada ona historie maszynistów, którzy przeżyli wypadek kolejowy lub daje głos rodzinom zmarłych maszynistów. Problem w tym, że to, jak widać po tym, co się dzieje, raczej nie działa. Trzeba znaleźć inne rozwiązanie na skrajne zmniejszenie liczby kierowców, którzy wjeżdżają na przejazdy pod rozpędzone pociągi.
Uważa pan pomysł ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka za dobry? On chce zabierać na trzy miesiące prawo jazdy każdemu kierowcy, który wjedzie na tory pomimo ostrzeżeń o nadjeżdżającym pociągu.
Proszę mi powiedzieć, czy to zmniejszy skalę wypadków? Wątpię. Policja faktycznie wyłapie kilka osób. Będzie o tym głośno, ale inni kierowcy dalej będą wjeżdżać na rogatki pomimo sygnalizacji sugerującej, że nadjeżdża pociąg. Zrobią to, tylko wcześniej upewnią się, że w pobliżu nie ma policji. Prowadzić samochód po spożyciu alkoholu też nie można. Można stracić za to prawo jazdy, a mimo to dalej ludzie pod wpływem procentów wsiadają za kółko, bo liczą, że im się upiecze.
Ale przecież na przejazdach są kamery.
I to faktycznie jest coś, co mogłoby zadziałać. Gdyby prawo jazdy tracił każdy, kto zignoruje sygnały o nadjeżdżającym pociągu i wjedzie na tory, to zabieranie prawa jazdy miałoby sens i byłoby działaniem prewencyjnym. Tylko wówczas prawo jazdy musiałby tracić bezwzględnie każdy. Nieważne, czy się zagapił, czy zrobił to specjalnie, bo uznał, że mu się spieszy i przed pociągiem zdąży. Tylko pytanie: kto miałby te nagrania analizować, wyłapywać łamiących przepisy i później egzekwować te kary? W Polsce jest ponad 11 tys. przejazdów kolejowych, przy których zamontowane są kamery. Czy wie pan, ile z nich jest podpiętych do systemów, za pomocą których można kierowcę ukarać?
Strzelę: tysiąc?
Dziesięć! Dziesięć takich przejazdów jest w całym kraju! Na pozostałych kierowcy mogą łamać przepisy i prawdopodobnie uchodzi im to na sucho, do czasu aż nie spowodują tragedii. Oczywiście można to zadanie analizy nagrań z tych kamer dać urzędnikom GDDKiA, zarządom dróg wojewódzkich czy służbie ochrony kolei. Ale to są olbrzymie koszty dla państwa. Być może jednak trzeba te pieniądze później od kierowców łamiących przepisy jakoś ściągnąć? To są trudne dyskusje, ale właśnie takich nam dziś trzeba, by zatrzymać to, co się dzieje na przejazdach. Właśnie po to, by wreszcie ktoś w rządzie podjął takie decyzje, ma służyć to, co maszyniści robią na torach.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.