Kto zastąpi Pełczyńską-Nałęcz w rządzie? Polska 2050 chce rozmawiać z premierem
Donald Tusk o tym, kto zostanie następcą Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w rządzie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Albert Zawada
Premier Donald Tusk zapowiedział, że ma dwie kandydatki na stanowisko szefa resortu funduszy i rozwoju. W poniedziałek oświadczył, że ministerstwo zaproponuje osobie, co do której będzie miał stuprocentową pewność i zaufanie.
Pozostawienia resortu w rękach Polski 2050 chce Szymon Hołownia. Powiedział, że w innym przypadku ugrupowanie nie wyjdzie z koalicji, ale nie będzie uczestniczyć w pracach rządu.
- Liczymy na to, i taki był komunikat, że po prostu umowa koalicyjna, która została podpisana w 2023 roku będzie przestrzegana. Że będziemy mogli porozmawiać z prezesem Rady Ministrów, jak sobie wyobrażamy dalsze funkcjonowanie właśnie tego resortu i Polski 2050 w tej koalicji - powiedziała wiceprzewodnicząca Polski 2050 Wioleta Tomczak w rozmowie z PAP.
- Mamy 15 głosów, które nieraz pokazały, zwłaszcza w sytuacjach, w których nasi koalicjanci nie byli zdeterminowani do tego, żeby uczestniczyć w posiedzeniach Sejmu, że te nasze głosy są znaczące - podkreśliła posłanka. - Nie wiem, czy stracimy ministerstwo funduszy, bo to są decyzje pana premiera, ale sygnalizujemy, że naturalnym jest, by o tym porozmawiać i że wolelibyśmy po prostu dotrzymywać umowy koalicyjnej - mówiła.
Po odejściu Pełczyńskiej-Nałęcz w rządzie pozostaje przedstawicielka Polski 2050, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska. Ugrupowanie ma też ośmioro wiceministrów. Także z rekomendacji Polski 2050 Adriana Porowska pełni w Radzie Ministrów funkcję wiceprzewodniczącej komitetu do spraw pożytku publicznego.
Tomczak: nastroje w Polsce 2050 są różne
Pełczyńska-Nałęcz o odejściu z rządu poinformowała w ubiegłym tygodniu w czwartek. Napisała, że "partię zostawia w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił". W sobotę Hołownia, poinformował, że zarząd Polski 2050 podjął decyzję o usunięciu Pełczyńskiej-Nałęcz z partii.
Tomczak powiedziała, że parlamentarzyści ugrupowania starają się normalnie pracować. Dodała jednak, że w obecnej sytuacji nie jest to łatwe.
- Nastroje są różne, tego nie ukrywamy. Są zwolennicy Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, którzy teraz bardzo mocno atakują parlamentarzystów. Z drugiej strony są, nie powiem, że przeciwnicy, ale racjonalne osoby, które patrzą na to, że jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy chcą kreować politykę i każdy w tej polityce może mieć własne zdanie - przyznała.
- Staramy się w kulturalny sposób ze sobą rozmawiać, wyjaśniać, uspokajać, bo to, co najważniejsze, to jest kwestia naszej dalszej pracy w koalicji 15 października - podkreśliła Tomczak.
Tomczak: każdy kryzys trzeba jak najlepiej wykorzystać
Według posłanki, politycy Polski 2050 analizują statut partii, aby podjąć dalsze decyzje. Najwyżej w hierarchii jest obecnie Ewa Schaedler, I wiceprzewodnicząca Polski 2050. Tomczak powiedziała jednak, że to ulegnie zmianie. - Będziemy musieli tę kwestię uregulować i osobiście uważam, że trzeba to zrobić w wyborach - zaznaczyła Tomczak. - Nie wiem, czy zdążymy w tym roku, ponieważ musimy zachować wszystkie terminy, które wywodzą się ze statutu - dodała.
Pytana, czy Polska 2050 zaryzykuje samodzielny start w wyborach parlamentarnych w 2027 roku, czy będzie częścią większego bloku podkreśliła, że "takie decyzje podejmuje się na wiosnę roku wyborczego". - To, co teraz nas spotkało, jest swego rodzaju kryzysem, a każdy kryzys trzeba jak najlepiej wykorzystać. Wierzę, że być może to nas na tyle wzmocni, że będziemy chcieli wystartować samodzielnie - powiedziała.
Oceniła, że w związku z dużym rozdrobnieniem prawej strony sceny politycznej "trzeba się zastanowić, czy dobrym jest, żeby po tej stronie demokratycznej się rozdrabniać". Dodała jednak, że politycy Polski 2050 nigdy nie byli zwolennikami jednej listy. - To zadziałało w 2023 roku, jak będzie w 2027, zobaczymy - podsumowała.
Odejście Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu i partii
Pełczyńska-Nałęcz objęła stanowisko przewodniczącej partii na początku roku po rezygnacji Hołowni. Krótko po wyborach w ugrupowaniu doszło do rozłamu, w wyniku którego ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska wraz z grupą kilkunastu parlamentarzystów opuściła ugrupowanie, tworząc nowy klub parlamentarny Centrum.
Pełczyńska-Nałęcz nie kandydowała do Sejmu i nie była posłanką. Jako szefowa MFiPR miała zadanie zadbania o właściwe wykorzystanie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Kierowany przez nią resort wynegocjował z Komisją Europejską sześć rewizji KPO, dzięki czemu udało się złagodzić tak zwane kamienie milowe, czyli zadania, reformy oraz inwestycje, które Polska zobowiązała się wykonać w zamian za środki z unijnego Funduszu Odbudowy.
30 września, niedługo przed dymisją Pełczyńska-Nałęcz informowała, że cała pula środków przewidzianych w KPO zostanie zainwestowana, a inwestycje już zrealizowane odpowiadają za 1,5 procent wzrostu PKB.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.