Piotr został dawcą szpiku. "Z niczego już nie będę tak dumny"
Rekordowa ilość rejestracji w bazie DKMS
Źródło wideo: TVN24
Kluczowe fakty:
- Jak to jest zostać faktycznym, już nie potencjalnym, dawcą szpiku? Opowiedział nam o tym młody sportowiec.
- Z czym wiąże się rejestracja w bazie DKMS? Co obejmuje proces kwalifikacji?
- Wokół dawstwa szpiku wciąż pokutuje wiele mitów. W rozmowie z tvn24.pl rozwiewa je lekarka, która zajmuje się kwalifikacją dawców
- 22 września obchodzony jest Światowy Dzień Dawcy Szpiku.
- Świadomość, że podarowałem komuś drugie życie, to najpiękniejsze uczucie, jakiego doświadczyłem. Trudno to nawet opisać słowami. Te emocje zostaną ze mną do końca życia i chyba z niczego już nie będę tak dumny jak z tego - mówi Piotr Olak, młody sportowiec, który miesiąc temu oddał swoje krwiotwórcze komórki macierzyste. Jak dodaje, żadne sukcesy na zawodach czy nawet mistrzostwach świata nie równają się do satysfakcji związanej z uratowaniem życia genetycznemu bliźniakowi. Kilka dni po oddaniu komórek macierzystych otrzymał informację, że biorczynią jest kilkuletnia dziewczynka z Wielkiej Brytanii.
Triathlonista dawcą komórek macierzystych
Piotr Olak ma 25 lat. W bazie DKMS (międzynarodowej organizacji założonej w 1991 roku) zarejestrował się w trzeciej klasie liceum - wystarczyło zrobić wymaz i zapisać się jako potencjalny dawca szpiku. Zrobił to bez wahania. Jego bliźniak genetyczny znalazł się dopiero po siedmiu latach.
- Pierwszy telefon dostałem w tym roku w kwietniu. DKMS wystawił zlecenie na badania krwi w wybranej przeze mnie placówce. Później skierowano mnie na rozszerzone badania w Klinice Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w Gliwicach. Podejrzewano, że jako sportowiec mogę mieć bradykardię, czyli niskie tętno w spoczynku, dlatego wysłano mnie również na konsultację kardiologiczną - opowiada Piotr w rozmowie z tvn24.pl.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Kiedy przyszły wyniki i lekarze dali zielone światło, żeby został dawcą komórek macierzystych, ustalono termin pobrania. Cztery dni wcześniej Piotr zaczął przyjmować po dwa podskórne zastrzyki z czynnikiem wzrostu, pobudzające szpik do produkcji i uwalniania komórek macierzystych do krwiobiegu. Czuł się jak przy przeziębieniu. Bóle kostno-stawowe nie były jednak niczym groźnym, a jedynie oznaką, że jego szpik intensywnie pracuje.
Piotr oddał komórki macierzyste pod koniec sierpnia, niedługo przed startem w mistrzostwach świata w triathlonie na dystansie olimpijskim w Hiszpanii, do którego przygotowywał się od wielu miesięcy. Wiedział, że jego organizm może być nieco osłabiony, ale mimo to zdecydował się na dawstwo bez cienia wątpliwości. Kilka godzin po powrocie do domu gorzej się poczuł - miał nudności i ból głowy. Lekarz, z którym się skonsultował, wysłał go na SOR. Kroplówka szybko postawiła go na nogi. Przez kilka dni czuł się jeszcze trochę osłabiony, potem wszystko wróciło do normy.
Piotr Olak podczas oddawania komórek macierzystych
Dawca potencjalny a faktyczny
W zeszłym roku prawie 1800 osób zarejestrowanych w bazie DKMS zostało faktycznymi dawcami szpiku, a właściwie - w większości - dawcami krwiotwórczych komórek macierzystych. Na czym polega różnica? Przeszczepianie komórek krwiotwórczych obejmuje różne sposoby transplantacji, w zależności od źródła komórek: przeszczep szpiku pobranego operacyjnie z talerza kości biodrowej oraz przeszczepienie komórek macierzystych odseparowanych z krwi obwodowej. Potocznie wciąż używa się określenia "dawca szpiku", ponieważ dawniej to pobranie szpiku z talerza kości biodrowej było główną metodą pozyskania materiału do przeszczepu. Dziś jednak w przypadku aż 90 procent donacji pobiera się komórki macierzyste z krwi obwodowej.
Jedynie dla 25 proc. pacjentów potrzebujących przeszczepu szpiku udaje się znaleźć dawcę w rodzinie. Dlatego każdego roku w Polsce około 800 pacjentów zostaje zakwalifikowanych do takiego zabiegu od dawcy niespokrewnionego. To najczęściej osoby z nowotworami krwi i układu chłonnego, czyli białaczkami, chłoniakami, szpiczakiem mnogim, osteomielofibrozą i zespołem mielodysplastycznym.
Chociaż w Polsce mamy zarejestrowanych ponad 2 mln potencjalnych dawców szpiku, a na świecie łącznie 41 mln, to nadal za mało, ponieważ aż dla co piątego pacjenta nie udaje się znaleźć "bliźniaka genetycznego".
- W przypadku szpiku wymagana jest jak największa zgodność tkankowa, żeby ograniczyć ryzyko wystąpienia choroby przeszczep przeciwko gospodarzowi, w której komórki odpornościowe ze szpiku dawcy atakują organizm biorcy. Tym bardziej ważne jest to, aby rejestrować się w bazie potencjalnych dawców szpiku, czy to w DKMS, czy w Regionalnych Centrach Krwiodawstwa. Im większa różnorodność bazy, tym większa szansa, że dla biorcy znajdzie się bliźniak genetyczny - mówi Dominika Wojtych, lekarka, która na co dzień zajmuje się kwalifikacją dawców krwi i szpiku w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwioleczenictwa.
Jak podkreśla, często zdarza się, że dawca z Polski ratuje życie osobie z innego kraju i vice versa. "Bliźniak genetyczny" jest bowiem tak trudny do znalezienia, że szuka się nawet w bazach na drugim końcu świata.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Wiele przeciwwskazań jest względnych
Dawcą szpiku na pewno nie może zostać osoba, u której kiedykolwiek zdiagnozowano chorobę nowotworową. Nie zakwalifikuje się też schorowany pacjent po zawale czy udarze. Poza tym jednak wiele przeciwwskazań jest względnych. Przy niektórych chorobach przewlekłych, na przykład autoimmunologicznych albo psychicznych, ważne jest to, w jakim ktoś jest stanie w danym momencie, jakie leki przyjmuje i czy jego zdrowie jest pod kontrolą. Z otyłością też sprawa nie jest zerojedynkowa. Dawcą można zostać aż do BMI 40, od którego zaczyna się otyłość olbrzymia, ale sama masa ciała to nie wszystko - powodem dyskwalifikacji mogą być powikłania otyłości takie jak zaawansowane nadciśnienie czy cukrzyca.
- Kwalifikacja do dawstwa szpiku jest tak indywidualna, że nie warto zakładać, że stan zdrowia nas dyskwalifikuje. Żeby zapisać się do bazy DKMS, wystarczy pobrać wymaz z wewnętrznej strony policzka i odesłać go do fundacji. Dopiero kiedy znajdzie się bliźniak genetyczny, lekarz przeprowadzi dokładny wywiad i oceni, czy kwalifikujemy się od dawstwa, czy nie, biorąc pod uwagę i bezpieczeństwo dawcy, i biorcy. Zostaną również przeprowadzone dokładniejsze badania i dopiero kiedy przejdziemy całą procedurę kwalifikacji, lekarze podejmą decyzję, czy możemy oddać szpik - wyjaśnia Dominika Wojtych.
Może być tak, że bliźniak genetyczny znajdzie się dopiero po 15, 20, a nawet 30 latach od rejestracji potencjalnego dawcy w bazie. Zarejestrować się można do 55. roku życia, a zostać dawcą faktycznym - do ukończenia 60. roku życia. Przez kilkanaście lat stan zdrowia może się istotnie zmienić zarówno na lepsze, jak i na gorsze, dlatego i tak każdy potencjalny dawca, który zostaje dopasowany do biorcy, przechodzi wtedy ocenę lekarską.
Popularnym mitem jest to, że przeciwwskazaniem do oddania szpiku są tatuaże. Ani piercing, ani tatuaż nie dyskwalifikuje dawcy, o ile został wykonany co najmniej cztery miesiące przed pobraniem komórek.
Nie ma się czego bać
Dominika Wojtych sama chorowała na chłoniaka i przeszła autoprzeszczep szpiku, przed którym musiała przyjmować zastrzyki z czynnikiem wzrostu. Dlatego nie tylko jako lekarka, ale też jako pacjentka, może powiedzieć potencjalnym dawcom, że to nic strasznego. Zastrzyki przyjmuje się przez cztery dni przed oddaniem komórek macierzystych, podskórnie - w rękę, brzuch albo udo. - Chociaż jak każdy lek zastrzyki z czynnikiem wzrostu mają w ulotce długą listę możliwych skutków ubocznych, to u większości osób występują jedynie lekkie objawy grypopodobne - uspokaja lekarka.
Wielu pacjentów obawia się też samego pobrania szpiku. Wciąż pokutuje mit, że trzeba do tego nakłuć kręgosłup. Jeśli już, to nakłuwa się nie kręgosłup, tylko kolec biodrowy, i to w znieczuleniu ogólnym, dzięki czemu pacjent nie odczuwa bólu w trakcie zabiegu. W przypadku zdecydowanej większości dawców stosuje się mniej inwazyjną metodę, czyli pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Wówczas pacjent ma dwa wkłucia, podobne jak do pobierania krwi. Przez jedno z nich krew jest pobierana i odprowadzana do specjalnej maszyny, która odfiltrowuje osocze z komórkami macierzystymi, a przez drugie - wraca do organizmu. Dlatego też utrata krwi podczas tej procedury jest niewielka. Całość trwa kilka godzin i nie wymaga nocowania w szpitalu. Maksymalnie po kilku dniach samopoczucie dawcy wraca do normy. Najczęściej czuje się tylko zmęczony tego samego dnia.
- Część osób boi się zapisać do bazy potencjalnych dawców szpiku, myśląc, że to jest ostateczna deklaracja. Warto przypomnieć, że dawca ma prawo się wycofać na każdym etapie, chociaż oczywiście do tego nie zachęcamy, jeżeli ktoś stanie przed możliwością uratowania drugiej osobie życia - podkreśla Dominika Wojtych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.