Miasto na polskim "Dzikim Zachodzie". Jak Hirschberg stał się Jelenią Górą
Pierwszy starosta jeleniogórski pochodził z ubogiej rodziny chłopskiej — wychował się w warunkach, które zapamiętał jako życie w "niewielkiej chatynce z drzewa, krytej słomą", gdzie "mięso widzieliśmy raz do roku". Był weteranem powstań śląskich i wojny polsko-bolszewickiej. Wchodząc do budynku ratusza, miał powiedzieć: "Tu była, jest i po wieczne czasy będzie Polska".
Jednocześnie jego postać nie mieści się w prostym obrazie ówczesnego urzędnika.
Choć był członkiem Polskiej Partii Robotniczej, relacje z epoki pokazują jego pragmatyzm i wrażliwość na ludzką krzywdę. Charakterystyczne są słowa: "Zawsze stawiałem sprawy państwowe, sprawy społeczne na pierwszym miejscu, a sprawy osobiste na dalszym planie", a także wspomnienie jednego z pionierów, który określał go jako "swojego człowieka", z którym "można pogadać o wszystkim". Mieszkańców przyjmował osobiście, bo uważał, że "to jest naprawdę piękne, kiedy potrzebującemu człowiekowi można pomóc".
Jelenia Góra — "miasto na końcu świata"
Granicę polsko-niemiecką potwierdzono w 1950 r., a polsko-czechosłowacką dopiero w 1958 r. Mimo atmosfery tymczasowości "miasto na końcu świata" — poniemieckie, lecz z zabudową oszczędzoną przez wojnę — stało się celem tysięcy polskich osadników. Stan ludności szybko się zmieniał. W lutym 1947 r. Jelenią Górę zamieszkiwały 34 323 osoby, w tym 31 138 Polaków, 2940 Niemców i 245 innych cudzoziemców. Nowa administracja chętnie odwoływała się do piastowskich korzeni dawnego Hirschberga.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tradycja przypisywała założenie grodu Bolesławowi Krzywoustemu w 1108 r. Początki miasta położonego w dolinie Bobru w jego dzisiejszym kształcie datuje się jednak dopiero na połowę następnego stulecia i wiąże z akcją osadniczą prowadzoną przez Bolesława II Rogatkę.
We wrześniu 1958 r. "Nowiny Jeleniogórskie" pisały: "Jubileusz Jeleniej Góry [850-lecie założenia miasta] ma na celu między innymi zadokumentowanie słowiańskiego, polskiego pochodzenia naszego starego grodu Bolesława Krzywoustego. Piękna płaskorzeźba przedstawiająca króla-założyciela, wmurowana w holu ratusza jeleniogórskiego, jest nawrotem do historii miasta, jest równocześnie symbolem, że istnieją prawdy historyczne, których nawet wiekowe rozłączenie Ziem Zachodnich z Polską nie potrafi zmienić […] Przybyliśmy tutaj ze wszystkich niemal krańców Polski, wielu z nas wróciło po latach tułaczki na polską ziemię, by tworzyć swe własne życie rodzinne".
"Wjeżdżamy w uliczki starego, spokojnego miasta, które ominęła wojna"
Choć bombardowania wyrządziły stosunkowo niewielkie szkody, 20 lutego 1945 r. zarządzono ograniczoną ewakuację Hirschberga. Ludzi kierowano bezpiecznym szlakiem przez Szklarską Porębę. Wcześniej do miasta zaczęli napływać liczni uchodźcy z innych miejscowości Dolnego Śląska. W ostatnich dniach wojny wycofujący się Niemcy wysadzili ośmioprzęsłowy wiadukt, paraliżując tym samym ruch pociągów w kierunku Drezna i Czech.
Kiedy 8 maja do dzisiejszej Jeleniej Góry wkroczyli Sowieci, miasto nad Bobrem wciąż było przepełnione ludnością niemiecką. Dwa tygodnie później nowe władze przybyły do ratusza, gdzie zastały grupę niemieckich urzędników niższego szczebla. Krążyły opowieści o Niemcach mordujących Polaków, dlatego pionierzy spali z pistoletami ukrytymi pod poduszkami, a ich pierwsza wycieczka po mieście była chroniona przez sowieckich snajperów.
"Polska flaga unosi się na maszcie coraz wyżej i wyżej. Ogłaszam: Prastare ziemie polskie wróciły do Macierzy. Tu jest siedziba przedstawicielstwa polskiego rządu. Nawet nie próbuję opisać wzruszenia, jakie nami owładnęło, jakie ogarnęło mnie" — wspominał Tabaka.
Andrzej Mencwel, profesor polonistyki, wychowany w mieście nad Bobrem, pisał po latach: "Jelenią Górę […] w ciągu kilku lat doprowadzono do stanu kwitnącego, z którego naprawdę można było być dumnym — działały wszystkie zakłady przemysłowe oraz setki rzemieślniczych (mój ojciec był jednym z organizatorów miejscowego rzemiosła), sklepy i magazyny, funkcjonowała komunikacja kolejowa (lepiej niż dzisiaj), autobusowa i tramwajowa, szkolnictwo podstawowe i średnie, grały kina i teatr (z Dejmkiem i Hanuszkiewiczem), wychodziły ogólnopolskie czasopisma kulturalne, zapełniały się stadiony, baseny, korty, sale sportowe i stoki narciarskie".
Podobny obraz wyłania się z relacji doktora Mieczysława Łuczkiewicza, przybyłego do Jeleniej Góry 21 czerwca 1945 r.: "Wjeżdżamy w uliczki starego, spokojnego miasta, które ominęła wojna. […] Domy stoją całe, wszystkie szyby w oknach błyszczą jak za dobrych starych czasów. Tramwaje przejeżdżają — z rzadka co prawda — ale zupełnie nieprzepełnione. […] Sklepy pootwierane, ludzie wchodzą i wychodzą z paczkami w rękach".
Nawet jeśli przywołane wspomnienia są nieco wyidealizowane, nie ulega wątpliwości, że przez cztery lata Tabaka sprawdził się jako gospodarz miasta i regionu. Józef Sykulski, jeden z jeleniogórskich pionierów, wspominał: "Jelenia Góra była miastem zadbanym. Na każdym kroku było widać, że ma dobrego gospodarza. […] Polskość biła tu niemal z każdego miejsca. W oknach flagi biało-czerwone, bodaj małe, co oznaczało, że mieszkanie zajęli już Polacy. Na urzędach czerwone tabliczki z piastowskim orłem oraz duże flagi narodowe. Nie było nawet małej uliczki bez polskiej nazwy".
Starosta nie bał się nieszablonowych decyzji ani stawiania na młodych. Do legendy przeszła jedna z jego pierwszych decyzji kadrowych: "Kto zna się na tramwajach? — spytał któregoś dnia swoich pracowników. Popatrzyli na siebie, wzruszyli ramionami. Po chwili któryś z nich coś wymamrotał. — Znasz się, a skąd? — dociekał Tabaka. — Przed wojną byłem z ojcem w Łodzi i jechałem tramwajem. — W porządku — ucieszył się Tabaka — będziesz dyrektorem Tramwajów Miejskich w Jeleniej Górze".
Polski "Dziki Zachód"
W pierwszych miesiącach po wojnie dawny Hirschberg stał się jednym z głównych ośrodków szabru na tzw. polskim "Dzikim Zachodzie". Do miasta ściągali uciekinierzy, wyrzutkowie i poszukiwacze skarbów, którzy mieszali się z napływającymi osadnikami. Część z nich dopuszczała się pospolitych przestępstw. Niemców siłą wyciągano z domów, przeszukiwano ich mieszkania w poszukiwaniu kosztowności, gdy niczego nie znaleziono, budynki podpalano. W rabunkach uczestniczyli również wojskowi.
Starosta jeleniogórski zdawał sobie sprawę, że trwała poprawa bezpieczeństwa będzie możliwa dopiero po wysiedleniu ludności niemieckiej i szybkim zasiedleniu opuszczonych domów polskimi osadnikami. Aby odzyskać zrabowane mienie i ograniczyć działalność gangów szabrowników, wzmocniono patrole milicyjne oraz wprowadzono kontrolę ruchu samochodów.
Jak pisał Wojciech Leski, jeden z pionierów: "Wprawdzie miasto nie było zniszczone, ale mieszkało w nim jeszcze wiele Niemców. Co sprytniejsi wywieszali polskie flagi, sugerujące, że mieszkanie zostało zajęte przez Polaka. Mieszkanie w zasadzie odbywało się za pomocą sprytu lub bezczelnością. […] Ludzie się nie znali, byli jeszcze pod wrażeniem działalności okupanta, przeżyć wojennych, grasowania wszelkiego rodzaju band w mieście i powiecie, przejmowali się wrogą propagandą o niestałości tych ziem, prowadzoną głównie przez niemieckie podziemie".
Jeden z osadników celowo wybrał dom na lewym brzegu rzeki, obawiając się, że w przypadku rewizji granicy mogłaby ona zostać przesunięta z Nysy Łużyckiej na Bóbr.
Nowe władze niezwłocznie przystąpiły do działania: niemieckich pracowników wymieniano na polskich, zmieniano nazwy ulic i niemieckobrzmiące nazwiska, rozpoczęto przygotowania do akcji przesiedleńczej. Przedsięwzięcie zostało jednak wstrzymane przez Sowietów.
Ostatecznie pierwszy transport, liczący 1598 osób, wyruszył 23 maja 1946 r. Łącznie z terenu całego powiatu wysiedlono ponad 100 tys. Niemców. Pod koniec 1947 r. pozostały tu już tylko 2037 osób narodowości niemieckiej (część ludności niemieckiej wyjechała samodzielnie i nie została ujęta w statystykach). Cała polska akcja osiedleńcza na poniemieckich terenach była wykorzystywana propagandowo.
W sierpniu 1947 r. "Słowo Polskie. Bezpartyjny dziennik Ziem Zachodnich" informował: "Imponujący bilans półrocza. Jest nas już 5 milionów na Ziemiach Odzyskanych. 150 000 Polaków przybyło w ciągu dwóch miesięcy". Do tego czasu z samego Dolnego Śląska wyjechało 1 222 230 Niemców.
"Jesteśmy po prostu u siebie"
"Fakty z czasów Bolesława Krzywoustego uzasadniają historycznie i moralnie naszą obecność na tych ziemiach, ale w polityce liczy się nie tyle historia zamierzchła, ile aktualna rzeczywistość. Porównując dzień dzisiejszy z sytuacją pierwszych pionierskich lat, zdajemy sobie dopiero sprawę z nieodwracalności zmian, jakie tu zaprowadziliśmy. Pojęcie Ziemie Odzyskane zatraca powoli swoją wymowę. Jesteśmy po prostu u siebie" — powiedział Tabaka w 1958 r.
Choć część środowiska akademickiego kwestionowała sztucznie kreowane jubileusze odwołujące się do pierwszych Piastów, nie ulega wątpliwości, że dzięki sprawnemu zarządzaniu oraz wysiłkowi polskich osadników dawny Hirschberg szybko zaczął stawać się Jelenią Górą — miastem, które coraz wyraźniej nabierało nowej, polskiej tożsamości. Proces ten obejmował także przejmowanie i uruchamianie infrastruktury turystycznej. Już w pierwszych latach po wojnie odnowiono górskie schroniska, a pod koniec lat 40. w Karkonoszach zaczął rozwijać się polski ruch turystyczny.
Wśród najbardziej zasłużonych dla polskości miasta pionierów była niewątpliwie Eugenia Triller, pochodząca spod Lwowa kierowniczka Archiwum Miejskiego. Mimo trudności, takich jak przyłapanie niemieckiej pracownicy na paleniu w piecu dokumentami, udało jej się odtworzyć i uporządkować jeleniogórskie zbiory. To ona przekonała władze o słuszności organizowania święta miasta.
Choć pierwotnie planowany na 1948 r. jubileusz 660-lecia odwoływał się do dokumentu Bolka I Surowego z 1288 r., w którym po raz pierwszy wzmiankowano jeleniogórskich mieszczan, archiwistka zwracała uwagę przede wszystkim na piastowskie korzenie miasta i postulowała rozpoczęcie prac archeologicznych na Wzgórzu Krzywoustego. Ostatecznie jubileusz przekształcono w obchody 840-lecia, przyjmując legendarny rok 1108 jako datę założenia Jeleniej Góry.
W ten sposób narodził się mit fundacyjny, który miał podkreślać polskie korzenie miasta i który został literacko wykorzystany przez Sławomira Gortycha w powieści "Święto Karkonoszy".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.