"Najpopularniejszy polityk na świecie" walczy z "diabłem" o władzę w Brazylii. "Nikt nie będzie wiedział, na kogo głosować"
W 2018 r. Luiz Inacio Lula da Silva miał zgłosić się do więzienia po procesie, który jego zwolennicy postrzegali jako motywowane politycznie polowanie na czarownice, zainicjowane przez konserwatystów obawiających się jego siły przy urnach wyborczych.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
— Nie ma sensu próbować powstrzymać mnie przed podróżowaniem po tym kraju, bo są tu miliony Lulas [zwolenników Luli] — powiedział do tłumu przed siedzibą związku zawodowego metalowców w przemysłowym mieście Sao Bernardo, gdzie rozbił obóz, by uniknąć aresztowania. 72-letni były prezydent miał na sobie prostą niebieską koszulkę, a jego rzadkie włosy były potargane.
— Nie ma sensu myśleć, że wszystko się zatrzyma w dniu, w którym Lula dostanie zawału serca. To bzdura — kontynuował.
Ostatnia walka ikony
W tym czasie Lula był już ikoną w takim samym stopniu, jak emerytowaną głową państwa i zarazem mózgiem stojącym za dalekosiężnymi programami społecznymi, które wyciągnęły z ubóstwa całe rzesze Brazylijczyków i ułatwiły dostęp do edukacji. Podczas drugiej kadencji Luli, w 2009 r., ówczesny prezydent USA Barack Obama nazwał go "najpopularniejszym politykiem na świecie".
Nawet przebywając w więzieniu w związku z zarzutami, którym się sprzeciwiał, Lula zaczął knuć powrót na stanowisko. Dziewiętnaście miesięcy później zarzuty zostały uchylone, a Lula został zwolniony, gotowy do zmierzenia się ze swoim nowym przeciwnikiem: skrajnie prawicowym podżegaczem Jairem Bolsonaro, którego nieokrzesany populizm i sposób radzenia sobie z pandemią COVID-19 zaszokowały brazylijskie elity polityczne i biznesowe.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.