Sensacyjne doniesienia po wyborach w Serbii. "Orban go przekonał"

Według informatorów "The Times" Aleksandar Vuczić - sprawujący rządy od 12 lat - był zdeterminowany, by utrzymać władzę. Decyzję o wycofaniu się podjął jednak, kiedy jasnym się stało, że "Lista Studencka" zdobyła w wyborach przewagę 500 tys. głosów.
"Jestem w stu procentach pewien, że planował odrzucić wynik wyborów"
"W niedzielę wysłał do centrum Belgradu 4000 policjantów i 3000 zbirów, aby chronili reżim - jestem w stu procentach pewien, że planował odrzucić wynik wyborów - powiedział Spasoje Vulević, były dowódca serbskiej jednostki antyterrorystycznej.
Sandro Gozi, europoseł i przewodniczący Europejskiej Partii Demokratycznej w Parlamencie Europejskim, otwiera się w nowym oknie, stwierdził: "W niedzielę otrzymaliśmy z kręgów dyplomatycznych niepokojące sygnały, że jest gotów walczyć i przeprowadzić zamach stanu".
Radomir Saičić, czołowy kandydat "Listy Studenckiej", typowany na wysokie stanowisko w przyszłym serbskim rządzie, również twierdzi, że Vuczić planował użycie siły, ale zmienił zdanie.
Powiedział: "Mieli plan, by w razie wyrównanego wyniku obalić rezultat wyborów przy użyciu brutalnej siły, ale dotarły do mnie informacje, że otrzymał wiele telefonów - m.in. od policji - które skłoniły go do zmiany decyzji".
"Uświadomiono mu, że jeśli zrealizuje swój plan, skończy się to dla niego bardzo źle" - dodał.
Dodał, że byłemu prezydentowi uświadomiono, że "jeśli zrealizuje swój plan, skończy się to dla niego bardzo źle". Saiczić wspomniał również, że pewien były funkcjonariusz policji, który ostrzegał swoich kolegów przed biciem demonstrantów i strzelaniem do protestujących, otrzymał anonimową groźbę o treści: "Pierwsza kula jest dla ciebie".
Stając w obliczu największego wyzwania wyborczego w swojej karierze - ze strony ruchu studenckiego, który zarzuca mu przejęcie kontroli nad policją, sądownictwem i mediami - Vuczić oskarżył swoich przeciwników o bycie agentami nieujawnionych zagranicznych rządów.
"W niedzielę rano Vuczić czuł się nietykalny". Wieczorem przyznał porażkę
W niedzielę, gdy Serbowie tłumnie ruszyli do urn, zauważono mężczyzn ubranych na czarno, zmierzających w stronę Parku Pionierów w Belgradzie. Mieli oni ponownie zająć miasteczko namiotowe, w którym przez miesiące przebywali agresywni zwolennicy Vuczicia - według doniesień, opłacani przez jego partię. "Byli wysyłani małymi grupami, po 20-30 osób" - relacjonował Vulević.
Na pozycjach ustawili się również funkcjonariusze serbskiej żandarmerii w zielonych mundurach; drogi zostały zamknięte dla ruchu, a oświetlenie uliczne wyłączone.
"W niedzielę rano Vuczić czuł się nietykalny. Podejrzewam, że planowali wskazać na nieprawidłowości w głosowaniu i domagać się jego powtórzenia, co wywołałoby protesty" - stwierdził Rade Djurić, prawnik ze Stowarzyszenia Niezależnych Dziennikarzy Serbii.
"Następnie podsyciliby przemoc i wykorzystali ją jako kolejny pretekst do unieważnienia wyborów" - dodał.
O 21:30 - półtorej godziny po zamknięciu lokali wyborczych - Vuczić jednak przyznał porażkę, a bojówkarze zniknęli. Według niepotwierdzonych pogłosek krążących w Belgradzie, do zmiany decyzji miał go namówić Viktor Orbán - polityk, który w kwietniu stracił władzę na Węgrzech po 16 latach rządów.
Vulević twierdzi, że Vuczić został zmuszony do ustąpienia, choć nie przez policję - dowódcy jednostek w Belgradzie zostali bowiem osobiście wybrani przez Vučicia i było mało prawdopodobne, by sprzeciwili się jego woli.
"Uważam, że Vuczić odebrał telefony z europejskich rządów - były to rozmowy na najwyższym szczeblu" - wyjaśnił.
Rzeczniczka Vuczica przekazała dziennikowi "The Times", że obecność policji w Belgradzie była reakcją na groźby użycia przemocy przez protestujących i nie miała związku z próbą przejęcia władzy.
Przedterminowe wybory w Serbii. Triumf "Listy Studenckiej"
Przedterminowe wybory parlamentarne w Serbii rozpoczęły się w niedzielę rano i trwały do godz. 20.
Obywatele Serbii wybierali 250 członków Zgromadzenia Narodowego Republiki Serbii, czyli jednoizbowego parlamentu i najwyższego organu ustawodawczego kraju.
Przedterminowe głosowanie odbyło się po wielomiesięcznych masowych protestach, które wybuchły w 2024 roku. Była to reakcja społeczeństwa na tragedię w Nowym Sadzie, gdzie zawaliła się część dachu dworca kolejowego. Zginęło 16 osób. Protestujący zarzucali władzy korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku.
Głównymi rywalami w głosowaniu były listy "Aleksandar Vuczić - Zjednoczona Serbia" oraz "Lista Studencka - Studenci Zwyciężają" - a więc ta wspierana przez głównych inicjatorów protestów po tragedii.
Ostatecznie "Lista Studencka" uzyskała 52,54 proc., a "Zjednoczona Serbia", skupiona wokół SNS i Vuczicia, zdobyła 39,29 proc. głosów.
Poza tymi dwiema listami do parlamentu wejdą jeszcze tylko partie mniejszości narodowych.
Źródła: "The Times"
"Ważne, ważniejsze". Ci posłowie unikają Sejmu jak ogniaINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.