Byliśmy w niemieckiej wsi, gdzie wygrała AfD. Mieszkańcy chwalą Rosję
AfD zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt, uzyskując 43,8 proc. głosów. To wynik bez precedensu w historii tego landu: pięć lat temu partia dostała tu ok. 20 proc. i przegrała z CDU, która rządziła Saksonią-Anhalt nieprzerwanie od zjednoczenia Niemiec. Teraz AfD poprawiła swój rezultat ponad dwukrotnie i po raz pierwszy zostawiła chadeków daleko w tyle. W wielu regionach landu poszło jej jeszcze lepiej.
Drugi najwyższy wynik - 62,8 proc. - partia zanotowała w Plötzkau w środkowej części Saksonii-Anhalt. Miejscowość leży niemal w połowie drogi między dwoma największymi miastami regionu, Magdeburgiem i Halle. Znana jest z renesansowego zamku, rezydencji księstwa Anhalt-Plötzkau.
Dziś zaglądają tu głównie fani renesansowych zamków - po to, żeby zrobić zdjęcie budowli, która przez sześć dni w tygodniu pozostaje zamknięta. Muzeum na zamku jest czynne kilka razy w miesiącu, nie dłużej niż trzy godziny. Główną atrakcją jest możliwość zorganizowania tu ślubu. Turystom nie ma się gdzie zatrzymać: u podnóża zamkowego wzgórza stoi dom seniora i prywatne domy.
Plötzkau leży w powiecie Salzlandkreis - nazwa pochodzi od soli, która przez stulecia dawała regionowi pracę i pieniądze. Wydobycie i przetwórstwo soli, a później przemysł potasowy i sodowy, budowały tu dobrobyt na skalę światową. Powiat leży też na skraju Magdeburger Börde, gdzie według badania Federalnego Instytutu Nauk o Ziemi i Surowców są najlepsze gleby rolne w Niemczech. A mimo to Salzlandkreis stracił od 1990 r. ok. 25 proc. mieszkańców - najwięcej w całej Saksonii-Anhalt.
"Bez komentarza". Plötzkau nabiera wody w usta
- Pan burmistrz nie chce udzielać komentarza - mówi nam przedstawicielka miejscowego urzędu. - Mamy dzisiaj zapytania z całych Niemiec, ale nie będziemy komentować - przekazuje Wirtualnej Polsce w imieniu Petera Rosenhagena, który rządzi nieprzerwanie od 2008 r. Polityk nie jest związany z żadną partią. Mimo to głosu nie zabiera.
Również mieszkańcy niechętnie wypowiadają się na temat wyborczego sukcesu AfD w swojej małej ojczyźnie. - Nie chcemy rozmawiać. Na pewno nie o polityce - mówi stojący przed swoim domem mężczyzna. - Możemy wskazać panu drogę na zamek, ale nic więcej - wtóruje mu drugi.
Potrzeby, aby wskazywać drogę do zamku, nie było. Znajdował on się przecznicę za domem, w którym mieszkali. Spotkaliśmy tam jednak bardziej otwartego mieszkańca Plötzkau. - Ludzie mają dość władzy. Są rozczarowani, stąd ten wynik - mówi Lars.
- Sam nie głosowałem na AfD. Obiecują, że coś zmienią, a tak naprawdę wszystkim chodzi tylko o władzę. A co oni tu mają zmienić? Nie głodujemy tutaj, mamy wszystko, czego potrzeba do życia - zaznacza.
Mężczyzna jest członkiem stowarzyszenia zajmującego się zamkiem. - W tym gmachu mamy swoją siedzibę. W tym jest sala muzealna. Można wejść też na wieżę. Stamtąd rozciąga się piękny widok na okolicę. Cały czas trwają drobne lub większe prace, żeby przywrócić świetność temu miejscu. W naszym stowarzyszeniu jest ok. 20-25 osób. Obiekt należy do landu, więc ciężko z pieniędzmi na duże prace - mówi.
- Teraz i tak jest już coś zrobione. Wymieniono część dachów. Jeden gmach spłonął kilka lat temu. Szkoda, dopiero co w nim też zrobiono dach i poszedł z dymem. To był cios - zaznacza.
- Po wojnie na zamku mieszkali uchodźcy z Prus Wschodnich. Nie mieli wtedy podłączenia do wody, prądu ani toalety. Wynieśli się po kilku latach - dodaje i podkreśla, że od tamtego czasu na zamku niewiele się działo.
Wracając do głównej ulicy miejscowości, zauważam, że na słupach wiszą materiały wyborcze tylko jednej opcji. Rozglądam się i robię kilka zdjęć. Gdy wsiadam do samochodu, podchodzi do mnie mężczyzna, który wyszedł z własnego domu, żeby zobaczyć, kim jestem.
"Nie jesteśmy nazistami"
- Co Pan tu robi? Co to za robienie zdjęć? - mówi w pierwszej chwili. Przedstawiam się i tłumaczę, co przywiodło mnie do Plötzkau. - Nie jesteśmy żadnymi nazistami - odpowiada i domaga się usunięcia zdjęć.
Po chwili rozmowy zmienia jednak ton. - Wynik AfD to przede wszystkim konsekwencja naszej frustracji. To był wybór frustracji - podsumowuje.
- Nie jesteśmy nazistami. Od nazizmu uwolnili nas Sowieci - zaznacza. - Dlatego dużo bardziej czujemy się związani z Rosją. To oni nam pomogli. Nie to, co Amerykanie. Oni sterują teraz rządem w Berlinie. To jest ten cały kapitalizm. Oni mówią, tamci robią - wskazuje.
- Są jeszcze gorsi od Rosji - dodaje. - Nasze władze grają, jak im Trump zagra - kontynuuje.
"Zakłady pracy masowo zwalniają ludzi"
Rozmówca WP nie jest w tym odosobniony. Według badania Infratest dimap dla ARD ćwierć mieszkańców wschodnich landów czuje się kulturowo bliżej Rosji niż Stanów Zjednoczonych - na zachodzie Niemiec 7 proc. Jedna trzecia uważa, że niemieckie media piszą o Rosji zbyt negatywnie (na zachodzie 23 proc.). W badaniu ARD-DeutschlandTrend 47 proc. mieszkańców wschodu uznało wsparcie wojskowe dla Ukrainy za zbyt daleko idące, wobec 33 proc. na zachodzie; przy pomocy finansowej było to 52 proc. wobec 38 proc.
Do tego dochodzi poczucie krzywdy z lat 90. W sondażu Infratest dimap 43 proc. mieszkańców Brandenburgii, Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Saksonii-Anhalt, Saksonii i Turyngii zgodziło się ze stwierdzeniem: "czuję się obywatelem drugiej kategorii". 62 proc. uważa, że wschód i zachód wciąż się nie zrosły. Sceptycyzm wobec przyjmowania uchodźców jest tu - jak wynika z badań Fundacji Bertelsmanna - wyraźnie silniejszy niż w zachodnich landach.
- Jeszcze raz podkreślę. Ludzie są rozczarowani tą władzą. Sytuacja u nas jest fatalna. Zakłady pracy masowo zwalniają ludzi. Nigdy tak źle nie było. Amerykanie je wykupują albo już to zrobili i też zwalniają. Ceny są koszmarnie wysokie. Dlatego te wybory to był po prostu wybór z frustracji - tłumaczy.
- Rozejrzyj się pan, widzi pan jakieś inne plakaty wyborcze niż kogoś z AfD? Wzdłuż całej ulicy tylko Moldenhauer (dr Jan Moldenhauer to kandydat AfD w okręgu Bernburg, poseł do landtagu od 2021 r., w niedzielę wygrał tu mandat bezpośredni z wynikiem ponad 55 proc. - red.). Był tu nawet! Siedziałem w domu, a tu nagle pukanie do drzwi, patrzę, a to on. Nie chciałem z nim rozmawiać, więc powiedziałem mu, że mnie to nie interesuje, ale był tu. Oni są bliżej ludzi. Z CDU nikogo tu nie było - zresztą to nie dziwne, Plötzkau to w końcu dziura pośrodku niczego - wtrąca.
- Ale tak, AfD prowadziło kampanię od drzwi do drzwi. Teraz jeszcze tak jest, zobaczymy, jak zdobędą władzę. Za pięć lat powiemy "sprawdzam" przy urnach - dodaje.
Wyjeżdżając z Plötzkau, zauważamy wreszcie plakaty konkurencji. W "centrum" miejscowości - przy stawie i przystanku autobusowym - wisi zerwany baner premiera landu Svena Schulzego z CDU. "Spójność - najlepszy wybór dla Saksonii-Anhalt" -czytamy. Obok plakat Stefana Rulanda, chadeka, który od 2021 r. reprezentował okręg Bernburg w landtagu. W niedzielę stracił mandat na rzecz Moldenhauera.
Obok hasła wyborczego "silny głos dla naszej ojczyzny" i uśmiechniętego kandydata ktoś dopisał wiadomość: "Śmiejcie się. Wiadomość jednak zostaje".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.