"Zostaliśmy sami". Samorządowiec o chaosie po internetowych fejkach
Panika, jaka zapanowała wśród niektórych rodziców w sprawie ataków w polskich szkołach była testem dla polskich samorządowców. To wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast czy starostowie prowadzą szkoły i to oni musieli w ciągu kilku godzin podjąć decyzję o tym, czy placówki te będą w piątek normalnie prowadzić lekcje, czy też zostaną zamknięte.
Zdaniem ekspertów, samorządowcy poradzili sobie z wyzwaniem bardzo dobrze. Ich komunikaty dla wielu rodziców i samych uczniów były uspokajające.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
– Musieliśmy działać sprawnie, choć zostaliśmy zostawieni sami – mówi w rozmowie z WP Rafał Piech, prezydent Siemianowic Śląskich. – Ja sam zdecydowałem, że szkoły będą otwarte, ale dla podniesienia poziomu bezpieczeństwa dla uczniów i nauczycieli, w piątek w każdej placówce byli przez cały dzień funkcjonariusze siemianowickiej straży miejskiej – tłumaczy.
Piech wyjaśnia, że na podjęcie takiej, a nie innej decyzji miał tylko niecałe dwie godziny i zarówno on, jak i każdy inny samorządowiec w jego okolicy nie miał w tym czasie żadnego wsparcia.
– Nie wiem, może w innych województwach do samorządowców odzywali się choćby wojewodowie, komendanci powiatowi czy wojewódzcy policji, ale na Śląsku tego nie było. Nie było kontaktu też z wojewódzkim centrum kryzysowym, kuratorium oświaty czy policją. Tymczasem około godz. 19 pojawiły się pierwsze plotki o możliwych atakach na szkoły w piątek. Rodzice byli przerażeni, wielu z nich nie wiedziało, czy posyłać rano dzieci do szkół lub zostawić je w domach. Trzeba było dać im jakąś podpowiedź jeszcze przed tym, zanim położą się spać. Takim terminem była więc dla nas maksymalnie godz. 22. Ostatecznie ja zdecydowałem się wydać komunikat w tonie uspokajającym.
Jak dodaje prezydent Siemianowic Śląskich, z drugiej strony w sytuacji narastającej paniki każdy głos, nawet taki o zamknięciu szkoły, był pewnym uspokojeniem nastrojów.
– W mojej ocenie, najgorzej na zdenerwowanych rodziców i uczniów działało milczenie – mówi Piech.
Samorządowiec: czy rząd w czwartek wieczorem pracował?
Prezydent Siemianowic Śląskich zauważa, że policja zrobiła konferencję prasową i zaczęła uspokajać rodziców, że zagrożenie dla uczniów i nauczycieli nie jest wcale takie duże, dopiero w piątek (dziś – red.) po godzinie 8 rano.
– Tyle tylko, że to było już za późno. Wiele dzieci rozpoczyna lekcję o godzinie 8. Rodzice musieli więc podjąć decyzję wcześniej, najczęściej jeszcze poprzedniego wieczoru. W tym kontekście policja, choć działała raczej sprawnie, to komunikacyjnie zaspała. Komunikat do rodziców poszedł zbyt późno – mówi.
Rafał Piech, który jest raczej krytykiem obecnego rządu (prezydent Siemianowic Śląskich to lider prawicowej partii Polska Jest Jedna), uważa, że w kwestii paniki, jaką wywołał internetowy fejk o zaplanowanych atakach, najsłabiej spisał się rząd.
– Samorządowcy w większości stanęli na wysokości zadania i bez jakichkolwiek danych odnośnie do tego, czy zagrożenie jest realne, czy nadmuchane, podjęli jakieś decyzje jeszcze w czwartek wieczorem. Większość wystosowała do rodziców ze swoich miast i gmin komunikaty. Ale rząd tego nie zrobił. Gdzie był premier czy minister spraw wewnętrznych? Gdzie była minister edukacji? Tego nie wiemy, ale w czwartek wieczorem raczej nie było ich na swoich stanowiskach – mówi samorządowiec ze Śląska.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.