Niesamowita historia z 1939 roku. Niemcy upokorzeni w polskim lesie

Podczas wojny obronnej tylko raz polscy dowódcy zdecydowali się na kontratak. W dziewiątym dniu konfliktu rozpoczęła się bitwa nad Bzurą, jedyna zaczepna batalia we wrześniu 1939 roku. Pod dowództwem generała Tadeusza Kutrzeby Wojsko Polskie zaskoczyło wroga i uderzyło na niemiecką Grupę Armii Południe. Dzięki temu spowolniło marsz najeźdźców w głąb kraju.
Bitwa nie mogła zmienić losów wojny. Rozpoczęła się za późno, gdy Niemcy wdzierali się do kraju na wielu innych frontach. Stracili co prawda kilka tysięcy żołnierzy i około 50 czołgów, ale parli naprzód, w stronę stolicy.
W tym samym kierunku, by bronić miasta, zmierzały wycofujące się oddziały polskich armii Poznań i Pomorze. W czasie bitwy nad Bzurą polscy żołnierze poczuli, że mogą atakować. Tymczasem pewni siebie Niemcy jak najszybciej chcieli dotrzeć do Warszawy. W Kampinosie po raz kolejny spotkała ich przykra niespodzianka.
II wojna światowa. Niemcy w Puszczy Kampinoskiej
18 września Polacy zdobyli informacje o patrolu niemieckich czołgów w Puszczy Kampinoskiej. Opisywane tu wydarzenia miały miejsce na skrzyżowaniu dróg między Janówkiem a Pociechą. Dziś tuż obok znajduje się muzeum w Palmirach - miejscu kaźni przedstawicieli polskiej inteligencji, zamordowanych w czasie wojny.
Na spotkanie Niemcom Polacy wysłali pluton tankietek, czyli małych wozów bojowych, uzbrojonych w karabin maszynowy lub działo. Dowodził nim plutonowy podchorąży Roman Edmund Orlik. Do dyspozycji miał ostatnie trzy pojazdy tego typu w 71. dywizjonie pancernym Wielkopolskiej Brygady Kawalerii.

Plutonowy Orlik przy swojej tankietcetablica informacyjna Kampinoskiego Parku NarodowegoINTERIA.PL
Pluton odnalazł ślady niemieckich czołgów. Orlik wiedział, że tankietki z karabinami maszynowi nie przydadzą się w starciu z pojazdami Wehrmachtu, więc dwa wozy odesłał. Na placu boju pozostawił jedynie tankietkę TKS z działem 20 mm, którą dowodził osobiście. I przygotował zasadzkę na wroga.
Bitwa tankietki. Z lasu wyjechał najlepszy czołg wroga
Plutonowy Orlik zamaskował swój pojazd i czekał na Niemców. Kiedy się pojawili, zobaczył trzy czołgi.
Kolumnę otwierały i zamykały lekkie PzKpfw 35(t) - maszyny czeskie, przejęte przez Niemców w zajętej wcześniej Czechosłowacji. Natomiast między nimi poruszał się najnowocześniejszy i największy czołg Niemców w czasie wojny w 1939 roku - Panzer IV.
Orlik nie zamierzał się wycofywać i nie czekał z atakiem. Na początku celnym strzałem unieszkodliwił pierwszą w kolumnie maszynę czeskiej produkcji.

Niemiecki czołg Panzer IVCollection Roger-ViolletAFP
Z kolejnym pojazdem nie poszło już tak łatwo. Panzer IV ważył około 20 ton i uzbrojony był w armatę 75 mm. Siłą ognia i możliwościami znacznie przewyższał nie tylko tankietkę, ale wszystkie polskie pojazdy pancerne. Pociski z działa 20 mm po prostu odbijały się od jego kadłuba.
Po starciu Orlik sporządził plan potyczki, z którego wynika, że Niemcy dodatkowo utrudnili mu zadanie, bo Panzer IV oddalił się i zjechał z drogi. Tankietka atakowała jednak dalej i w końcu Panzer IV stanął w płomieniach.

Mapa bitwy w Kampinosie sporządzona przez plutonowego Orlikatablica informacyjna Kampinoskiego Parku NarodowegoINTERIA.PL
Ostatni z niemieckich czołgów odpowiedział ogniem i zaczął uciekać. Jednak w niewielką tankietkę nie było tak łatwo trafić i ostatecznie polskie pociski dopadły również tę maszynę. Było po bitwie. Mały, polski pojazd rozgromił trzy niemieckie czołgi. Na świętowanie czasu Orlik nie miał, bo honorowo ruszył z pomocą załodze płonącego Panzer IV.
Plutonowy Orlik kontra syn niemieckiego księcia
Historycy wielokrotnie cytowali wspomnienia Orlika, bo z bitwą w Kampinosie związany jest jeszcze jeden, niezwyczajny epizod. Mianowicie Orlik i jego kierowca z płonącego wraku wyciągnęli 23-letniego porucznika Wehrmachtu. Okazało się, że to nie byle kto.
Dowódcą czołgu był arystokrata, Wiktor IV Albrecht von Ratibor, syn i spadkobierca księcia raciborskiego Wiktora III. Przeżył moment ataku, ale zmarł krótko później, w wyniku odniesionych ran i oparzeń. Tożsamość udało się ustalić dzięki jego legitymacji.
W miejscu bitwy znajduje się dziś pamiątkowy kamień, poświęcony zwycięskiemu starciu plutonowego Orlika. Obok Kampinoski Park Narodowy umieścił tablicę informacyjną. Znajduje się na niej opis bitwy oraz lista zasług Orlika, który dzień po walce w Kampinosie uczestniczył w bitwie pod Sierakowem.

Pamiątkowy kamień i miejsce bitwy w Kampinoskim Parku NarodowymINTERIA.PL
Choć nie wszyscy historycy są co do tego zgodni, tablica głosi, że Roman Edmund Orlik w czasie wojny obronnej 1939 roku zniszczył 13 niemieckich czołgów. Przytoczone jest też wspomnienie niemieckiego oficera, który zwinne tankietki określał mianem "małego karalucha, w którego trudno trafić".
Plutonowy Orlik uczestniczył w obronie Warszawy, później walczył w szeregach Armii Krajowej. Po wojnie ukończył studia w Łodzi i został projektantem. W latach 70. przeniósł się do Opola. Zmarł w 1982 roku. Po wojnie za udział w obronie stolicy został odznaczony Krzyżem Walecznych.
"Polityczny WF": Dyrektor szkoły rozstrzygnie, czy TK jest legalny? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.