Mężczyzna próbuje uciec przed masami błota. Nagranie
Powódź błotna sunie ulicami Santiago w Chile
Źródło wideo: Las Condes municipality/Reuters
Źródło zdj. gł.: Las Condes municipality/Reuters
Po intensywnych opadach deszczu w ostatnich dniach w Chile wylała rzeka Mapocho. Doprowadziło to do powodzi w wielu miastach, w tym w Santiago, stolicy kraju. Najgorsza sytuacja zapanowała w dzielnicy Las Condes.
Masa błota porywała wszystko na swojej drodze
To, jak intensywny był atak żywiołu, pokazuje nagranie z miejskiego systemu monitoringu zarejestrowane w Las Condes. Widać na nim, jak pędząca płynna masa wody i gruzu zalewa ulice, zabierając ze sobą wszystko na swojej drodze.
Na nagraniu widać dramatyczne zdarzenie. Mężczyzna kurczowo trzyma się przewróconej na bok ciężarówki, podczas gdy nurt porywa inne pojazdy. Dopisuje mu szczęście, ponieważ pojazd, na którym się znajduje, zatrzymuje się na pobliskim drzewie.
>>> CZYTAJ TEŻ: Silne trzęsienie ziemi w Panamie. Zniszczenia na zdjęciach
Powódź błotna sunie ulicami Santiago w Chile
Źródło: Las Condes municipality/Reuters
"Chile to kraj katastrof"
W piątek mieszkańcy Santiago, wspomagani przez służby i żołnierzy, sprzątali po powodzi. Władze przekazały, że rannych zostało co najmniej sześć osób, a prezydent Chile Jose Antonio Kast ogłosił w Las Condes stan klęski żywiołowej.
- Chile to kraj katastrof. Często nawiedzają nas trzęsienia ziemi, więc to jeden ze sprawdzianów, jakie funduje nam natura. Być może powinniśmy nieco bardziej stawiać na prewencję - powiedział Patricio Rey, mieszkaniec Santiago.
Alvaro Constanzo Gatica, synoptyk z krajowej agencji meteorologicznej (DMC), wyjaśnił, że silne opady deszczu, które nawiedzały Chile w ostatnich dniach, są związane z wyjątkowo silnym zjawiskiem El Nino, które rozwinęło się na Pacyfiku. Wpływa ono na pogodę w wielu miejscach świata, zwiększając pokłady wilgoci na zwykle suchym zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.