Glapiński chce podwyżki. Tyle może zarabiać

Pieniądze lubią ciszę – tak brzmi jedno z ulubionych powiedzeń w świecie finansów. Sądząc po tym, jak zachowuje się prezes naszego banku centralnego, ciszę lubią zwłaszcza jego pieniądze. Bo rzecz o najnowszych zabiegach prezesa NBP Adama Glapińskiego o sporą podwyżkę jego pensji – mówi dziennikarz money.pl Grzegorz Osiecki.
Jak wygląda ustalanie pensji prezesa NBP od podstaw? Zgodnie z rozporządzeniem prezydenta, czołowe osoby w państwie zarabiają wielokrotność tzw. kwoty bazowej, która co roku ustalana jest w budżecie. W przyszłym roku to 1 993,32 zł.
Zgodnie z rozporządzeniem prezes zarabia tyle, co marszałkowie Sejmu i Senatu czy premier, czyli prawie 9-krotność kwoty bazowej w podstawie plus niepełne trzy kwoty bazowe dodatku funkcyjnego plus dodatek za wysługę lat. Brzmi skomplikowanie, ale wychodzi dwadzieścia parę tysięcy złotych brutto.
Tyle zarabiają marszałkowie i premier, ale tam, gdzie oni kończą, tam finanse prezesa dopiero się zaczynają. Bo do każdej pensji wynikającej z rozporządzenia, prezesowi automatycznie przysługuje premia, która jest większa od pensji, bo to 130 proc. pensji. Dlatego w tym roku jego łączne wynagrodzenie miesięczne to prawie 59 tys. zł.
Ale to jeszcze nie koniec, bo oprócz miesięcznych automatycznych premii, prezesowi przysługują kwartalne nagrody, które wynoszą od 3 miesięcznych wynagrodzeń w I kwartale do 4,5 za czwarty kwartał. W efekcie suma rośnie do oszałamiających dla przeciętnego Polaka rozmiarów. W zeszłym roku roczne zarobki prezesa Glapińskiego wyniosły 1 mln 591 tys., a w tym będzie to 1 mln 640 tys.
Jak widać, gros pensji prezesa to premie i nagrody. I teraz najciekawsze: o tym, ile ostatecznie dostanie, faktycznie decyduje on sam, bo reguły ustalania płac zatwierdza zarząd, w którym prezes ma większość. I właśnie próbuje sobie tę pensję podnieść.
Adam Glapiński zaproponował, żeby comiesięczna premia wynosiła nie 130 proc. pensji, a 150 proc. W skali miesięcznego wynagrodzenia oznacza to, że wzrośnie ono o prawie 9 proc., co daje ponad 5 tys. zł więcej.
Ale to pierwszy krok, bo podwyżka miałaby wejść w życie już od października, więc ostatni kwartał będzie dla prezesa podwyżkowy, a z kolei od początku roku w górę idą pensje dla całej budżetówki. Ta podwyższa także obejmie prezesa – zsumowana podwyżka jego pensji w przyszłym roku to 12 proc. – podkreśla Grzegorz Osiecki.
Przy okazji Adam Glapiński proponuje podwyżki dla pierwszego zastępcy prezesa – funkcji, na której jest teraz wakat – oraz wiceprezesa, gdzie kadencja Adama Lipińskiego kończy się w listopadzie, a to oznacza z automatu podwyżki dla członków RPP. Choć akurat one nie będą tak duże, jak prezesa.
Ten ruch ze współpracownikami można zapewne czytać jako element rozgrywki o wybór członków zarządu NBP, bo w tej chwili trwa przeciąganie liny w trójkącie prezes Glapiński – prezydent Nawrocki – premier Tusk i na razie dogadany "deal" został zerwany przez premiera, ale jaki to "deal" i co może w jego kwestii nastąpić dalej - odsyłamy na strony wp.pl i money.pl, gdzie Grzegorz Osiecki opisywał tę sprawę z Tomaszem Żółciakiem.
Natomiast jeśli chodzi o sumy zarobków prezesa, to nie mamy dokładnej wiedzy, ale można oczekiwać, że cała operacja, która właśnie się dokonuje, sprawi, że pensja prezesa urośnie o około 200 tys. zł w skali roku - z ponad 1,6 mln do ponad 1,8 mln zł.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.