Media: Zidentyfikowano podejrzanych o próbę ataku w Lipsku. W tle Rosja

Śledczy z Niemiec "są pewni", iż ustalili tożsamość dwóch osób podejrzanych o przygotowanie ataku na ukraiński samolot transportowy na lotnisku w Lipsku. Obaj mężczyźni mają mieć powiązania z Rosją i byli wcześniej znani władzom.
Na miejscu znaleziono ślady DNA oraz urządzenia związane z użyciem dronów. Jeden z podejrzanych prawdopodobnie wjechał do Niemiec na podstawie włoskiej wizy turystycznej wystawionej w Mińsku.
Niemiecki minister spraw wewnętrznych wskazał na udział Rosji w incydencie z dronem. Rosyjska ambasada w Berlinie zaprzecza jednak zaangażowaniu Kremla, określając oskarżenia jako element politycznej histerii.
Według dziennika "Süddeutsche Zeitung" oraz stacji NDR i WDR "niemieccy śledczy są pewni, iż zidentyfikowali dwóch podejrzanych" w związku z planowanym atakiem na ukraiński samolot transportowy na lotnisku w Lipsku.
Koordynatorem logistycznym akcji miał być mężczyzna urodzony w Rosji, który na co dzień posługuje się łotewskim paszportem. Podejrzany prawdopodobnie ma powiązania z rosyjskim wywiadem.
"Najprawdopodobniej pod koniec lipca przybył do Niemiec przez berlińskie lotnisko Brandenburg, a następnie miał jechać wynajętym samochodem w kierunku Lipska. Dwa dni przed nieudanym zamachem z użyciem drona podejrzany opuścił Niemcy - ponownie samolotem z lotniska Brandenburg" - czytamy w publikacji "Süddeutsche Zeitung".
Dron na lotnisku w Lipsku. Niemieckie władze namierzyły podejrzanych
Na miejscu zdarzenia śledczy ujawnili też ślady DNA, które doprowadziły do drugiego podejrzanego. Pozostałości genetyczne zauważono na jednym z dronów, na wewnętrznej stronie puszki wypełnionej materiałami wybuchowymi, oraz na antenie przymocowanej do drzewa w pobliżu lotniska. Urządzenie najprawdopodobniej zostało zamontowane w celu wzmocnienia sygnału.
"W ten sposób władze natrafiły najprawdopodobniej na mężczyznę z Białorusi, który już wcześniej zwracał na siebie uwagę w różnych krajach z powodu innych przestępstw" - podali dziennikarze.
Śledczym udało się także odtworzyć przebieg jego wjazdu i wyjazdu do Niemiec. Z doniesień wynika, że mężczyzna, który posiada również rosyjski paszport, wjechał do kraju na podstawie włoskiej wizy turystycznej. Władze ustaliły, że dokument ten został wydany pod koniec kwietnia we włoskiej placówce dyplomatycznej w Mińsku.
Jak podał "Süddeutsche Zeitung", mimo dotychczasowych postępów, śledczy "sceptycznie podchodzą do kwestii postawienia podejrzanych sprawców przed sądem". Dziennik przypomniał bowiem o ataku hakerskim na Bundestag z 2015 roku. Wówczas władze nie były w stanie aresztować podejrzanych agentów, ponieważ nie wrócili oni do Europy.
Niemcy. Rosja zaprzecza swojemu zaangażowaniu w atak. "Antyrosyjska histeria"
Przypomnijmy, że drona z ładunkiem wybuchowym znaleziono w nocy z 4 na 5 sierpnia na lotnisku w Lipsku. Ładunek ważył około 600 gramów. Według ustaleń śledczych bezzałogowiec prawdopodobnie miał uderzyć w ukraiński wojskowy samolot transportowy, jednak zapalnik nie zadziałał.
W pobliżu lotniska znaleziono ponadto drugą maszynę, która miała zderzyć się z samolotem transportowym firmy DHL. Dziesięć dni później w gminie Kabelsketal zauważono kolejnego bezzałogowca, również z materiałami wybuchowymi. Śledczy zabezpieczyli ponadto w Kursdorfie urządzenie techniczne, które mogło służyć do sterowania dronem.
We wtorek niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt oświadczył, że za sierpniowy incydent z dronem na lotnisku w Lipsku odpowiada Rosja.
- Od dłuższego czasu nasze służby bezpieczeństwa obserwują hybrydowe akcje w Niemczech i europejskim sąsiedztwie. Te akcje skierowane są przeciwko infrastrukturze krytycznej, firmom zbrojeniowym i wspieraniu Ukrainy. Ustalenia naszych służb i służb krajów partnerskich wskazują jasno na rosyjski udział w planowanych, przeprowadzonych i udaremnionych akcjach - mówił Dobrindt.
Rosja natomiast stanowczo zaprzecza jakiejkolwiek odpowiedzialności. W oświadczeniu ambasady rosyjskiej w Berlinie incydent nazwano "pochopnie sfabrykowaną prowokacją". Ponadto wyrażono zaniepokojenie "nową falą antyrosyjskiej histerii" w Niemczech.
Źródła: "Süddeutsche Zeitung", NDR i WDR
"Polityczny WF": Czy PiS kończy się na naszych oczach? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.