Polska ofensywa. Tusk jedzie do Kijowa, Kosiniak-Kamysz do Waszyngtonu, Nawrocki na Bliski Wschód
W związku z rosnącymi obawami o eskalację wojny ze strony Rosji zarówno rząd, jak i pałac prezydencki ruszają z ofensywą dyplomatyczną. Równolegle do tych działań polskie władze starają się o umiędzynarodowienie tematu ochrony nieba nad wschodnią flanką Sojuszu. Rząd planuje również umocnienie punktów granicznych i wyposażenie ich w schrony.
Bezpieczeństwo Polski - temu będą podporządkowane zagraniczne wizyty premiera, wicepremiera i prezydenta
Źródło zdjęć: © FORUM | Łukasz Fejnarowicz
Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, Donald Tusk za kilka dni pojawi się w Kijowie. Premier będzie rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim o jesiennych scenariuszach rozwoju sytuacji na froncie oraz o spodziewanym kryzysie humanitarnym nad Dnieprem, do którego może dojść zimą. Ich poprzednie spotkanie odbyło się w lipcu 2026 r. w drodze powrotnej Zełenskiego z Waszyngtonu, a przedmiotem rozmów były polskie inwestycje na Ukrainie oraz współpraca antybalistyczna.
Z kolei minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz leci w przyszłym tygodniu do USA na spotkanie z szefem Pentagonu Petem Hegsethem. Według Onetu, który podał tę informację, tematem rozmowy będzie m.in. realizacja kontraktów zbrojeniowych, a także kwestia budowy stałej bazy armii amerykańskiej w Polsce.
WIDEO
Putin testuje granice. Największym problemem będzie reakcja Zachodu
WIDEO
Aktywny będzie również prezydent Karol Nawrocki, który 20–23 września będzie uczestniczył w sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdzie ma zaplanowane spotkania z przywódcami państw G20 (do kolejnego spotkania w ramach G20 dojdzie w grudniu w Miami). Według informacji WP w najbliższym czasie planowane są również wizyty prezydenta na Bliskim Wschodzie, który obecnie jest kluczowym problemem dla Amerykanów.
Koalicja chętnych do obrony wschodniej flanki
Równolegle do tego zacieśniana jest współpraca z Litwą w ramach zapobiegania wtargnięciom rosyjskich dronów i pocisków na teren państw wschodniej flanki NATO. Jak słyszymy nieoficjalnie, polskie władze starają się również o umiędzynarodowienie tematu ochrony nieba nad wschodnią flanką Sojuszu.
Nasze źródła wskazują na frustrację władz Warszawy wynikającą z tego, że po incydentach z udziałem dronów czy pocisków manewrujących Ch-10 nie jest uruchamiana nawet procedura wynikająca z art. 4 Paktu Północnoatlantyckiego. To mechanizm, który otwiera oficjalne konsultacje między państwami członkowskimi, gdy jedno z nich uzna, że jego bezpieczeństwo, niezależność polityczna lub integralność terytorialna są zagrożone.
Rozmówcy WP przekonują, że obecnie dyskutowana jest formuła zbudowania koalicji chętnych do obrony nieba nad wschodnią flanką, która byłaby czymś więcej niż tylko realizowaną misją Baltic Air Policing. Zdaniem naszych źródeł powołana w 2004 r. formuła daleko odbiega od wyzwań, które obecnie stawia przed NATO Rosja.
Umocnić punkty graniczne
Zarówno w rządzie, jak i w otoczeniu prezydenta panuje przekonanie, że bez jednoznacznego zamanifestowania zdolności do obrony nie będzie możliwe obniżenie napięcia w relacjach z Rosją. Władimir Putin każdy incydent bez zdecydowanej odpowiedzi traktuje jako zachętę do dalszych prowokacji.
W jednym z wariantów nasi rozmówcy nie wykluczyli scenariusza przekazania Ukrainie pocisków manewrujących, które byłyby przeznaczone do odpalenia z samolotów F-16 w kierunku specjalnej strefy ekonomicznej w Jełabudze. To tam produkowane są m.in. drony Gerań, w tym te o napędzie odrzutowym, które spadły w weekend niecały kilometr od przejścia granicznego w Dorohusku.
Jak słyszymy, rząd planuje również umocnienie punktów granicznych i wyposażenie ich w schrony oraz specjalne moduły przeciwodłamkowe, takie, jakie Ukraińcy rozstawiają m.in. w Chersoniu czy Kramatorsku w celu ochrony mieszkańców przed atakami dronowymi.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.