Porażka CDU w wyborach i trzy kluczowe kwestie. Rafał Chwedoruk: nie powinniśmy się dziwić
Wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Chwedoruk: katastrofa, której nie powinniśmy się dziwić
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/HANNIBAL HANSCHKE
W niedzielnych wyborach w Meklemburgii-Pomorzu Przednim wygrała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), uzyskując według wstępnych wyników końcowych 38,2 procent głosów. Drugie miejsce zajęło socjaldemokratyczne SPD z wynikiem 35,5 procent. W parlamencie w Schwerinie znajdzie się także Lewica (6,5 procent) oraz Zieloni (5,7 procent). Partia CDU kanclerza Niemiec Friedricha Merza nie przekroczyła progu pięciu, zdobywając 4,9 procent.
Merz, lider chadeków, wynik w tym kraju związkowym na północy Niemiec nazwał "katastrofą".
- Jest to katastrofa, której nie powinniśmy się dziwić z wielu powodów. Generalnie Meklemburgia-Pomorze Przednie oraz Berlin to landy, w których po 1989 roku nadreprezentowane były partie lewicowe. Co nie przeczy temu, że [to - red.] utrata gigantycznego odsetka wyborców na rzecz AfD, bo wyborcy AfD to są albo wyborcy niegłosujący, albo wyborcy głosujący wcześniej na CDU. Tak wszystkie niemieckie badania pokazują - komentował w TVN24 doktor habilitowany Rafał Chwedoruk, politolog związany z Uniwersytetem Warszawskim.
Co stoi za wynikami w Meklemburgii-Pomorzu Przednim
- Po pierwsze jest to wyraz tego, że nie było czegoś takiego jak zjednoczenie Niemiec. Z perspektywy większości mieszkańców byłej NRD to było wchłonięcie Niemiec Wschodnich przez Niemcy Zachodnie, wymuszenie określonego stylu życia - wskazał.
Jako drugą kwestię Chwedoruk wskazał to, że "niemiecka gospodarka przeżywa w tej chwili coś na kształt katastrofy". - Postępuje swego rodzaju dezindustrializacja Niemiec, czego pośrednio ofiarą padają także mieszkańcy wschodu. Na AfD w olbrzymim stopniu głosuje klasa robotnicza. Ona oczywiście dzisiaj wygląda zupełnie inaczej niż dawniej - wyjaśnił.
- Po trzecie wreszcie sam Merz jest chyba najsłabszym kanclerzem w dziejach niemieckiej chadecji - mówił Chwedoruk. Profesor dodał w tym kontekście, że "wojenno-militarystyczna paranoja, która mu towarzyszy, nie jest do końca rozumiana przez wielu obywateli".
Pieniądze za spotkania z Nawrockim? Chwedoruk o "politycznej porażce"
Dziennikarze Newsweeka i Radia Zet dotarli do cennika, który ma obowiązywać na imprezie Polish-American Economic Summit z udziałem Karola Nawrockiego. Na wydarzenie zaprasza kancelaria prezydenta, a jego organizatorem jest Centrum Strategii Rozwojowych. W zaproszeniu fundacja przedstawiać miała trzy pakiety sponsorskie: srebrny za 25 tysięcy, złoty za 50 tysięcy oraz platynowy za 100 tysięcy dolarów. Najdroższy wariant miał - według informatorów dziennikarzy - zapewniać indywidualną rozmowę z prezydentem. Pałac kategorycznie temu zaprzecza. Impreza ma odbyć się w Nowym Jorku w poniedziałek.
Ustalenia te skomentował Chwedoruk, którego zdaniem "jest to jedna z pierwszych poważniejszych wpadek zaplecza prezydenta Nawrockiego". - Standardy uprawiania polityki w Europie i w Stanach Zjednoczonych są bardzo różne tak w wymiarze formalnym, jak i w wymiarze obyczajowym. Ktoś chyba nie wziął pod uwagę dystansu, jaki dzieli Polskę i Europę od Stanów Zjednoczonych - ocenił.
- W Stanach Zjednoczonych polityka w różnym stopniu jest permanentnym lobbingiem, a kampanie wyborcze po decyzji Sądu Najwyższego z 2010 roku w zasadzie mają nieograniczone prywatne finansowanie - tłumaczył gość TVN24. Zauważył jednak, że w Europie mamy różne tarcze antykorupcyjne, które mają za zadanie "nie przeistoczyć polityki w jedną wielką formę nacisku ze strony prywatnego biznesu".
Chwedoruk ocenił również, że "jeśli kancelaria prezydenta musi się tłumaczyć w tej chwili z tego, o co tak naprawdę tam chodziło - czy tylko o wydzielone strefy, czy o płacenie za rozmowę - to samo w sobie jest już polityczną porażką".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.