"Upokarzające". Rodziny polskich żołnierzy oburzone słowami szefa Pentagonu
- W sobotę szef Pentagonu podważył zakres bojowego zaangażowania państw NATO w afgańską misję. Stwierdził, że "może pięć" z 50 krajów miało realny udział w operacji.
- - Wraca trauma i żal, że ktoś ich tam wysłał. Skoro polscy żołnierze nie byli w Afganistanie potrzebni, to po co? - pyta Krystyna Ambrozińska.
- - Te słowa są dla nas bardzo upokarzające. Nie powinny paść - komentuje z kolei Maria Szczurowska, matka poległego sierż. Marcina Szczurowskiego.
Podczas przemówienia na Uniwersytecie Tennessee w Knoxville, Hegseth bardzo krytycznie wypowiedział się na temat zaangażowania krajów NATO w działania bojowe w Afganistanie.
– Byłem kapitanem w Afganistanie i jeździliśmy do kwatery głównej w Kabulu, gdzie było 50 flag. To był piękny widok: 50 różnych krajów wspierających sojusz NATO i misję ISAF. Oprócz tego wkład w działania miało może pięć z nich. Pod koniec misji zaledwie jedno lub dwa państwa faktycznie uczestniczyły w działaniach bojowych. Żartowaliśmy nawet, że naszywka ISAF (International Security Assistance Force – Międzynarodowe Siły Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie) oznaczała "Widziałem Walczących Amerykanów (I Saw Americans Fighting)" – powiedział Pete Hegseth.
Jego słowa wywołały burzę. Zareagował m.in. Radosław Sikorski. "Proszę to powiedzieć, panie sekretarzu, rodzinom 44 polskich żołnierzy, którzy zginęli, zabezpieczając trudną prowincję Ghazni" – napisał w serwisie X wicepremier i szef polskiej dyplomacji.
DLA CIEBIE
Hyundai na Paris Motor Show 2026
DLA CIEBIE
Rodziny poległych w szoku. "Oczekujemy, że to się nie powtórzy"
Słowa Hegsetha zostały bardzo negatywnie przyjęte także przez rodziny żołnierzy poległych w Afganistanie.
– Bardzo boli mnie, że tak się mówi o polskich żołnierzach. Po prostu jest to nie do wiary, że może się dziać coś takiego. Jako rodziny poległych w Afganistanie oczekujemy ze strony amerykańskiej, że takie wypowiedzi więcej się nie powtórzą – mówi Wirtualnej Polsce Krystyna Ambrozińska.
Jej syn, kapitan Daniel Ambroziński poległ 10 sierpnia 2009 r., kiedy polski patrol został zaatakowany przez talibów w miejscowości Usman Khel.
– Polscy żołnierze nie pojechali tam na wycieczkę, tylko ze względu na rozkaz – dodaje Ambrozińska. I podkreśla, że czeka na reakcję prezydenta Karola Nawrockiego, który "powinien bronić godności i honoru polskich żołnierzy".
Podobnie słowa szefa Pentagonu ocenia Maria Szczurowska, której syn, sierż. Marcin Szczurowski, zginął 21 grudnia 2011 r. w czasie ataku na polski konwój.
– Było już tyle bzdurnych wypowiedzi amerykańskich polityków, że po prostu ręce opadają. Nie wierzę, że myślą tak żołnierze z USA, którzy walczyli z Polakami ramię w ramię. Te słowa są dla nas bardzo upokarzające. Myślę, że gdyby autor wypowiedzi przeżył taką traumę jak my, zastanowiłby się dwa razy. Nie wiem, czy to dla niego gra polityczna, czy jakaś zabawa. Zamiast przeprosin wolałabym, by takie słowa po prostu nigdy nie padły – zaznacza matka poległego żołnierza.
Kolejny raz. "W takim razie ich śmierć nie miała sensu"
W poniedziałek gen. Roman Polko mówił w Wirtualnej Polsce, że słowa szefa Pentagonu to "deptanie grobów". – Dziękuję panu generałowi za to, że w podobnych sytuacjach zawsze broni polskich żołnierzy – mówi Ambrozińska.
I przypomina, że to nie pierwsza głośna wypowiedź zza Oceanu, która uderza w ich pamięć. W styczniu 2026 r. Donald Trump mówił w rozmowie z Fox News, że jego kraj nie potrzebował pomocy wojsk NATO, które w Afganistanie "trzymały się trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu".
– Takie słowa jak Trumpa czy Hegsetha sprawiają, że wraca trauma. I żal, że ktoś ich tam wysłał. Skoro polscy żołnierze nie byli w Afganistanie potrzebni, to po co? – pyta Ambrozińska i dodaje, że "w takim razie te śmierci nie miały sensu".
Jak mówi, styczniowa wypowiedź Trumpa nie zaskoczyła jej o tyle, że "on każdego dnia zmienia zdanie". - Ktoś powinien mu przedstawić, jak rzeczywiście było, bo to jest dla mnie niezrozumiałe i uderza w naszą godność. Szczególnie w tych, którzy oddali swoje życie, płacąc najwyższą cenę. To strasznie boli – zaznacza matka kpt. Ambrozińskiego.
Podkreśla, że nieraz społeczeństwo ocenia żołnierzy w krzywdzący sposób. Czytała w przeszłości o swoim synu opinie, że "matka wychowała bandytę, który pojechał na wojnę dla pieniędzy". - To boli jeszcze bardziej niż wypowiedzi prezydenta USA. Ludzie nie mają pojęcia, o czym mówią. Każdej matce życzyłabym takiego "bandyty" jak mój syn – dodaje.
Ból nie mija
Mimo upływu czasu, rodziny polskich żołnierzy poległych w Afganistanie nadal zmagają się z traumą.
– W czerwcu córka Daniela kończyła dwa latka, w sierpniu zginął. Wiem, że umierał w wielkich cierpieniach. Nie jestem w stanie sobie nawet tego wyobrazić. To dla mnie dodatkowy ból. Najpierw usłyszałam o śmierci syna w telewizji. Potem przyjechali z jednostki. Zapytałam: "Zwrócicie mi życie mojego syna?" – wspomina Krystyna Ambrozińska.
– Po jego śmierci pół roku z przerwami spędziłam w szpitalu. Dziś trzymam się tylko dzięki temu, że działam w stowarzyszeniu dla seniorów. Inaczej skończyłabym w szpitalu psychiatrycznym albo na cmentarzu – mówi kobieta.
Maria Szczurowska dowiedziała się o śmierci syna, przygotowując kolację wigilijną.
- Zobaczyłam w telewizji na pasku, że zginęło pięciu naszych chłopaków. Powiedziałam tylko do męża: "Nasz Marcin nie żyje". Nie mam pojęcia, skąd wiedziałam, że jest wśród ofiar. Kiedy wojskowi zjawili się na naszym podwórku, powiedziałam, że nie chcę ich tu widzieć. Wiedziałam, po co przyjechali – opowiada Wirtualnej Polsce.
– Córka Marcina obchodziła niedawno 18. urodziny. Bolało nas, że nie może zatańczyć ze swoim ojcem. Święta Bożego Narodzenia nigdy nie będą już dla nas takie jak kiedyś. Zawsze brakuje przy stole jednej osoby. I na tym zakończmy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.