Znany publicysta nie obronił doktoratu. Kłótnia o tytuł trwa w sieci

Jakub Wiech poinformował w mediach społecznościowych, że nie uzyskał tytułu doktora.
Przebieg obrony i zarzuty dotyczące pracy Wiecha wywołały szeroką dyskusję oraz komentarze w internecie.
Opinia publiczna, w tym eksperci i dziennikarze, nawiązywali do kwestii rzekomego plagiatu, niezdecydowania komisji oraz przebiegu obrony.
Sprawa doktoratu dziennikarza zaczęła być szeroko komentowana w sieci jeszcze przed dniem obrony. Szerokim echem odbiła się opinia Tomasza Swaczyny z Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych, który zarzucił Wiechowi m.in. brak stworzenia "autorskiego modelu analitycznego", który był zapowiadany we wstępie pracy.
Jakub Wiech nie obronił doktoratu. Burza w sieci
W związku z tym zaplanowana na poniedziałek obrona pracy doktorskiej "Wpływ instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004-2019" cieszyła się wyjątkowo dużym jak na takie wydarzenie zainteresowaniem.
Jeden z użytkowników portalu X udostępniał też na bieżąco swoją relację z Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarz stwierdził później, że był przez niego nazywany "krasnalem", a mężczyzna zostawiał podobizny publicysty w wydziałowych toaletach.
Do sprawy odniósł się sam zainteresowany, publikując wpis w mediach społecznościowych. Zaznaczył w nim, że pracy nie obronił - trzy głosy komisji były za, trzy głosy przeciw, a czterej członkowie wstrzymali się.
"Mógłbym wobec tego apelować do Rady Dyscypliny, do której należy teraz decyzja w sprawie nadania stopnia doktora, czy też odwoływać się do Rady Doskonałości Naukowej. Ale w takiej sytuacji - nie mam zamiaru. Dlaczego? Głównie dlatego, że taki rezultat głosowania komisji uznaję za niezrozumiały" - stwierdził Wiech.
Jak relacjonował publicysta, obrona trwała sześć godzin, podczas której odpowiedział na ok. 50 pytań - ok. 15 z nich zadała komisja, pozostałe zgromadzona publiczność.
"Poziom pytań publiki był nierówny, bo zdarzały się bardzo merytoryczne (np. o wpływ jednomyślności na bezpieczeństwo energetyczne), ale były też takie, które dotyczyły np. obrony polskiego węgla czy tego, czy człowiek ociepla klimat. Sporo osób przyszło, zadało tego typu pytanie i wyszło zanim usłyszało odpowiedź. Niektóre osoby wygłaszały monologi, co dość mocno przedłużało całą sprawę" - napisał.
Publicysta odpiera zarzuty. "To tylko początek tej historii"
Jakub Wiech zapewnił, że odpowiedział na wszystkie pytania, a komisja nie miała do jego odpowiedzi krytycznych uwag merytorycznych. Dodał również, że praca została dopuszczona do obrony i przeszła badanie Jednolitym Systemem Antyplagiatowym.
"Została oceniona - co podkreślono na obronie - jako wartościowa, dobrze napisana i wnosząca nowy wkład do nauki. Recenzenci się z recenzji nie wycofali, a komisja ich nie kwestionowała" - stwierdził. Według niego, aż cztery głosy wstrzymujące się od zabrania stanowiska to "sprawa niezrozumiała".
"Jeśli trzy recenzje, sześć godzin obrony i 50 pytań nie wystarczą do zajęcia stanowiska 'za' lub 'przeciw', to ja nie wiem, co jest w stanie" - zakończył swój wpis.
Odpowiadając na jeden z komentarzy z pytaniem o to, gdzie jest opisany przez niego model, stwierdził że "jest tam, gdzie ma być". "W pracy. Zauważyli go nawet recenzenci" - dodał.
"Tylko, że nie jest wprost nazwany 'modelem', dlatego AI wykorzystane do pisania 'analizy' sugerującej, że go nie ma modelu po prostu nie dostrzegło. A to tylko początek tej historii z odpieraniem 'zarzutów', wśród których mamy sporo halucynacji AI czy żadnego PR-u, mówiącego, że jeden recenzent napisał iż w pracy jest 'ogrom błędów', ale pomijającego już, że chodzi o literówki i redakcję przypisów" - komentował publicysta.
Zarzuty o plagiat rozprawy doktorskiej. "Nie chcę wchodzić w kompetencje"
Do oświadczenia Wiecha odniósł się wspomniany wcześniej Swaczyna, który zapowiedział wniosek o dostęp do informacji publicznej, "aby dowiedzieć się, kto zagłosował pozytywnie, a kto negatywnie".
"Pozytywnie na temat Pana obrony wypowiedziało się trzech członków na 10, czyli 30 proc. Nie wiem, kto był za (może Pan podzieli się z nami tą informacją) stawiam jednak, że to recenzenci (lub 2 recenzentów i promotor), którym nie wypadało po pozytywnej recenzji zagłosować inaczej, bo wskazywałoby to na nich niekompetencję w procesie recenzji pracy" - skomentował.
Swaczyna zaznaczył też, że nie ma procedury odwołania się do Rady Dyscypliny Naukowej, ponieważ uchwała komisji doktorskiej nie jest zaskarżalna, a zażalenie przysługuje wyłącznie od postanowienia o odmowie dopuszczenia do obrony.
Zaznaczył również, że został zapytany przez prorektora uczelni o to, dlaczego nie zgłosił podejrzenia popełnienia plagiatu do prokuratury.
"Wskazałem, że nie chcę wchodzić w kompetencje Uczelni, która na mocy prawa bada i analizuje Pana pracę, ja pozwoliłem sobie wyłącznie na rozległy komentarz" - argumentował.
Rożek o niezdecydowaniu komisji. "Przykładacie ręce do linczu"
W obronie Wiecha stanął m.in. dziennikarz i popularyzator nauki Tomasz Rożek, który zaznaczył m.in. że obrona przebiegła zgodnie z wymogami, praca nie jest plagiatem i nie jest napisana "przez jakikolwiek model językowy".
"Mimo wielu godzin obrony, pomimo nadstandardowej liczby pytań, kilku członków komisji wciąż jednak nie wiedziało, co myśleć i wstrzymało się od głosu. To brak przekonujących argumentów czy odwagi, by podjąć jednoznaczną decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność? Decyzję pozytywną bądź negatywną. Jakąkolwiek. Woleli nie mieć żadnego zdania. Tak niewątpliwie jest łatwiej" - napisał Rożek.
"Zadziwiające. Wystraszyli się tego, że to ich zdjęcia czy karykatury zostaną rozklejone na podłodze w kiblu uczelni? Może to, że zrobiono to ze zdjęciami Kuby ich jakoś zmroziło? Może wystraszyli się, że to ich prace naukowe zacznie przeglądać horda domorosłych (i najczęściej anonimowych) specjalistów, których pełne błędów "analizy" napisane przez AI będą klikane setki tysięcy razy w internetach? Być może" - dodał.
Według dziennikarza, jednym z problemów polskiej nauki jest odwaga, która "ma często konkretne imiona i nazwiska".
"Przykładacie ręce do linczu Panie i Panowie. A Jakubowi życzę powodzenia. Nie w tym, by zdobył tytuł doktora, tylko w tym, by miał szansę na uczciwą obronę" - podsumował.
Terlikowski o obronie Wiecha. "Zaatakował go tłum"
Na niezdecydowanie członków komisji zwrócił także uwagę dziennikarz i publicysta Tomasz Terlikowski.
"Wiech naraził się wielu, jasno głosił swoje poglądy, i za to został zaatakowany. Zaatakował go tłum, który niewiele miał wspólnego z nauką, a który kierował się czystą złośliwością i niezgodą na jego poglądy. Ogromna większość z krytykujących go nie ma pojęcia o metodach naukowych, o uprawianiu nauki, o energetyce, czy o pisaniu doktoratu, a niszczyła go z pasją, bo głosił poglądy inne od nich" - zaznaczył.
Zarzucił też członkom komisji, że "tak samo nie mają cojones jak inni, więc czterech z nich wstrzymało się od głosu w kwestii jego obrony".
"Dlaczego uważam, że to brak odwagi? Bo odwagą było zagłosowanie na tak lub na nie, a głos wstrzymujący to wyłącznie obawa przez społeczną reakcją, przed tumultem i nagonką tłumu. Nic więcej" - argumentował.
Według Terlikowskiego, zamieszanie wokół doktoratu Jakuba Wiecha "to klasyczny mechanizm tumultu, a potem linczu".
"Można się z Jakubem zgadzać albo nie, można cenić albo nie jego pracę, można wreszcie odmiennie oceniać jakość jego doktoratu (nie czytałem go, więc na ten temat się nie wypowiadam), ale zawsze warto być przeciwko najgorszym mechanizmom zaszczuwania. A z tym mieliśmy do czynienia, gdy pewien twitterowicz rozkładał zdjęcia Jakuba Wiecha w toaletach" - napisał dziennikarz.
"Polityczny WF": Jak rząd może odbić TK? Na stole kilka scenariuszyINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.