Atak na klasztor w Jarosławiu. Zdecydowano, co z Ukraińcem. Nowe informacje

Posiedzenie aresztowe przed Sądem Rejonowym w Jarosławiu rozpoczęło się w sobotę o godz. 13.30. Chwilę po godz. 14 Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu przekazała, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, nowe informacje.
- Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i zastosował tymczasowy areszt dla podejrzanego na okres trzech miesięcy (...). Z uwagi na stan zdrowia podejrzany nie został doprowadzony, w orzeczeniu sądu znajduje się wskazanie, iż ten środek winien być stosowany w warunkach szpitalnych - mówiła Harasz-Wołoszyn.
Prokurator wyjaśniła, że Ihor M. trafi do placówki medycznej, która dysponuje oddziałem o tzw. "wzmocnionym zabezpieczeniu". Tego typu miejsca wyposażone są w całodobowy monitoring, kraty w oknach, wzmacnianie drzwi, śluzy bezpieczeństwa oraz elektroniczne systemy kontroli dostępu. Poza wykwalifikowaną kadrą medyczną na oddziałach stale obecni są także pracownicy ochrony.
Więcej informacji wkrótce...
W piątek Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu informowała, że Ihor M. "ujawnia objawy choroby psychicznej" i przebywa w "placówce medycznej o charakterze psychiatrycznym". Jego stan wyklucza obecnie przesłuchanie.
Wniosek prokuratury dotyczył zastosowania aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy w warunkach szpitalnych.
Zabójstwo w Jarosławiu. Ukrainiec zaatakował pięć osób
31-letni Ihor M. jest podejrzany o atak na terenie klasztoru w Jarosławiu. W czwartek miał dźgnąć nożem pięć osób, jedna z nich - najciężej ranny ksiądz - zmarła.
W piątek prokuratura sformułowała wobec niego zarzuty: zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała.
Wiadomo, że M. przyjechał do Polski z Niemiec i chciał wrócić do ojczyzny. Ukrainiec nie został przepuszczony przez przejście graniczne w Korczowej, bo nie miał ważnego ubezpieczenia samochodu. Jego pojazd miał zostać odholowany właśnie do Jarosławia.
Ukrainiec zaatakował w klasztorze w Jarosławiu. Ambasador: Jest mi przykro i żal
Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar poinformował w piątek wieczorem na antenie TVN24, że konsul skontaktował się z matką Ihora M. Zaprzeczył, że mężczyzna służył w ukraińskiej armii.
Relacjonując rozmowę konsula z mamą podejrzanego poinformował, że M. "miał jakieś przejawy nadmiernej emocjonalności", ale "chyba to nie było widoczne jako choroba".
- Jest mi bardzo przykro i żal. Chciałbym także przeprosić wszystkich poszkodowanych i opinię publiczną za takie zdarzenie, które niestety oczywiście wpływa także na ogólny stosunek do Ukraińców w Polsce - przekazał ambasador Bodnar.
"Polityczny WF": Tego Nawrocki nie przeskoczy. Kto wynegocjuje pobyt wojsk USA?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.