Akty dywersji w Warszawie? Siemoniak wprost o rosyjskim zagrożeniu

Gościem najnowszego wydania naszego programu "Bez Doktryny" Wirtualnej Polski był minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Gość WP nie ma złudzeń: czas teoretycznych rozważań o bezpieczeństwie dobiegł końca. - Zdajemy sobie sprawę, że Rosja może wysłać gości, którzy spalą centrum handlowe w Warszawie - ostrzegł.
Najważniejsze informacje
- Akty dywersji w Polsce to nie fikcja: Gość programu jednoznacznie stwierdził, że wtargnięcia obcych dronów czy rakiet to element zaplanowanej operacji, mającej na celu wywołanie strachu i chaosu w polskim społeczeństwie.
- Widmo separatyzmu w krajach bałtyckich: Według Siemoniaka Moskwa może instrumentalnie wykorzystać rosyjskojęzyczne mniejszości na Litwie czy Łotwie do prób odrywania terytoriów, powielając mechanizmy znane z ataku na Ukrainę.
- Granica polsko-białoruska jako poligon: Rozmówca WP podkreślił, że reżim Łukaszenki i Putina z niezwykłą precyzją wykorzystał migrantów jako broń, co kosztowało polskie państwo miliardy złotych i uderzyło w system strefy Schengen.
- Sabotaż w sercu kraju: Minister ostrzegał, że musimy być przygotowani na najbardziej drastyczne scenariusze, w tym zlecane przez rosyjskie służby podpalenia obiektów cywilnych w polskich miastach.
Wskazał, że celem tych naruszeń nie jest wyłącznie prowokacja militarna, ale zaplanowana operacja psychologiczna. - Jeśli się ktoś decyduje, żeby to zrobić w Polsce spektakularnie, to też po to, żeby to zrobiło ogromne wrażenie na polskiej opinii publicznej, ją przestraszyło, poruszyło - ostrzegł minister.
Zaznaczył przy tym, że na obecnym etapie wyższe poziomy eskalacji, w tym zamachy i akty sabotażu, "są absolutnie wyobrażalne".
Strach Bałtów i "internetowi separatyści"
Perspektywa Warszawy mocno różni się jednak od tego, co czują społeczeństwa Litwy, Łotwy czy Estonii. - U nas jednak jest takie poczucie trochę większej siły. Nigdy nie byliśmy częścią Związku Radzieckiego. Pamięć o tym to doświadczenie tych trzech państw. Było absolutnie tragiczne - tłumaczył Siemoniak.
W jego ocenie to właśnie w państwach bałtyckich Rosja może szukać punktów zapalnych, wykorzystując do tego mniejszości narodowe. Gość WP nakreślił czarny scenariusz powołania w krajach bałtyckich prorosyjskich ruchów separatystycznych działających pod płaszczykiem walki o prawa mniejszości.
Migranci jako broń i śmierć na granicy
Zdaniem Siemoniaka najbardziej tragiczną lekcją dla Polski w ostatnich latach okazał się ciągnący się kryzys graniczny.
Polityk przywołał wstrząsające kulisy pracy Straży Granicznej, przypominając śmierć sierżanta Mateusza Sitka. - Ja rozmawiałem z funkcjonariuszką, która zaczęła ratować tego żołnierza. Taka normalna dziewczyna, koło 20 lat, służąca kilka miesięcy (...), nie mogła zrozumieć, jak ci migranci mogą w nią, ratującą życie człowieka, rzucać kamieniami - zrelacjonował wyraźnie poruszony gość.
Wnioski z tych wydarzeń są brutalne. - Jesteśmy mądrzejsi o to, że zdajemy sobie sprawę z tego, że Rosja może wysłać gości, którzy spalą centrum handlowe w Warszawie - podsumował Siemoniak.
Nowe odcinki "Bez Doktryny" do obejrzenia w każdy piątek o godz. 20.00.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.