"Sfałszowała wybory" w Polsce 2050? Poseł oskarża Pełczyńską-Nałęcz
Rafał Kasprzyk, który odszedł z Polski 2050 i obecnie reprezentuje koło Unia Centrum, nie szczędził gorzkich słów pod adresem dawnej formacji i jej liderów. Odnosząc się do ostatnich zawirowań i utraty przywództwa przez Pełczyńską-Nałęcz, stwierdził, że to "żałosny obraz upadku tych wartości, które budowały tę partię".
– Najbardziej jest mi szkoda tych ludzi, którzy zostali po prostu dzisiaj potłuczeni, poobijani, niezagospodarowani. Najpierw zostawił ich Szymon Hołownia, później zostawiła ich przewodnicząca – mówił Kasprzyk, wspominając początkowy entuzjazm towarzyszący narodzinom ruchu.
"Tajemnica Poliszynela" i anulowane głosowanie
Prawdziwe emocje w studiu wywołało jednak bezpośrednie oskarżenie dotyczące partyjnych wyborów. – Natomiast sfałszowane wybory przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz... – rzucił w pewnym momencie Kasprzyk.
Na reakcję prowadzącej program Agnieszki Gozdyry nie trzeba było długo czekać. Gdy dziennikarka dopytała, czy poseł rzeczywiście mówi o fałszerstwie, ten odparł: – Oczywiście. No przecież to jest tajemnica Poliszynela, że ta przerwa techniczna była spowodowana pewnymi działaniami z zewnątrz, które ktoś sprowokował – przekonywał.
Polityk odniósł się w ten sposób do głośnej sytuacji z przeszłości, gdy drugą turę głosowania na szefa partii niespodziewanie anulowano, oficjalnie tłumacząc decyzję nagłymi problemami technicznymi.
Na ponowne pytanie, czy uważa, że Pełczyńska-Nałęcz dopuściła się fałszerstwa, by wygrać wybory, Kasprzyk odpowiedział, że "myśli, że jest to bardzo prawdopodobny wariant". – Ja jestem co do tego przekonany – przekazał.
Poważne zarzuty pod adresem Pełczyńskiej-Nałęcz
Prowadząca dociekała, czy parlamentarzysta dysponuje jakimikolwiek twardymi dowodami na poparcie tak poważnego oskarżenia. Kasprzyk otwarcie przyznał, że materiałów dowodowych nie ma.
– Pewnie gdybym miał, to bym je przedstawił – stwierdził poseł, dodając jednak, że w jego ocenie okoliczności były jednoznaczne. – Nie było możliwości technicznych, żeby nagle w czasie trwania głosowania... proszę sobie wyobrazić sytuację, gdzie są jakieś wyniki i ktoś ma do nich wgląd, nagle zostało to głosowanie przerwane, a później dowiedzieliśmy się, że zostało tam kilka tysięcy głosów gdzieś zabukowanych – relacjonował.
Kasprzyk, który przez 10 dni zasiadał w zarządzie partii, zadeklarował również, że nie wyobraża sobie dalszej pracy z byłą minister. – Bardzo blisko współpracowałem z panią Katarzyną, z panią minister i nigdy więcej nie chcę z nią już współpracować - stwierdził.
Tajemnicza ingerencja z zewnątrz?
Dopytywany o moment, w którym działacze zorientowali się, że mogło dojść do manipulacji, poseł Unii Centrum odwołał się do kolejnych wewnętrznych obrad.
– Ta sprawa była długo wyjaśniana, tak żeby jej nie wyjaśnić. Natomiast powtórzyła się przy kolejnej Radzie Krajowej. Wtedy ja osobiście pracowałem nad tym systemem. Zauważyliśmy, że ktoś zdalnie z zewnątrz wyłączył możliwość głosowania – mówił.
Jak zaznaczył, to on wraz z innymi członkami komisji skrutacyjnej doprowadził do wznowienia procedury. – Ktoś ingerował z zewnątrz, ktoś, kto miał do tego dostęp. Niewiele osób i tylko zaufane miały do tego dostęp – podsumował Kasprzyk w Polsat News.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.