Zandberg o cenach paliw. "Osłon nie ma, bo prezydent się kłóci z rządem"

Marta Kurzyńska, Interia: Co napędza tak potężną falę, na której płynie dziś skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec?
Adrian Zandberg, otwiera się w nowym oknie, lider Partii Razem: - Coś się kończy. Niemiecka gospodarka ma problemy i to nie jest tylko zadyszka. Stawiali na import tanich paliw z Rosji, sztuczne duszenie płac, nie inwestowali dużo. Energia z Rosji się skończyła, lata niskich inwestycji odbijają się czkawką. Chiny odbierają Niemcom branżę po branży. Niemcy stracili pewność jutra i źle to znoszą. AfD się na tym pasie.
To jest sygnał ostrzegawczy dla polityków głównego nurtu także w Polsce?
- Żadna demokracja nie będzie bezpieczna, jeżeli ludzie słyszą od polityków, że jutro ma być gorzej niż dziś - a to przecież Niemcy słyszeli od kanclerza Merza. Jeśli system nie daje ani bezpieczeństwa, ani nadziei na lepsze, to zaczyna się sypać.
A czy polska prawica może popłynąć na tej samej fali sprzeciwu, czy nie należy łączyć sytuacji w obu krajach?
- Jesteśmy gospodarczo w zupełnie innym miejscu. Ale u nas też bolą koszty życia: ceny mieszkań w dużych miastach są ciągle chore, rosną rachunki, teraz doszedł gwałtowny skok cen paliw. Powinniśmy wprowadzić, i to pilnie, program osłonowy. Ale osłon nie ma, bo prezydent się kłóci z rządem.
Mamy w tej sprawie całkowity klincz polityczny między rządem a prezydentem.
- Prezydent wetuje pomoc dla ludzi, rząd składa ten sam projekt ponownie. Wszyscy są w sumie zadowoleni, tylko ludzie zaraz nie będą mieli za co zatankować samochodów.
A kto tu najbardziej staje okoniem?
- Weto prezydenckie było absurdalne. Mam wrażenie, że w Kancelarii Prezydenta najpierw ktoś podjął decyzję o wecie, a dopiero potem zaczęli je na siłę uzasadniać.
- Problem z tym rządem jest taki, że niewiele robi - widać to choćby w sypiącej ochronie zdrowia. Naprawdę jest ich za co krytykować. Ale jak raz na rok zdarzy im się jednak coś zrobić, to teraz prezydent to blokuje w imię partyjnej przepychanki. To jest szkodliwe. Prezydent chciał walnąć w Tuska, ale rachunek zapłaci przecież nie Tusk, tylko miliony zwykłych ludzi.
Czy w polskiej rzeczywistości politycznej jest w ogóle możliwe, by priorytetem stały się realne problemy obywateli?
- Może to nie jest priorytet dla PO-PiSu, ale to jest priorytet dla Razem. A o tym, jaka będzie przyszłość polskiej polityki, zadecydują ludzie w wyborach.
- Wracając do kosztów życia - to nie jest tylko sprawa cen paliwa. Spójrzmy na duże miasta: ceny mieszkań, koszty wynajmu są chore w stosunku do zarobków, zwłaszcza młodych pracowników. Czynsz na rynku prywatnym pożera lwią część wypłaty. Rząd i samorządy nie robią w tej sprawie nic - budownictwo społeczne ma śmieszną skalę, nie ma regulacji czynszów, kwitnie za to spekulacja. Władza od lat wysyła ludziom sygnał, że ma ich w nosie.
Czy są jakieś konkretne, proste rozwiązania, które można wprowadzić od ręki na poziomie samorządowym?
- Oczywiście, że tak! Aleksandra Owca, nasza kandydatka w wyborach prezydenckich w Krakowie, proponuje, żeby miasto zapewniało bezpłatne pośrednictwo mieszkaniowe. Dziś między wynajmującym a najemcą są pośrednicy, którzy kasują za nic tysiące złotych.
- Młodzi ludzie, studenci na sam start najmu czasem muszą wykombinować nawet kilkanaście tysięcy złotych. Te koszty można z ludzi zdjąć. Owca chce w Krakowie wprowadzić jednolitą, standardową umowę najmu, bez patologicznych zapisów, które służą wyłudzaniu pieniędzy.
- Można przyjąć ustawę Razem, która ucina wyłudzanie pieniędzy od najemców za mieszkania z grzybem, z karaluchami. Wszystko to można zrobić - tylko trzeba chcieć.
Nowa Lewica, otwiera się w nowym oknie, która świętowała niedawno 1000 dni koalicji rządzącej, przekonuje, że był to świetny czas dla Polski i dowód odwagi w braniu odpowiedzialności za państwo. To zdaje się prztyczek w wasz nos?
- Bilans dokonań tej ekipy każdy widzi. Wystarczy stanąć w kolejce do lekarza. Nowa Lewica może wydać miliony złotych na kolejne konwencje, ale ludzie przecież widzą, jak jest. Widzą, kto naprawdę rządzi, a kto siedzi cicho i na wszystko się zgadza, żeby tylko utrzymać stołki.
- W zdrowiu, w nauce, w edukacji stało się to, przed czym trzy lata temu ostrzegaliśmy - zjazd w dół. Dlatego walczyliśmy o reformy, o twarde gwarancje w umowie koalicyjnej. Kiedy usłyszeliśmy, że nie ma na to zgody, nie weszliśmy do rządu. Nowa Lewica wolała porzucić program, byle tylko dostać te wymarzone gabinety i limuzyny. Efekty widać.
Nie brakuje panu realnej sprawczości politycznej?
- Sprawczość w polityce bierze się z siły. Obóz władzy mógł nam powiedzieć "nie", bo miał większość bez naszych głosów. Lekcja z 2023 roku jest dla mnie prosta: żeby doprowadzić do prawdziwych zmian, w kolejnym parlamencie większość rządząca musi zależeć od głosów klubu Partii Razem. Nowa Lewica jest bezużyteczna - bo co z tego, że można się z nimi umówić na program, skoro po wyborach sprzedadzą go za fistaszki?
Rozwój Plus to "koncesjonowana opozycja"?
- Patrzę na to kotłowanie się na prawicy z rozbawieniem. Jeszcze niedawno obsypywali Morawieckiego kwiatami, a dziś okazuje się, że to reinkarnacja Bogusława Radziwiłła. Szybko poszło.
Mateusz Morawiecki, otwiera się w nowym oknie ma szansę zawojować prawicę?
- Który Morawiecki? Słyszałem, że to będzie nowa jakość, rozsądna centroprawica, bez tych wszystkich odklejonych obsesji i kopiowania retoryki AfD. A trochę tego nie widać, szczerze mówiąc. Kłócą się z PiS-em, owszem - o fotel wicemarszałka. Ale w przekazie Morawiecki mówi to samo co PiS.
- Ostatnio były premier ma jakąś kuriozalną obsesję na punkcie warzyw w szkołach - co włączę internet, wyskakuje mi kolejny filmik, w którym straszy wege-obiadami. Co dalej, będzie odgrzewać stare kotlety Brauna o jedzeniu robaków? To ma być ta rozwojowa centroprawica?
Czeka pan z niecierpliwością na kolejne ruchy w sprawie Szymona Hołowni, otwiera się w nowym oknie?
- Nie spędza mi to snu z powiek. Bardziej bym chciał usłyszeć, kiedy rząd wreszcie ukróci patologie na kontraktach w szpitalach. Pamięta Pani aferę Szpitala Południowego? Premier Tusk wystąpił wtedy przed kamerami w roli groźnego cara oburzonego na złych bojarów i dał urzędnikom kilka dni na zrobienie porządków.
- A teraz okazało się, że żaden projekt nie trafi do Sejmu przez najbliższe 12 miesięcy, a ewentualne zmiany rząd planuje po wyborach, czyli wtedy, gdy prawdopodobnie nie będzie już rządzić. Wszystko, żeby tylko się nie narazić wpływowej grupie lekarzy-milionerów. Przepraszam, ale to jest robienie z ludzi idiotów.
- Rząd ma na wszystko jedną odpowiedź: "Cieszcie się, bo nie jesteśmy PiS-em". Ale to już nie wystarczy.
W kwestii Trybunału Konstytucyjnego rządzącym zarzuca się jednak stosowanie dokładnie takich samych, pisowskich metod. Zgadza się pan z tymi zarzutami?
- O ile pamiętam, to Polacy wychodzili na ulice w obronie trójpodziału władzy i niezależności Trybunału, a nie po to, żeby Tusk teraz wpychał do Trybunału swoją prawą rękę z rządu.
Słowa o jego profesjonalizmie pana nie przekonują?
- Wpychanie czynnych polityków do TK niszczy resztki jego autorytetu. Albo przeprowadźmy twardy reset Trybunału, usuńmy stamtąd ludzi z afiliacjami politycznymi, albo spójrzmy sobie w oczy i przyznajmy otwarcie, że polska klasa polityczna nie dojrzała do posiadania niezależnego Trybunału Konstytucyjnego.
Ile zapłaciłby pan za indywidualne spotkanie z prezydentem Nawrockim?
- Nie mam w zwyczaju płacić za spotkania z innymi politykami. Rozumiem, że pije pani do doniesień medialnych o fundacji handlującej dostępem do ucha prezydenta?
Tak.
- Jeśli ktoś z Kancelarii był w to faktycznie zamieszany, to powinien się pożegnać ze stanowiskiem. Bo to ośmieszanie państwa. Ale problem jest szerszy - w Polsce mamy brak realnej kontroli nad lobbingiem. Konkretni biznesmeni wciskają politykom swoją wersję rzeczywistości i gotowe ustawy.
Widzi pan to w Sejmie?
- Widzieliśmy wszyscy posła Platformy, który zgłaszał poprawki przygotowane przez sieci apteczne. Widzieliśmy to przy aferze Zondacrypto, jak kryptowaluciarze zinfiltrowali prawicę. Różne szemrane biznesy próbują wpływać na stanowienie prawa.
- Powinniśmy to poddać lepszej kontroli, jak choćby w Parlamencie Europejskim, otwiera się w nowym oknie, gdzie jest chociaż ewidencja tych spotkań lobbingowych. W Polsce to się dzieje bez wiedzy opinii publicznej, a moim zdaniem często też bez wiedzy służb.
Ale lasu rąk by to zmienić chyba w Sejmie nie widać?
- Niestety. Ani partie rządowe, ani prawica nie są zainteresowane zmianą. Zmiany przyjdą, gdy większość będzie zależeć od Razem.
Rozmawiała Marta Kurzyńska.
"Polityczny WF": Problem Morawieckiego. Czy odnajdzie się w walce?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.